Opublikowany w październiku 2026 r. raport MFW z serii World Economic Outlook, zatytułowany „Odporność poddana próbie, pilne wybory”, koncentrował się na odporności globalnego PKB, którego wzrost na ten rok prognozowany jest na 3,1 proc., a na przyszły 3,4 proc. Znacznie ciekawsze jest jednak to, jak jest on napędzany.
Gospodarka w kształcie litery K
Okazuje się, że rośnie model gospodarki w kształcie litery K. Przeważają w nim kraje, których dynamika wzrostu jest napędzana gigantycznymi inwestycjami w infrastrukturę obliczeniową AI i sektor energetyczny. W stagnację wpadają zaś te kraje, które są uzależnione od tradycyjnego przemysłu, a ich systemy fiskalne są sztywne.
Co najciekawsze, tylko 32 państwa odpowiadają za generowanie 95 proc. światowego wzrostu gospodarczego. A jeszcze w kwietniu bieżącego roku na ową liczbę składały się 54 kraje. W ciągu pół roku zaszła więc ogromna zmiana. Ponadto 47 proc. analizowanych przez MFW krajów musiało skorygować swoje prognozy wzrostu w dół.
Reasumując: skazane na sukces są państwa, które świadomie i konsekwentnie opierają swój wzrost na inwestycjach nie tylko w AI, ale przede wszystkim w centra danych, produkcję półprzewodników, elektroniki oraz energetykę, bo tego typu gospodarka będzie potrzebowała coraz większej ilości energii.
Co istotne, gospodarki rozwinięte notują stosunkowo niski wzrost, na poziomie 1,8 proc. PKB, co oznacza spadek w porównaniu z zeszłym rokiem, gdy wynosił 2,1 proc. Najszybciej rozwijają się rynki wschodzące (3,9 proc.), wśród których triumfują eksporterzy rynków IT, a przegrywają eksporterzy surowców energetycznych. Bardzo dobrze rozwijają się Stany Zjednoczone, bo na poziomie 2,3 proc. rocznie. Amerykanie stają się liderami AI, wspieranego bardzo silnym rynkiem kapitałowym. Rekordowe wzrosty notują Indie (7 proc.) dzięki silnemu popytowi krajowemu i mocnemu rynkowi IT. Dobrze radzi sobie Korea Południowa, notująca 3,3 proc. wzrostu. Koreańczycy są mocnym graczem na rynku elektroniki i eksportu. Na drugim biegunie jest strefa euro. Niemcy notują spowolnienie wzrostu na poziomie 1,1 proc. Jedynie o 0,4 proc. rośnie PKB Francji. Niemcy przegrywają na poziomie tradycyjnego przemysłu, który traci na znaczeniu. Z kolei Francja ma spore kłopoty budżetowe. Na tym tle Polska nie radzi sobie najgorzej. Prognozowany wzrost 3,4 proc. PKB w tym roku i 2,5 proc. w przyszłym pobudzany jest jednak w dużej mierze popytem wewnętrznym i konsumpcją środków unijnych.
Rozwój technologiczny, kryzys energetyczny
W bieżącym roku bardzo widoczne jest zderzenie gigantycznego rozwoju technologicznego, napędzanego AI, z kryzysem energetycznym spowodowanym wojnami na Bliskim Wschodzie i Ukrainie oraz konsekwencjami Zielonego Ładu w Europie. Wojna z Iranem doprowadziła do wywindowania cen ropy naftowej i gazu ziemnego do niespotykanych dawno poziomów. Dodatkowo Rosja i Ukraina niszczą swoje systemy energetyczne nawzajem, a Europa była zmuszona dywersyfikować kierunki importu. Do tego dochodzi bardzo duże obciążenie gospodarek europejskich kosztami walki ze zmianami klimatu. Na przedsiębiorstwa na Starym Kontynencie nałożony jest dodatkowy podatek w postaci systemów ETS, który pozbawia Europejczyków możliwości skutecznego konkurowania na rynkach międzynarodowych.
Jednocześnie rozwój sztucznej inteligencji otworzył nowe możliwości dla globalnego handlu. Według MFW światowy handel w latach 2023–2025 wzrósł o 8,3 proc., a w sektorze technologii opartej na AI – aż o 29 proc. Boom inwestycyjny przeżywają projektanci układów scalonych, mikroprocesorów i bezemisyjnych systemów energetycznych.
Inaczej jest w krajach rozwiniętych bazujących na tradycyjnym przemyśle. Europa konsekwentnie traci na znaczeniu na rzecz Azji. Dodatkowo kryzys energetyczny daje się we znaki i obniża rentowność inwestycji. Wzrastają koszty obsługi długu, a produkcja przenoszona jest na zewnątrz. Dodatkowo gros kosztów pochłania sektor zbrojeniowy. Europa budzi się ze snu i bierze odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo, ponosząc dodatkowe koszty wspierania walczącej Ukrainy.
Polska bez strategii
Nasz kraj wyczerpuje potencjał wzrostowy, bazujący na transformacji ustrojowej, ale nie ma pomysłu na swoją przyszłość. Nie dorobiliśmy się globalnych marek ani specjalizacji, która promowałaby nas za granicą. Wzrost gospodarczy jest przyzwoity, ale na horyzoncie rysują się czarne chmury. Bardzo szybko wzrasta zadłużenie i koszt jego obsługi. Polska rośnie dzięki wewnętrznej konsumpcji. Za chwilę będziemy jednak mieli do czynienia ze wzrostem inflacji. Pomagają w teorii środki z KPO, ale także i ten impuls szybko wygaśnie – poza tym zwykli ludzie nie odczuwają kompletnie skutków pożyczek i grantów unijnych. Mamy najdroższą energię w Europie i zaraz pojawią się tego konsekwencje. Potrzebna jest nowa strategia dla państwa, aby temu zaradzić. Polska jest objęta ze strony Komisji Europejskiej nadzorem finansowym. Sztywność fiskalna zakłada dojście do punktu równowagi dopiero za dwa lata. Koszty zadłużenia w przyszłym roku przekroczą 100 mld zł. Płacąc za energię elektryczną dużo więcej niż Francuzi czy Niemcy, przestajemy być konkurencyjni na rynku europejskim. Szczególnie dotyczy to takich rynków jak chemiczny, hutniczy i maszynowy.
Nie będziemy się także liczyć w sektorze wysokich technologii. Ostateczne wycofanie się z flagowego projektu Intela, który pod Wrocławiem miał zainwestować ponad 18 mld zł w fabrykę półprzewodników, pogrzebało sny o potędze. Amerykanie woleli konsolidować swoje huby w Malezji i Wietnamie. Polski ekosystem boryka się z deficytem mocy przesyłowych i nowych inwestycji w źródła bezemisyjne, co pewnie także wzięto pod uwagę.
Istnieje coraz mniej przewag, dzięki którym możemy konkurować na globalnym rynku. Nie są to już niskie koszty pracy ani energii. Subsydiowanie gospodarki sprawdzi się jedynie w krótkim terminie, na końcu bowiem i tak ktoś będzie musiał ponieść tego koszty. Rodzimą gospodarkę czeka więc twarde lądowanie. Kolejny rząd odziedziczy po poprzednikach rekordowy deficyt finansów publicznych, niedokończone inwestycje i bałagan w służbie zdrowia. Pod względem statystycznym nasz kraj należy jeszcze do owych 32 państw rosnących najbardziej dynamicznie. Jesteśmy 20.–21. gospodarką świata pod względem PKB z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej. Generujemy ponad 1 proc. światowego PKB. Rozwijamy się szybciej niż Europa Zachodnia. Na tym jednak dobre wiadomości się kończą. Opierając się wyłącznie na wewnętrznej konsumpcji, nie mamy światu wiele do zaoferowania. Raczej musimy wiecznie dostosowywać się do reguł narzucanych nam z Brukseli lub wynikających z sytuacji geopolitycznej. Jesteśmy pasażerem na gapę wśród członków gospodarczej elity. Zamiast kreować trendy, musimy uważać, aby ktoś znów nas nie wykorzystał.