Nierząd Tuska mydli Polakom oczy
Dane dotyczące wzrostu bezrobocia niepokoją.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Dane dotyczące wzrostu bezrobocia niepokoją.
Najpilniej strzeżona tajemnica kampanii prezydenckiej to to, ile sztab wyborczy Rafała Trzaskowskiego zapłacił twórcom memów. Amerykański przemysł rozrywkowy potrafi dobrze zarobić na politycznych tematach; „przemysł memiarski” w Polsce też odkrył złotą żyłę.
Krzysztof Jakubiak w corocznym podsumowaniu tego, co dzieje się w ochronie zdrowia, nie zostawił suchej nitki na Izabeli Leszczynie. W opublikowanym na branżowym portalu mZdrowie artykule ekspert napisał pod adresem minister zdrowia: „Przez cały rok nie pokazała tej swojej legendarnej czarodziejskiej różdżki, za pomocą której miała poprawić sytuację na lepsze”.
Nie dziwi mnie wcale, że Michał Rusinek aferę ze sztuczną inteligencją udającą Wisławę Szymborską próbuje obrócić w żart. Wiele więcej nie spodziewam się po arbitrze elegancji liberalnych salonów, który dekadę temu postanowił zmonetyzować swój przywilej bycia przybocznym noblistki i ułożył limeryki dla producenta solonych orzeszków.
Czwartek w Brukseli to największa od dawna polityczna klęska najsłabszego koalicjanta Donalda Tuska, czyli lewicy. Nie wiemy, jaką cenę realnie zapłacimy za piękne słówka.
W cieniu silent disco na Campusie Polska, które doskonale udowodniło, że tropiciele mowy nienawiści powinni przede wszystkim przyjrzeć się samym sobie, na imprezie Rafała Trzaskowskiego wydarzyło się coś naprawdę ważnego.
Jerzy Owsiak zawsze skutecznie przekonywał opinię publiczną, że jego działalność charytatywna bardziej łączy, niźli dzieli Polaków. Ostatnie lata mocno nadkruszyły ten obraz. Otwarcie grając do jednej bramki z liberalno-postkomunistycznym obozem politycznym, lider inicjatyw kojarzonych z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy podzielił ludzi na tych dobrych i na tych, z którymi trzeba wygrać jak z sepsą. Susan Sontag, autorka słynnego eseju „Choroba jako metafora”, miałaby niezły materiał badawczy dotyczący stygmatyzacji dzięki coraz bardziej spiętemu luzakowi ze Złotego Melona - pisze Krzysztof Wołodźko w "Gazecie Polskiej".
Gdy ponad dekadę temu Bartłomiej Sienkiewicz określił stan państwa polskiego pod rządami koalicji PO-PSL słowami „ch…, dupa i kamieni kupa”, znaczna część opinii publicznej uznała, że to najlepsze podsumowanie sytuacji. „Państwo polskie istnieje teoretycznie. Praktycznie nie istnieje” – mówił przed laty swoim kumplom w stołecznej restauracji Sowa i Przyjaciele ówczesny szef MSW. Dziś duża część Polaków ma déjà vu. Państwo rządzone przez Donalda Tuska wraca na stare koleiny. Sprawa braku pomocy dla powodzian jest tego dojmującym przykładem.
Jeszcze przed jesienną kampanią wyborczą Donald Tusk chętnie odwiedzał mniejsze miejscowości w Polsce. I przedstawiał się jako nowy polityczny mesjasz, którzy ulży problemom Polski B. Kto miał lepszą pamięć, ten wiedział, jak to straszliwie zgrzyta. A dziś jest już jasne: najmniejsze, małe i średnie ośrodki w całym kraju zapłacą najwięcej za powrót Platformy Obywatelskiej do władzy - pisze Krzysztof Wołodźko w "Gazecie Polskiej".