Czarne tygodnie
Listopad, a zwłaszcza jego druga połowa, to „black weeks”, czas wyprzedaży. Wygląda na to, że ten zwyczaj wszedł do Polski nie tylko na poziomie portali i galerii, lecz także planowanej przez szykującą się do władzy ekipę polityki.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Listopad, a zwłaszcza jego druga połowa, to „black weeks”, czas wyprzedaży. Wygląda na to, że ten zwyczaj wszedł do Polski nie tylko na poziomie portali i galerii, lecz także planowanej przez szykującą się do władzy ekipę polityki.
Adam Glapiński jako szef NBP staje się dla pewnej już objęcia władzy opozycji wrogiem numer jeden. Nic dziwnego – prezes polskiego banku centralnego, który jest praktycznie nieodwołalny, blokuje przyjęcie przez nasz kraj euro, a w ostatnich miesiącach wykazywał wielokrotnie rozminięcie się kasandrycznych prognoz opozycyjnych fachowców od ekonomii z rzeczywistością.
W Polsce i poza Polską demokracji w Polsce broniła pani Agnieszka Holland. Czy w Holandii znajdzie się jakaś miejscowa Agnes Poland, która obroni demokrację holenderską? A bronić jej będzie zapewne trzeba, choć na ile dla nas to dobra wiadomość, to już dyskusyjne.
Aby suwerenność była zagrożona, nie trzeba wcale zadeklarować, że się z niej już teraz lub za chwilę zrezygnuje. Oczywiście i takie deklaracje padają, ale...
Od wyborów jednym z większych powodów do obaw jest to, czy PO z przyległościami utrzyma poziom wydatków na armię i jej stan liczbowy – docelowy lub choćby obecny. Zapowiedzi nie są zbyt budujące.
Marek Sawicki przemawiał w Sejmie całkiem godnie, choć gdyby poddać jego wystąpienie pełnej analizie, sporo wątków wymagałoby polemiki. Niemniej, marszałek senior stanął na wysokości zadania, gorzej z… juniorem.
Jerzy Buzek mógł być szefem PE na pół kadencji, więc i Szymon Hołownia z Włodzimierzem Czarzastym mogą próbować podzielić się funkcją marszałka sejmu RP. Pierwszy byłby nim od listopada 2023 do listopada 2025, a drugi przez kolejne dwa lata.
Sporym echem odbił się sondaż „DGP” i radia RMF, według którego większość Polaków życzy sobie kontynuacji sztandarowych inwestycji PiS, nie chce natomiast likwidacji IPN i CBA. O wynikach tych przesądza fakt, że każda z bliskich PiS spraw znajduje swych zwolenników również poza własnym elektoratem, choć jest to oczywiście grupa mniejsza. Dla przykładu: za kontynuacją budowy CPK jest 51,3 proc. respondentów, a za utrzymaniem CBA – 61 proc. ankietowanych, IPN z kolei ma 64,7 proc. obrońców biorących udział w badaniu.
Rachuby, że opozycja pokłóci się na tyle, by nie stworzyć rządu, wydają mi się skażone myśleniem życzeniowym. Inną już zupełnie kwestią jest, czy ewentualny rząd Donalda Tuska będzie miał zaplecze składające się z takiej samej liczby posłów, jaką 15 października do Sejmu wprowadziła opozycja, skupiona wokół hasła odsunięcia PiS od władzy. W tle koalicyjnych negocjacji przez szum kontrolowanych i niekontrolowanych przecieków przebija się czasem chichot historii: największe problemy z wypracowaniem wspólnego programu sprawiają dwa środowiska polityczne, które przez całe lata tworzyły koalicję rządową, nim nasza polityka skoncentrowała się wokół PiS i Platformy, czyli Lewica i ludowcy.
Gdy Platforma Obywatelska doszła do władzy w 2007 roku, miałem 29 lat i ledwo co skończyłem, trochę przeciągnięte, studia magisterskie, by zacząć kolejny etap edukacji, czyli studia doktorskie.
Zawsze, gdy nie dało się już wybronić jakiegoś działania lub zaniechania u przedstawicieli ekipy Donalda Tuska - ministrów czy nawet wojewodów - powtarzał się ten sam schemat. Media próbowały stworzyć wrażenie, że problematyczna sprawa wydarzyła się bez udziału i wiedzy premiera, a ten, dowiedziawszy się o szczegółach, wpadał zawsze w gniew i reagował w trybie kryzysowym.
Opozycja zaczęła przejmowanie państwa, choć formalnie wciąż jest jeszcze opozycją. Proces ten odbywa się w stylu, jakiego można się było spodziewać. Może nawet trochę gorszym, ponieważ gdzieś zanikają przedwyborcze odcienie i do „silnych razem” starają się równać bardzo liczni politycy, niezależnie od partyjnych barw. Oczywiście nie zawsze i nie wszyscy, zatem poszukiwacze różnic i niuansów w łonie tworzącej się koalicji nie zostaną bez zajęcia.