Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Kultura i Historia

Rosyjskie ludobójstwo Polaków. Tych ofiar nikt nie upamiętnia, nikt nie walczy o ich groby

Osiemdziesiąt dziewięć lat temu, 11 sierpnia 1937 roku, ludowy komisarz spraw wewnętrznych Nikołaj Jeżow podpisał rozkaz NKWD numer 00485. Tak rozpoczęła się tzw. operacja polska, w wyniku której w ciągu niespełna 15 miesięcy bolszewicy wymordowali co najmniej 111 tys. Polaków zamieszkujących Związek Sowiecki. Według wielu historyków liczba zamordowanych może sięgać nawet 200 tys. - pisze "Gazeta Polska".

Według różnych szacunków po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej i podpisaniu w marcu 1921 roku traktatu ryskiego, mniejszość polska na terenie Związku Sowieckiego mogła liczyć od 1,5 do 2 mln osób. Dla sowieckiego politbiura, a przede wszystkim dla samego Józefa Stalina, wszyscy oni byli podejrzani już z definicji. Potęgowała to jeszcze świeża trauma bolszewickiej klęski pod Warszawą i być może uraz samego Stalina, którego dyletanctwo i wygórowane ambicje jako komisarza politycznego frontu południowo-zachodniego przyczyniły się w dużej części do bolszewickiej klęski.

Mściwy Gruzin na pewno nie zapomniał o swojej upokarzającej ucieczce spod Lwowa. Polacy, ale też II Rzeczpospolita, w sowieckiej propagandzie przedstawiani byli jako kraj i naród faszystowski i zbrodniczy. Nikołaj Iwanow w swojej znakomitej książce o „operacji polskiej” pt. „Zapomniane ludobójstwo” pisze, że w sowieckiej Rosji na całe dziesięciolecia ukształtowała się zbitka pojęciowa Polak-faszysta. Dla większości naszych rodaków mieszkających w Sowietach fundamentem ich tożsamości były religia katolicka i język ojczysty. Dla bolszewików był to wyznacznik, kogo należy prześladować, a ostatecznie zamordować. 

Pluję na waszą religię

Już od początku lat 20. uderzenie poszło w polskich księży. Arcybiskup Jan Cieplak od 1919 roku był administratorem archidiecezji mohylewskiej znajdującej się na terenie Rosji bolszewickiej. Aresztowany w 1920 roku, odmówił podpisania deklaracji posłuszeństwa wobec władz cywilnych w sprawach związanych z religią. Ponownie został uwięziony wraz z 14 innymi duchownymi. Wszyscy usłyszeli zarzut dążenia do obalenia władzy robotniczo-chłopskiej. W dniach 21–25 marca 1923 roku w Moskwie odbył się pokazowy proces, który był seansem nienawiści. Prokurator Nikołaj Krylenko krzyczał do oskarżanych: „Pluję na waszą religię jak na wszystkie inne – prawosławną, żydowską, mahometańską, luterańską i pozostałe, jakie istnieją. W obrębie republiki sowieckiej żadne wyznanie nie posiada praw politycznych ani cywilnych ze względu na to, że każdy Kościół jest czynnikiem zagrażającym rządowi robotników i włościan”. Arcybiskup Jan Cieplak i ks. Konstanty Budkiewicz zostali skazani na karę śmierci „za podżeganie do buntu przez zabobony”. Po roku ciężkiego więzienia abp Cieplak, pod naciskiem światowej opinii publicznej i interwencji Stolicy Apostolskiej oraz rządu RP odzyskał wolność. Tyle szczęścia nie miał ks. Budkiewicz. Według relacji amerykańskiego jezuity o. Walsha uzyskał on od czekistów obietnicę udzielenia mu wiatyku przed śmiercią. W dniu wykonania wyroku bezskutecznie dzwonił do Czeka. Za każdym razem kazano mu czekać. O 10 wieczorem zadzwoniono do niego – usłyszał pijackie śpiewy, śmiechy i krzyki. Ksiądz Budkiewicz zamordowany został strzałem w tył głowy. W latach 1918–1939 na terenie ZSRS represjonowanych było co najmniej 470 księży katolickich – 213 otrzymało wyrok śmierci, a 130 zostało skazanych na zesłanie.

Jak siodło do krowy

Jeszcze w latach 20. Polacy, podobnie jak i inne mniejszości w ZSRS, poddani zostali eksperymentowi. Powstały dwa specjalne autonomiczne obwody na Ukrainie i Białorusi – Dzierżyńszczyzna i Marchlewszczyzna. Teoretycznie w ramach tych obwodów dano Polakom pewną swobodę, pozwolono zachować język i oświatę. W praktyce chodziło o wychowanie nowego „sowieckiego człowieka” gotowego nieść płomień rewolucji do „pańskiej Polski”.

Jednak Polacy nie dawali się sowietyzować. W 1928 roku Zofia Dzierżyńska pisała: „Wieś polska (…) pod względem społecznym i politycznym jest bardziej zacofana od innych. Przemożny dotąd, choć słabnący wpływ kleru, fanatyzm religijny, panująca dotychczas w niektórych wsiach jedność narodowa (…) – wszystko to hamuje postępy budownictwa socjalistycznego (…)”. Jak mawiał podobno towarzysz Stalin, komunizm pasuje do Polaków jak siodło do krowy. Po kilku latach eksperymentu, który według ich twórców nie przyniósł spodziewanego efektu między innymi w dziedzinie kolektywizacji, obwody rozwiązano, a na krnąbrnych Polaków spadły represje. Wywózki, więzienia i mordy. W 1936 roku władze ZSRS przeprowadziły deportację Polaków, wywożąc z Ukraińskiej SRS do Kazachstanu około 60–70 tys. osób. Wszystko było preludium do tego, co stało się w 1937 roku. 

Rozkaz 00485

Podpisany 11 sierpnia 1937 roku przez Jeżowa i zatwierdzony wcześniej przez Stalina rozkaz numer 00485 był w istocie decyzją o całkowitej eksterminacji Polaków mieszkających w Związku Sowieckim. Jego charakter i sposób wykonania ma wszelkie znamiona ludobójstwa. Jedyną winą naszych rodaków było to, że byli Polakami, musieli więc zginąć. W punkcie pierwszym czytamy: „Od 20 sierpnia 1937 roku rozpocząć szeroką operację prowadzącą do pełnej likwidacji terenowych jednostek POW [Polskiej Organizacji Wojskowej] i – przede wszystkim – jej dywersyjno-szpiegowskich i powstańczych kadr w przemyśle, transporcie, sowchozach i kołchozach. Cała operacja powinna być zakończona w terminie 3 miesięcy, tzn. do 20 listopada 1937 roku”. Pretekstem do rozpoczęcia aresztowań i mordów było dla sowieckich służb istnienie, obejmującej cały niemal Związek Sowiecki, Polskiej Organizacji Wojskowej, która przez swoich agentów miała dokonywać różnorodnych działań dywersyjnych, od przysłowiowego sypania piasku w maszyny i zatruwania żywności do przygotowywania zamachów terrorystycznych na przedstawicieli sowieckiej władzy. To, że POW, założona jeszcze w czasach I wojny światowej przez Józefa Piłsudskiego, od kilkunastu lat już nie istniała, nie miało oczywiście żadnego znaczenia. Podpisany przez Jeżowa rozkaz precyzował też, jakie grupy Polaków podlegają aresztowaniu w pierwszej kolejności i jak należy postępować z osadzonymi. W punkcie 5 czytamy:

„Wszyscy aresztowani, zależnie od stopnia ujawnionej winy wykazanego w toku śledztwa, dzieleni są na dwie kategorie:
a) pierwsza kategoria, podlegająca rozstrzelaniu, do której należą szpiegowskie, dywersyjne, szkodnicze i powstańcze kadry polskiego wywiadu,
b) druga kategoria, do której należą mniej aktywni z nich, podlegająca karze zamknięcia w więzieniach i łagrach z wyrokami od 5 do 10 lat”. 

Niebezpieczne społecznie dziecko

Cztery dni później, 15 sierpnia, Jeżow podpisał kolejny zbrodniczy rozkaz, tym razem dotyczył on żon i dzieci „wrogów ludu”. Bez żadnego oporu stosowano odpowiedzialność zbiorową.

W stosunku do każdej aresztowanej i każdego niebezpiecznego społecznie dziecka od 15. roku życia wszczyna się postępowanie śledcze […]. Żony zdrajców ojczyzny zostają skazane w zależności od tego, jak bardzo są społecznie niebezpieczne, na minimum 5–8 lat obozu. Niebezpieczne społecznie dzieci skazanych, w zależności od wieku, stopnia niebezpieczeństwa i możliwości poprawy, zostają uwięzione w obozach, koloniach pracy NKWD lub w domach dziecka o specjalnym reżimie […].

Spirala terroru

Po trzech tygodniach od wydania ludobójczego rozkazu Jeżow informował Stalina, że wykryto 23 tys. „polskich szpiegów”. Stalin na stronie tytułowej tego raportu napisał: „Bardzo dobrze! Kopcie i czyśćcie nadal ten polsko-szpiegowski brud. Niszczycie go w interesie Związku Sowieckiego”. Sugestie ze strony sowieckiego przywódcy nie mogły pozostać bez odpowiedzi. „Operacja polska”, która początkowo miała potrwać trzy miesiące, zakończyła się dopiero po blisko 15 miesiącach. Aby usprawnić system eksterminacji Polaków, sowiecka bezpieka wprowadziła tak zwany system mordów zwany trybem albumowym. Polegał on na tym, że do specjalnych albumów wpisywano dane oskarżonych wraz z opisem popełnionych przez nich win i przesyłano do centrali, gdzie Jeżow osobiście z prokuratorem Andrejem Wyszyńskim podpisywali wyroki śmierci. Nawet jak na „sowieckie standardy” była to procedura absolutnie bezprawna. Ponieważ spirala terroru stawała się coraz większa, oprawcy na Kremlu nie byli w stanie podpisywać na czas albumów bądź też podpisywali je hurtowo, nie czytając zawartości. Zeznania wymuszano potwornymi torturami, biciem, grożeniem najbliższej rodzinie i zastraszaniem. Pod wpływem tortur ludzie przyznawali się do najabsurdalniejszych czynów, wskazując jednocześnie swoich wspólników, których następnie aresztowano, a ci kolejnych i tak kręciła się ta spirala terroru. W pewnym momencie wystarczyło nosić polskobrzmiące nazwisko, żeby trafić do katowni NKWD, a gorliwi kaci Stalina szukali kolejnych ofiar w… książkach telefonicznych. Wystarczył niczym niepotwierdzony donos sąsiada, by trafić do więzienia. Jak wyliczyli badacze, Polak w tym czasie w ZSRS był 40 razy bardziej narażony na śmierć niż jakikolwiek inny obywatel „sowieckiego raju”.

Krwawy bilans

Według danych NKWD w okresie od 15 sierpnia 1937 roku do 15 listopada 1938 roku na terenie ZSRS zostało aresztowanych, a następnie skazanych 139 835 osób narodowości polskiej, w tym 111 091 osób skazano na kary śmierci, zaś 28 744 osoby pozbawiono wolności w obozach pracy przymusowej. Jeżeli do tego dodamy ofiary innych działań sowieckich wobec Polaków, to liczba ofiar może sięgać 200 tys. Helena Trybel, której ojca zamordowano, a ją z całą rodziną deportowano do Jakucji, w rozmowie z Nikołajem Iwanowem mówiła:

„Być Polakiem w Związku Sowieckim w 1938 roku – to mniej więcej to samo, co być Żydem w III Rzeszy”.

Źródło: Gazeta Polska

NAJNOWSZE Kultura i Historia