Jak informuje telewizja publiczna NDR, „w niemieckich prokuraturach toczą się obecnie 29 postępowania przeciwko osobom podejrzanym o zbrodnie z czasów drugiej wojny światowej”.
Podejrzani w większości to byli członkowie załóg niemieckich obozów koncentracyjnych. Zarzuty dotyczą m.in. morderstwa albo pomocnictwa w morderstwie tysięcy osób. Śledczy prowadzą też postępowania sprawdzające w kilkunastu innych, podobnych sprawach, ale nie ma pewności, czy potencjalni sprawcy jeszcze żyją.
Do sądów trafiły w ostatnim czasie akty oskarżenia przeciw dwóm mężczyznom, którzy mieli służyć w obozie koncentracyjnym Stutthof. Jeden z nich to 94-latek, który – jak wskazano w odpowiedzi na zapytanie dziennikarzy NDR- nie przeanalizował jeszcze aktu oskarżenia ze względu na „duże obciążenia aktualnymi, pilnymi sprawami”.
W połowie października ruszy kolejny proces przed sądem w Hamburgu. Oskarżony to 93-letni Bruno D. Mężczyzna przyznał podczas przesłuchań, że był strażnikiem w obozie Stutthof, wiedział też, że w komorach gazowych zabijani byli ludzie. Mężczyzna uważa jednak, że nie ponosi odpowiedzialności za ich śmierć.
Międzynarodowy Komitet Oświęcimski zarzuca Niemcom świadome zaniedbanie prawnego rozliczenia ze sprawcami. „Dla ocalonych z Holokaustu to „nieustający skandal i ból, który będzie im towarzyszyć do końca życia” – wskazał przewodniczący MKO Christoph Huebner.
„Tylko nieliczni zbrodniarze z niemieckich obozów koncentracyjnych kiedykolwiek widzieli od środka salę sądową. Ostatnia zmiana podejścia sądów w RFN do tych wydarzeń, dzięki czemu w ostatnich latach skazano kilku byłych obozowych strażników, niewiele tu znaczy” – dodaje.
Przełom w procesie skazywania nastąpił w 2011 roku, kiedy wydano wyrok w sprawie Johna Demjaniuka, którego skazano za samą przynależność do załogi obozu zagłady. Sądy uznają odtąd każdą formę udziału w morderczym systemie za pomocnictwo.