Raków podbija Europę
Raków Częstochowa to przykład piłkarskiego kopciuszka – świetnie zarządzanego klubu, który od niższych klas rozgrywkowych piął się w górę. Do tego stopnia, że w przyszłym tygodniu mistrz Polski powalczy o awans do Ligi Mistrzów.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Raków Częstochowa to przykład piłkarskiego kopciuszka – świetnie zarządzanego klubu, który od niższych klas rozgrywkowych piął się w górę. Do tego stopnia, że w przyszłym tygodniu mistrz Polski powalczy o awans do Ligi Mistrzów.
Formalnie rozpoczęta kampania wyborcza zaczęła się dla PiS niekorzystnie – dymisją Adama Niedzielskiego. Chcąc zwiększyć przewagę nad drugą w wyścigu sondażowym Koalicją Obywatelską, rząd z oczywistych względów musi unikać skandali i problemów wizerunkowych.
Dla Polski priorytetem powinno być narodowe bezpieczeństwo rozumiane jako osłabianie w każdej sferze Rosjan i ograniczanie ich potencjału wojskowego. Tak by jak najbardziej w czasie odsunąć albo uczynić niemożliwą inwazję na nasz kraj. Nie można przy tym zapominać o swoich interesach. Polskie władze, nie mówiąc już o społeczeństwie, zrobiły dla sąsiada bardzo dużo, może nawet więcej, niż powinny. Czas na grę w otwarte karty. – Polski rząd powinien wziąć przykład z amerykańskiego i twardo rozmawiać – przekonuje dr Jan Matkowski z Narodowego Uniwersytetu Politechniki Lwowskiej.
Mariusz Max Kolonko to jeden z najbardziej widowiskowych przykładów upadku gwiazd w polskich mediach. To, co wyprawia na YouTubie, jest niepojęte. Ogłosił się prezydentem, założył „Stany Zjednoczone Polski”, wydaje dekrety, a ostatnio zagroził śmiercią… Andrzejowi Dudzie.
Gdy w Przewodowie spadła rakieta, polskie władze zachowały się odpowiedzialnie i nie publikowały żadnych komunikatów, dopóki nie odbyły się konsultacje z sojusznikami i nie zebrano danych wskazujących na pochodzenie pocisku. Świat uznał takie podejście za wzorowe w sytuacjach kryzysowych. Niestety, potem było już gorzej – z zabłąkaną pod Bydgoszczą rakietą i ostatnio z naruszeniem polskiej przestrzeni powietrznej przez białoruskie śmigłowce.
Sprawa pani Joanny z Krakowa, jak się ją najczęściej w mediach określa, nie jest przykładem systemowej opresji funkcjonariuszy policji wobec bezbronnej kobiety. Historia pokazana w „Faktach” TVN uległa głębokiej dezaktualizacji, bo zwyczajnie jest nieprawdziwa. Po ogłoszeniu „marszu miliona serc” przez Donalda Tuska lider PO w kolejnych dniach nie wrócił do pomysłu, a tymczasem pani Joanna zorganizowała swój pochód przed komendę krakowskiej policji, do czego zachęcała również niedawnego „króla Europy”.
Nic mnie tak nie bawiło, choć powinno smucić, jak hipokryzja w politycznym grajdołku. Cóż, przyzwyczaiłem się. Kolejne tygodnie prekampanii, kiedy wszyscy udają, że nie trwa walka o głosy wyborców, potęgują chwytanie się o wszystko, byle w końcu PiS zaczęło spadać poparcie. A to już rodzi we mnie tylko współczucie dla dziennikarzy i komentatorów, którzy zawsze uważają, że mają patent na rację i prawdę. W odstępie zaledwie kilkunastu godzin, opozycyjni redaktorzy wytoczyli kolejne „działa" i afery", których akurat nie dostrzegali, gdy rządzili ich ulubieńcy.
Wokół upamiętnienia zbrodni wołyńskiej krąży zbyt wiele negatywnych emocji, nakręcanych przez lata ukraińską bezczynnością. Radykalna prawica ma oczywiście rację, krytykując postawę ukraińskich władz i domagając się godnego upamiętnienia ofiar ludobójstwa. Robi to jednak - nad czym ubolewam - z pobudek politycznych, cynicznie. Bo ogromna część elektoratu antyukraińskiego - albo w najlepszym razie nie stojąca po żadnej ze stron toczącej się wojny - od lat jest usytuowana na prawo od PiS. I próbuje smagać historią oponenta, by zebrać trochę punktów w wyborach.
Czwórka młodych ludzi zginęła w nocy z piątku na sobotę w Krakowie, pędziwszy samochodem w okolicach mostu Dębnickiego.
Zatrwożony Jakub Bierzyński na łamach „Newsweeka” wyjaśnił Silnym Razem, że „Gazeta Wyborcza” i inne antypisowskie media przesadzają z hurraoptymizmem.
Donald Tusk popełnił największy błąd w prekampanii, który może go kosztować utratę kilku punktów procentowych. Nie wiadomo, czy to efekt upałów, a może chłodnej kalkulacji, ale lider KO wcielił się w rolę…
Redaktorzy naczelni kilkudziesięciu tytułów protestują przeciwko ograniczeniu wolności mediów i zakusom PiS, które – jak przekonują redakcje od „Rzeczpospolitej” po RMF FM i Onet – chce dokonać zawłaszczenia prywatnych podmiotów.
Trudny do zrozumienia „pucz” w Rosji i w ogóle inwazja na Ukrainę stały się pożywką dla internautów, którzy chcą robić kariery na Twitterze jako poważni analitycy.
„Reset” po premierowym odcinku wywołał lawinę reakcji – jedni chwalą film Michała Rachonia i Sławomira Cenckiewicza, drudzy mówią o oszczerstwach i insynuacjach. A gdzie konkrety?
Czy to możliwe, że jeden marsz zmienił dynamikę kampanijną i dodał Koalicji Obywatelskiej punktów w sondażach? Wątpliwe. Marsz – osobisty sukces Donalda Tuska i nikogo więcej, ze względu na zneutralizowanie konkurentów – omawiany był kilka dni i zniknął z agendy mediów. A KO, choć lekko zyskuje w sondażach (oprócz jednego wątpliwego badania), nie prześcignęła PiS.
Tylko jeden sondaż, Kantaru, daje KO jednopunktową przewagę nad PiS. Owszem, tendencja dla partii Donalda Tuska zaczyna być korzystna, bo według każdej pracowni zyskuje – nie na tyle jednak, by zagrozić liderowi. Tymczasem badanie Kantaru w TVN24 zostało ogłoszone jako przełom, „ratunek dla demokracji” i pewny krok ku zwycięstwu PO.
Szymon Marciniak nie musi się tłumaczyć, gdzie bywa w wolnym czasie. Jest tylko sędzią piłkarskim, a nie w todze. Jego udział w biznesowym wydarzeniu organizowanym przez Sławomira Mentzena wywołał burzę na skutek donosu lewaków z nikomu nieznanego stowarzyszenia Nigdy Więcej.
Piłkarski świat jest w szoku, po tym jak został potraktowany Vinicius Junior w meczu La Ligi pomiędzy Valencią a Realem Madryt. Jeden z najlepszych zawodników na świecie był wielokrotnie atakowany przez kibiców zgromadzonych na Estadio Mestalla.
Wojciech Hermeliński doradza wyborcom, by podarli arkusze referendalne w lokalach wyborczych i popełnili przestępstwo. Bronisław Komorowski sugeruje „wyśmianie” głosowania w formie zaproponowanej przez PiS. To samo zrobił w mediach społecznościowych Donald Tusk. Pytania powinny wprawdzie być bardziej konkretne i początkowo miało być tylko jedno – o nielegalnych imigrantów – ale będą się one kojarzyły z poglądami i propozycjami PiS. A co w zamian proponuje opozycja? Z jakimi odpowiedziami na pytania referendalne połączy ją uczestnik wyborów, który nie należy do twardego elektoratu dwóch największych partii? - pyta w felietonie dla "Gazety Polskiej Codziennie" Grzegorz Wszołek.