Przekupić ich czy nie?
Zbliża się Boże Narodzenie, więc spokojnie możemy założyć, że na kilka dni, a może nawet tygodni większość naszych celebrytek-rewolucjonistek odłoży swoje radykalne przekonania do szuflady.
Zbliża się Boże Narodzenie, więc spokojnie możemy założyć, że na kilka dni, a może nawet tygodni większość naszych celebrytek-rewolucjonistek odłoży swoje radykalne przekonania do szuflady.
Jak kłamać, to z rozmachem. Zapewne ta myśl przyświecała liderkom Strajku Kobiet i tabunom dziennikarzy z mediów takich jak Onet, TVN czy „GW”, gdy puścili narrację o „katowanych kobietach na ulicach Warszawy”. Prawda okazała się inna.
Próba powiązania środków unijnych z tzw. praworządnością na nowo rozpaliła dyskusję o UE. Sytuacja jest, delikatnie rzecz ujmując, faktycznie „nieciekawa”. Po raz kolejny, z „podpuszczenia” Niemiec, usiłuje się tylnymi drzwiami przemycić zasady, które kompletnie zmienią fundamentalne zasady Unii.
Nie milkną echa po zadymach podczas Marszu Niepodległości. Platforma oczywiście skorzystała z okazji. Jej przekaz jest wiadomy i już nadawany przez wszystkie jej funkcyjne media związane: bandyci wyleźli na ulice i, zapewne na rozkaz Kaczyńskiego, zaczęli demolować miasto.
Dawno nie było w mediach związanych z lewicą i PO nic równie zabawnego jak karkołomne próby jednoczesnego udowodnienia, że wielotysięczne manifestacje nie są żadnym ryzykiem, a wyjście na cmentarz to największe z możliwych niebezpieczeństw.
Obrońcy układów III RP przekroczyli kolejną granicę. Syn (zatrzymanego wraz z Giertychem) Ryszarda K. w ataku furii rzucił się na dziennikarzy, którzy chcieli mu zadać kilka niewygodnych pytań. W konsekwencji operator kamery trafił do szpitala z rozbitą głową. Co na to tzw. bojownicy wolnych mediów, od PO czy KOD-u po „GW” i TVN? Oczywiście nic.
Bart Staszewski to postać wyjątkowo paskudna, autor fake newsa o strefach wolnych od LGBT, który razem ze stworzonym przez siebie kłamstwem zalicza prawdziwe tournée po wszystkich mediach zachodnich. Sam siebie identyfikuje oczywiście jako postępowego i tolerancyjnego lewaka.
Niedawno media obiegła wiadomość o samobójstwie 12-letniej Zuzi z Kozienic. Potworna tragedia, która błyskawicznie została wykorzystana przez totalną opozycję do ataku na rząd. Internet natychmiast zalała fala „newsów” o tym, że dziewczynka zabiła się z powodu szykan rówieśników, które spotykały ją z powodu jej orientacji seksualnej.
Jedną z korzyści awantury wokół „LGBT coś tam, coś tam” (literki wciąż się zmieniają, zgodnie z widzimisię aktualnych proroków ruchu) jest to, że idealnie pokazuje ona hipokryzję najważniejszych graczy Unii w stosunku do Polski.
Jarosław Kaczyński i PiS pokazali konsekwencję. Zgodnie z wielokrotnie ogłaszanymi postulatami do Sejmu trafił projekt, który ukróci koszmarne praktyki na fermach norek amerykańskich i zakończy drastyczne cierpienie zwierząt.
Ostatnie wydarzenia związane z awarią oczyszczalni ścieków „Czajka” w Warszawie nie tylko skutkują wylewem nieprawdopodobnej ilości szamba do Wisły.
Mamy nowego ministra spraw zagranicznych. Jacka Czaputowicza zastąpił Zbigniew Rau. I lewica zatrzęsła się z oburzenia. Chodzi o nieprawomyślne poglądy nowego ministra.
Zapewne słyszeli Państwo o zatrzymanych na Białorusi Polakach. Są już w Polsce, ale spędzili kilka dni w areszcie, gdzie zostali dotkliwie pobici. W czasie, gdy polska dyplomacja stawała na rzęsach, żeby ich wyciągnąć, głos w ich sprawie zabrała także skrajna lewica, a konkretniej – Przemysław Witkowski z "Krytyki Politycznej".
W Warszawie rozwieszono plakaty z postacią artystki Abakanowicz i jej cytatem: „Nie odtwarzam rzeczywistości. Polemizuję z nią”. Chwilę zastanowiłem się nad przypadkową i niezamierzoną prawdą tego stwierdzenia.
Wśród komentarzy, których pełno po zwycięstwie Andrzeja Dudy, można dostrzec niepokojący trend. Rodzaj pomieszania paternalizmu i bagatelizacji wyrażany przez kolejnych publicystów komentujących ogromną lawinę hejtu, jaką politycy PO wypuścili wobec zwolenników Andrzeja Dudy.
Znowu wybory – i podobnie jak w ostatnich latach, naprzeciwko siebie stoją dwie wizje polityki. Chociaż to właściwie błędne określenie. Z jednej strony mamy bowiem tych, którzy w politykę wierzą. Rozumianą w dość klasyczny sposób. Jako wizję konkretnej wspólnoty, jej dobra, tego, w którym kierunku powinna iść.
Cokolwiek by mówić o TVN i PO, jedno jest pewne. Ładnie się ze sobą dobrali. Rafał Trzaskowski, który w reakcji na niewygodne pytania chce wyrzucić dziennikarza z pracy. Budka wraz z Tomczykiem usiłujący zagłuszyć Samuela Pereirę, byle nie pozwolić redaktorowi portalu TVP Info zadać niewygodnego pytania. No i ostatni wyczyn gwiazdy TVN, Kolendy-Zaleskiej, która wyrzuciła ze studia posła Żalka za to, że ten... nie chciał mówić tego, co ona chce.
Taka sytuacja. Kobieta zostaje osaczona przez mafię reprywatyzacyjną. Zrujnowana. Uważa, że stało się to za przyzwoleniem ówczesnej prezydent Warszawy, Hanny Gronkiewicz-Waltz. Sądzi, że to ówczesna prezydent miasta jest odpowiedzialna za to, co się stało z jej zdrowiem.
Kojarzą Państwo horror „Laleczka Chucky”? Jest to niezbyt wysokich lotów film opowiadający o dziecięcej zabawce, która spokojnie leżała sobie na półce w sklepie, aż pewnego dnia wszedł w nią duch mordercy. A wtedy się zaczęła jatka.
Ostatnie dni w polskiej polityce to czas prawdziwych cudów. Nagle okazuje się, że wybory są w porządku. Zbieranie podpisów nie morduje ludzi, zniknęły gdzieś śmiercionośne koperty, wszystko idealnie. Wystarczyło wymienić Kidawę na Trzaskowskiego i zamiast plag mamy sielską arkadię. Epidemia zniknęła, wyparowała też sama „prawdziwa prezydent”, jak nazywano Kidawę, wraz ze swoim rodowodem i nową „jakością”, jaką wniosła do polityki.