Nuclear Sharing jak płachta na byka
Premier Donald Tusk i szef MSZ Radosław Sikorski alergicznie reagują na zabiegi prezydenta RP Andrzeja Dudy i opozycji związane z dołączeniem Polski do inicjatywy Nuclear Sharing.
Kierownik działu Świat „Gazety Polskiej Codziennie”. Dziennikarz tygodnika „Gazeta Polska” oraz portalu Niezależna.pl
Dziennikarz z wykształcenia i zamiłowania. Z zawodem związany od 2012 roku. W mediach Strefy Wolnego Słowa od 2014 roku. Autor wielu tekstów poświęconych głównie polityce wschodniej, a także z zakresu bezpieczeństwa, obronności i armii. Prywatnie pasjonat militariów oraz fan piłki nożnej.
Kontakt: [email protected]
Premier Donald Tusk i szef MSZ Radosław Sikorski alergicznie reagują na zabiegi prezydenta RP Andrzeja Dudy i opozycji związane z dołączeniem Polski do inicjatywy Nuclear Sharing.
Szef unijnej dyplomacji Josep Borrell podczas swojego wystąpienia na Uniwersytecie Oksfordzkim przyznał, że Rosja stanowi największe egzystencjalne zagrożenie dla krajów Europy, dlatego Europejczycy powinni mieć świadomość, że po ewentualnym zdobyciu Ukrainy Władimir Putin się nie zatrzyma, a jego wojska znajdą się u granic Polski.
Obrońcy praw człowieka alarmują, że po 2020 r. systematycznie zaostrza się aparat represji wymierzony w przeciwników białoruskiego reżimu. Dzieje się tak dlatego, że Alaksandr Łukaszenka jak ognia obawia się powtórki masowych protestów po sfałszowanych wyborach prezydenckich latem 2020 r., gdy tysiące osób wyszły na ulice zamanifestować swój sprzeciw.
Mijający tydzień przyniósł długo wyczekiwane decyzje związane z dozbrojeniem Ukrainy. Najpierw, po wielomiesięcznym impasie, zielone światło na wsparcie Kijowa w wysokości blisko 61 mld dol. wydał amerykański Kongres. Z kolei podczas wizyty w Warszawie premier Wielkiej Brytanii Rishi Sunak zapowiedział przekazanie Ukrainie uzbrojenia o wartości 500 mln funtów.
Na Białorusi trwa inspekcja środków przenoszenia taktycznej broni jądrowej, w tym wyrzutni Iskander i samolotów Su-25. Są one przystosowane do przenoszenia rosyjskiej taktycznej broni jądrowej, rozmieszczonej na terytorium Białorusi w ub.r. Reżim w Mińsku ogłosił swoje działania niemal równo z zapowiedzią Władimira Putina o przeprowadzeniu rosyjskich manewrów z wykorzystaniem broni atomowej. – To potwierdza, że Łukaszenka jest na smyczy Putina. Wystarczyło, że Putin sam to ogłosił, a Łukaszenka natychmiast przystąpił do działania. To nic innego jak wojna informacyjna przeciwko krajom Zachodu, by nie dozbrajały Ukrainy i by nie odważyły się wysłać tam swoich wojsk. Od tego, jaka będzie decyzja Zachodu czy poszczególnych państw w tej sprawie, zależeć będzie dalsze zaostrzanie atomowej retoryki przez oba reżimy – mówi w rozmowie z portalem Niezależna.pl Paweł Łatuszka, zastępca szefa Zjednoczonego Gabinetu Tymczasowego Białorusi, były ambasador Republiki Białorusi w Polsce.
Część zachodnich źródeł podaje, że pierwsza transza pocisków artyleryjskich z najnowszego, wartego blisko 61 mld dolarów amerykańskiego pakietu pomocowego dla Ukrainy, dotarła już na front. Podczas dzisiejszej konferencji prasowej z szefem NATO Jensem Stoltenbergiem w Kijowie, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski ujawnił, że amerykańska broń zaczęła docierać na Ukrainę "w niewielkich ilościach". Zaznaczył jednak, że proces musi zostać znacznie przyspieszony. Sprawa strategicznego dozbrojenia Kijowa cały czas jest szeroko komentowana w Stanach Zjednoczonych. – Amerykanie, w tym przedstawiciele Partii Republikańskiej w swojej zdecydowanej większości od początku wojny stali, stoją i będą stać za Ukrainą, nie mogąc sobie pozwolić na upadek tego kraju, który oznaczałby dla nich kilkukrotnie większą klęskę od upadku Kabulu prawie trzy lata temu – podkreśla w rozmowie z portalem Niezalezna.pl Tomasz Winiarski, amerykanista.
W Ministerstwie Obrony Narodowej dalej trwa destrukcja systemu rekrutacji do Wojska Polskiego. Właśnie odwołani zostali szefowie najlepiej rekrutujących ośrodków zamiejscowych CWCR w Olsztynie, Lublinie i Gdańsku – poinformował dziś na platformie społecznościowej "X" (dawny Twitter) były szef MON Mariusz Błaszczak. – Jeżeli zwalnia się osoby tylko za to, że pełniły swoją służbę za poprzednich rządów, to jest to po prostu kuriozalne. Zwłaszcza, jeżeli chodzi o tak strategiczny pion jakim jest rekrutacja do armii. Bardzo prawdopodobne, że grozi nam regres w rekrutacji żołnierzy. To nie wróży zbyt dobrze najbliższej przyszłości armii – komentuje w rozmowie z portalem Niezalezna.pl Michał Jach, były przewodniczący Sejmowej Komisji Obrony Narodowej (SKON).