Oczywiście, Lis nadal się łudzi. Lub próbuje - za pośrednictwem serwisu natemat.pl - poklepać PBK po plecach i dodać mu otuchy. Zresztą nie on jedyny, wśród tych "obiektywnych", co otwarcie popierają jednego kandydata.
"Wybory zorganizowane są po to, by uzyskać odpowiedź na pytanie "kto" – kto będzie rządził. U nas wybory dadzą wyłącznie odpowiedź na pytanie "jak" – nie, jak zwycięzca będzie rządził, ale jak zwycięzca wygra oraz jak pokonani przegrają" - pisze T. Lis, ale przedstawiane argumenty są tak samo merytoryczne, jak wpisy na twitterowym koncie prezydent.pl Bo znowu jest o braku partyjnych liderów, strachu przed porażką, takie zgrane ble ble ble...
Duda przeraził mainstream. W panice kłamią, obrażają - żałosny spektakl trwa
Widmo porażki jednak rośnie, z każdym dniem coraz większe. Na tyle duże, że Tomasz Lis daje prztyczka Bronisławowi Komorowskiemu.
"Do wyborów zostały dwa miesiące, a Bronisław Komorowski nie zrobił nic, by pokazać, że naprawdę mu zależy na naszych głosach. I niewiele wskazuje na to, że jest w stanie wykrzesać z siebie choć odrobinę pasji. Nie idzie o żadne pajacowanie, ale o jakąś elementarną energię" - co za niewdzięczność Lisa. Takie słowa o człowieku, od którego ordery dostawał.
A to dopiero wstęp. Później jest jeszcze ciekawiej.
"Na razie bowiem zamiast zastrzyku energii, prezydent funduje nam zastrzyk pawulonu".
A łapę poda? Jak nagradzają Lisa za wierną służbę
Zabawnie brzmią zwłaszcza te asekuranckie próby usprawiedliwiania przyszłej porażki. Jeszcze kilka tygodni temu liderzy mainstreamu mówili, że wybory zakończą się na pierwszej turze. Rozprawiali jedynie o wysokości poparcia dla Komorowskiego. Co dzisiaj pisze Tomasz Lis:
"Druga tura nie byłaby żadną klęską prezydenta, ale byłaby jednak jego porażką".
Ostatni akapit to już symptomy paniki.
"Ciepło się robi. Czas obudzić się ze snu zimowego. Koniec z hibernacją. Nie z troski o prezydenta to piszę, ale z troski o nas wyborców. Grozi nam bowiem coraz bardziej śmierć. Z nudów. Ale wielu wyborców jeszcze przed śmiercią może się za ten wyrok na prezydencie zemścić".
Bronisław Komorowski bawi teraz w Japonii. Na szczęście, samurajem nie jest. Bo po takiej zdradzie...