Jak z nimi gadać?
Pytanie, czy wyżej postawimy naszą Schadenfreude, czy działalność misyjną.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Pytanie, czy wyżej postawimy naszą Schadenfreude, czy działalność misyjną.
Jakiś czas temu Donald Tusk kontrasygnował decyzję prezydenta Andrzeja Dudy o nominacji sędziego Krzysztofa Wesołowskiego na stanowisko przewodniczącego Zgromadzenia Izby Cywilnej Sądu Najwyższego.
Do Marszu Niepodległości pozostały ponad dwa miesiące, wygląda jednak na to, że władza już szykuje się na to wydarzenie.
Gdy zobaczyłem pewien tytuł w sieci, miałem nadzieję, że to wiadomość sprzed kilku tygodni. Niestety nie. Oto bowiem portal wPolityce donosi, że przetrzymywani w areszcie wydobywczym ks. Michał Olszewski i jedna z zatrzymanych urzędniczek poddawani są torturom.
Państwowa Komisja Wyborcza musiała wybrać nie tyle między politycznym zwyczajem a równie politycznym bezprawiem, ile między strachem przed konsekwencjami swych działań w przyszłości lub natychmiastowym niezadowoleniem rządzących. Wraz z „zagłodzeniem” opozycji wygrał strach przed Donaldem Tuskiem, wzmocniony osobistymi antypatiami członków PKW.
„Chcę zmienić polską politykę. Chcę, żeby politycy przestali zaciskać pięści, a zaczęli podawać sobie ręce, żeby nauczyli się ze sobą rozmawiać. Chcę nowej, jasnej, uśmiechniętej Polski” – mówiła we wrześniu 2019 roku Małgorzata Kidawa-Błońska, zaczynając kampanię prezydencką.
Państwowa Komisja Wyborcza zakwestionowała sprawozdanie PiS. Komisja uwagi miała do wydatków rzędu 3,6 miliona złotych. Komisja pozbawiła dziś największą partię opozycyjną 10 milionów złotych z dotacji i otworzyła perspektywy dla pozbawienia jej subwencji.
Za kilka dni zaczyna się nowy rok szkolny. Od kilku miesięcy trwał w naszym kraju burzliwa debata na temat nowej podstawy programowej. Bardzo mocno ucierpiało nauczanie języka polskiego i historii, ale uwagi zgłaszano do zmian w nauczaniu innych przedmiotów.
Prawie wszyscy komentatorzy sceny politycznej zabierający głos w mediach głównego nurtu zdają się być zgodni, że PiS – czy szerzej obóz Zjednoczonej Prawicy – nie ma szans na utrzymanie pałacu prezydenckiego.
Wydawałoby się, że od wyborów do Parlamentu Europejskiego, Konfederacja będzie na fali wznoszącej.
W latach 2005–2007 część obserwatorów życzliwych Prawu i Sprawiedliwości martwiła się, że partia ta skazana jest na utratę władzy, ponieważ otwiera zbyt wiele frontów równocześnie.
Uwolnienie Marcina Romanowskiego wydawało się największą jak dotąd kompromitacją resortu i quasi-prokuratorów Adama Bodnara. Okazuje się, nie pierwszy zresztą raz, że ludzie ci nie chcą i nie potrafią się zatrzymać.
Ciekawa to taktyka, żeby kompromitację, którą dokleja się nam trochę z przyzwyczajenia, a trochę na podstawie domysłów, przykryć kompromitacją już całkowicie naszą – naszą w stu, a może i dwustu procentach. Tak właśnie zrobiła „Wyborcza”, której dostało się odpryskami ze starcia, które Stonoga przegrał ze Stanowskim.
„Kancelaria Sejmu zwróciła się do Policji o usunięcie płotu z ul. Wiejskiej. Po siedmiu latach barierki znikną spod Sejmu. Sejm Otwarty zamiast Sejmu Twierdzy” – pisał w listopadzie zeszłego roku Szymon Hołownia. Tweet zestarzał się dramatycznie szybko.
Poranek 1 sierpnia 2024 roku przyniósł wiele informacji związanych z obchodami Powstania.
W referendum, jakie odbyło się razem z wyborami w październiku 2023, rząd Prawa i Sprawiedliwości pytał Polaków miedzy innymi o kwestię ewentualnego podwyższenia wieku emerytalnego. Rządzący wówczas Polską ostrzegali, że w przypadku zmiany władzy koalicja udziałem Platformy i PSL może, tak samo jak w 2012 roku, zdecydować o podwyższeniu wielu emerytalnego. Niestety duża część Polaków zignorowała te ostrzeżenia, tak samo jak wszystkie inne, leżące u podstaw pytań referendalnych.
Wydarzenia z sierpnia 2010 roku już dawno powinny być dla mnie wspomnieniem. Niestety, wciąż okazują się kluczem do rozumienia i opisywania pewnych zjawisk. Pozostają też ostrzeżeniem. W ostatnich dniach mnóstwo jest porównań tamtych scen spod pałacu prezydenckiego z pokazami chamstwa ludzi niedawnej opozycji, którzy po zmianie władzy pozostali w jedynej znanej sobie roli ulicznych prowokatorów. I co miesiąc prowokują prezesa PiS i ludzi z jego otoczenia wyzwiskami, przepychankami, wreszcie obraźliwym wobec śp. Lecha Kaczyńskiego „wieńcem”. I znów, jak w 2010 roku cieszą się bezkarnością i cichym wsparciem policji.