W końcu grudnia 2025 r. stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła 5,7 proc.. Oznacza to wzrost o 0,1 p. proc. w stosunku do poprzedniego miesiąca (listopad 2025 r.) oraz o 0,6 p. proc. w stosunku do końca 2024 roku. Na koniec roku liczba osób o statusie bezrobotnej wynosiła blisko 888 tys. To z kolei wzrost w ciągu roku o ponad 101,7 tys. osób. Takich statystyk nie notowano od blisko pięciu lat (marzec 2021). Największy przyrost bezrobotnych odnotowano w województwie śląskim (ok. 14 tys. osób), w Wielkopolsce (9,5 tys.) oraz na Mazowszu (9,2 tys.).
Obserwuj nas w Google News. Kliknij w link i zaznacz gwiazdkę
Na tym jednak nie koniec złych wieści. Jak podaje serwis Money.pl, "przełom lat 2025 i 2026 przyniósł serię wstrząsów, których skala zaskoczyła analityków. Do urzędów pracy wpłynęły zgłoszenia dotyczące likwidacji lub zmiany niemal 100 tysięcy etatów". "To nie tylko cykliczne spowolnienie, ale głęboka korekta strukturalna polskiej gospodarki" – podkreślono.
Jest to wynik blisko trzykrotnie wyższy niż w roku poprzedzającym, co samo w sobie stanowi wyraźny sygnał o zmianie trendu z rynku pracownika na rynek pracodawcy, a w niektórych sektorach – na rynek głębokiej restrukturyzacji.
– czytamy.
"Tusk zaciągnął rozpędzonej Polsce hamulec ręczny" – skomentowała w mediach społecznościowych Olga Semeniuk-Patkowska, posłanka PiS, w latach 2021-2023 pełnomocnik rządu ds. małych i średnich przedsiębiorstw.
Jak informuje @Money_pl, do urzędów pracy wpłynęły zgłoszenia dotyczące likwidacji lub zmiany niemal 100 tysięcy etatów🚨
— Olga Semeniuk-Patkowska 🇵🇱 (@OlgaEwaSemeniuk) February 7, 2026
Do tego lawinowo rosnące bezrobocie wśród młodych i mamy do czynienia z realnym obrazem gospodarki.
Tusk zaciągnął rozpędzonej Polsce hamulec ręczny. pic.twitter.com/nbB9aYrilU
Warto przytoczyć jeszcze jedną niepokojącą statystykę. W grudniu 2025 r. odnotowano najmniej ofert pracy od 13 lat. Biorąc pod uwagę tylko nowe oferty zgłoszone w grudniu 2025 r., wskaźnik jest najgorszy od 2010 r.
"Natychmiast wypowiedzieć Zielony Ład"
O komentarz portal Niezależna.pl poprosił Andrzeja Kosztowniaka, posła PiS, ministra finansów w rządzie Mateusza Morawieckiego.
Wrócił rynek pracodawcy, czyli to, z czym mieliśmy do czynienia przed wieloma laty, gdy kilka, kilkadziesiąt, a w skrajnych przypadkach nawet kilkaset osób starało się o to samo miejsce pracy.
– wyjaśnia nasz rozmówca.
Z jednej strony, patrząc na tle całej Europy, procent bezrobocia nie napawa wielkim strachem, ale trzeba zwrócić uwagę na rozłożenie rynku bezrobocia w Polsce. Są takie miejsca, gdzie poziom bezrobocia znacznie przekracza ogólnopolski pułap 5,7 proc. Przykładem jest choćby powiat szydłowiecki na Mazowszu, gdzie poziom bezrobocia przekracza 23 proc.
– dodaje.
Mamy więc do czynienia z Polską "A", "B", a nawet "C". Dwie ostatnie znajdują się za bramą najsilniejszych i najbogatszych, czyli za Warszawą, Wrocławiem, Poznaniem czy Trójmiastem. Mamy nieprawdopodobnie zróżnicowanie i jest ono coraz większe, nie tylko w obszarze bezrobocia. Największy problem dotyczy jednak nowych miejsc pracy. Widać, że gospodarka ich nie generuje. Obecna sytuacja w tym segmencie jest bardzo zła.
– uzupełnia były minister.
Po raz kolejny powtarzam: trzeba natychmiast wypowiedzieć Zielony Ład. Gdy będzie bardzo droga energia, nie będzie najmniejszych szans na rynku pracy, nawet tej wysoko specjalistycznej – ostrzega Kosztowniak.
W Polsce już w ogóle nie mówi się o przemyśle ciężkim, elektromaszynowym, tam gdzie jeszcze niedawno Polska się liczyła. Przestaliśmy cokolwiek wytwarzać w przemyśle wysoko energochłonnym. Nie znajdziemy się w łańcuchu dostaw, w tych przemysłach, które będą konieczne do rozwijania. To m.in. przemysł obronny. Czołgów nie buduje się z papieru, tylko z wysoko specjalistycznej i gatunkowej stali. Samoloty – podobnie. Do tego maszyny ciężkie, przemysłowe. Pozbawiamy się realnej szansy na funkcjonowanie w wielu przemysłach, które są niezbędne do funkcjonowania. Nie zapominając też o rolnictwie i przetwórstwie.
– mówi poseł PiS.
W krótkim czasie Polska straci wszystkie przewagi konkurencyjne, wypracowane przez wiele ostatnich lat. Za rok, dwa, dojdzie do sytuacji, w której kolejne pokolenie Polaków będzie zmuszone pakować walizki i wyjeżdżać za granicę do pracy.
– dodaje.
Zdaniem Andrzeja Kosztowniaka, ten rok będzie rokiem negatywnej kontynuacji tego kierunku i walki o pracę.
Nie widać, by państwo reagowało we właściwy sposób. Tak by, budować konkurencyjność. Brnięcie w Zielony Ład, w umowę Mercosur, powoduje, że coraz częściej przestajemy być konkurencyjni. 100 tys. etatów, które zostały zgłoszone do Powiatowych Urzędów Pracy jako te, które w konsekwencji mogą być wygaszone albo dojdzie do zmian w charakterze pracy, sprowadzą się do tego, że ludziom zaproponowane zostaną niższe stawki i gorsze warunki pracy.
– kończy.