Dziś rusza serwis internetowy nyitottaktak.hu, za pośrednictwem którego można uzyskać dostęp do dokumentów dawnych węgierskich służb bezpieczeństwa. 4 listopada to data symboliczna – rocznica stłumienia antykomunistycznej rewolucji z 1956 r. przez wojska sowieckie, które pozostały następnie na Węgrzech aż do zmiany ustroju w 1989 r.
Dokumenty dotyczące sieci komunistycznych informatorów, przechowywane w piwnicach Archiwum Historycznego Służb Bezpieczeństwa, przez dziesięciolecia pozostawały na Węgrzech ukryte przed opinią publiczną. Według Archiwum materiały te zawierają dane około 50-60 tys. nazwisk.
Proces ich ujawniania podzielono na dwa etapy, w drugim, zaplanowanym na 25 lutego 2027 r., udostępnionych zostanie około 9 tys. bardziej szczegółowych akt werbunkowych, znanych jako „teczki typu B” (B-dossiers).
Węgry są jednym z ostatnich krajów byłego bloku komunistycznego w Europie Środkowo-Wschodniej, które zdecydowały się na udostępnienie tak obszernego zbioru informacji opinii publicznej. W Niemczech Bundestag podjął decyzję o udostępnieniu akt służby bezpieczeństwa Niemieckiej Republiki Demokratycznej (Stasi) w 1992 r. W Czechach stały się one jawne dla opinii publicznej w 2003 r. Najpóźniej, bo w 2018 r., akta informatorów opublikowała Łotwa. Proces ujawniania akt informatorów PRL w Polsce przebiegał etapami od 1992 do 2017 r.
Użytkownicy korzystający ze strony internetowej uruchomionej przez węgierski rząd będą mogli wyszukiwać informacje na temat funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa, informatorów lub osób typowanych do werbunku, korzystając z takich kryteriów jak: imię i nazwisko, data lub miejsce urodzenia, imię matki, pseudonim operacyjny oraz rodzaj lub numer dokumentu.
Jednak niektóre fragmenty dokumentów pozostaną nieujawnione w celu ochrony wrażliwych danych osobowych, takich jak informacje o stanie zdrowia, uzależnieniach, życiu seksualnym czy orientacji seksualnej.
Jako historyk popieram udostępnienie tych akt. Jednak na poziomie osobistym współczuję tym, którzy po raz pierwszy zetkną się z historią własnej rodziny...
– powiedział Istvan Papp, historyk i kierownik działu naukowego Archiwum, w rozmowie z brytyjskim dziennikiem „Guardian”.
Według szacunków historyków, spośród 50–60 tys. osób, których nazwiska pojawiają się w dokumentach, około 10 proc. wciąż żyje.
Dyrektor generalny Archiwum, Gergo Bendeguz Cseh, powiedział we wrześniu agencji Associated Press, że kwestia ujawnienia akt budzi kontrowersje już od czasu węgierskiej transformacji ustrojowej 36 lat temu – głównie dlatego, że ich upublicznienie mogłoby obciążyć osoby aktywnie działające w polityce.
To stara debata. Od czasu zmiany ustroju węgierskie społeczeństwo nie było w stanie ani w pełni przepracować tego problemu, ani się od niego uwolnić. Nie spodziewam się gigantycznego szoku (wywołanego ujawnieniem akt), ale z pewnością będzie tam wielu krewnych, rodziców, dziadków, o których do tej pory nie wiedzieliśmy.
– podkreślił, dodając, że rządy przejmujące władzę po dyktaturach rzadko ujawniają nazwiska dawnych agentów i informatorów, a tym bardziej tak szczegółowe dokumenty, jakie udostępnią teraz władze Węgier.
To temat spóźniony, trudny i delikatny dla wielu rodzin, ale bez tego nie ma mowy o prawdziwej zmianie ustroju.
– mówił premier Magyar, zapowiadając publikację dokumentów. We wrześniu węgierski parlament przyjął przepisy umożliwiające szerszy i łatwiejszy dostęp do akt.