Niemieccy komentatorzy, pisząc o prezydencie USA, dostają wścieklizny podobnej do tej, jaka towarzyszy im w pisaniu o Polsce. Berlińska elita - odpowiedzialna za obłąkaną politykę wobec islamskich imigrantów - bardzo krytycznie ocenia podróż prezydenta USA do Europy, zwłaszcza jego udział w szczycie G7. Ich zdaniem Europa nie może polegać na prezydencie Ameryki, lecz musi sama walczyć o swoje interesy, a Donald Trump... zagraża fundamentom UE.

Niemiecka prasa wraca do "starych dobrych" tradycji z lat 30. XX w. Thomas Gutschker na łamach dzisiejszego wydania centrowej "Frankfurter Allgemeine Zeitung" (FAS) pisze w komentarzu zatytułowanym "Trump - ten obcy", że Europa nie może polegać na tym prezydencie Ameryki.

"Trump spogląda na wszystkie sprawy przez swoje malutkie amerykańskie okulary; nie reprezentuje różnorodności swojego wspaniałego kraju, lecz prostotę wściekłego elektoratu. Problemy światowe takie migracja czy klimat interesują go tylko o tyle, o ile tworzą amerykańskie miejsca pracy. Wspólne wartości - a ile to kosztuje?"

- czytamy w "FAS".

Amerykański prezydent posiada zdaniem Gutschkera "ograniczoną wiedzę merytoryczną i brak mu doświadczenia politycznego". "Jego zdolności analityczne są bardzo ograniczone" - wskazuje. Według publicysty Trump "żyje w świecie krótkich informacji, a myśli, których nie da się przekazać w 140 znakach, wywołują u niego dyskomfort".

"Po tym tygodniu Europejczycy powinni zdać sobie sprawę, że muszą bronić swoich wartości i interesów niezależnie od Ameryki" - stwierdza Gutschker. Zaznacza, że w handlu UE jest mocarstwem światowym, które nie musi godzić się, by inni dyktowali mu swoje warunki.

Zdaniem lewicowo-liberalnej "Sueddeutsche Zeitung" Trump "zagraża fundamentom G7". Autor komentarza Nico Fried pisze, że spotkania w gronie wpływowych państw demokratycznych i wolnościowych, które kanclerz Niemiec Angela Merkel nazywa "wspólnotą wartości", pokazują obecnie, "jakie wartości uważane są za ważne i ile są warte".


"Z tego punktu widzenia spotkanie w Taorminie (na Sycylii) było szczególnie ważne, gdyż pokazało, jak bardzo wspólnota jest zagrożona. Od kiedy Donald Trump rządzi jako amerykański prezydent, w budynku G7 kruszy się nie tylko fasada, zagrożone są jego fundamenty"

- czytamy. Zdaniem Frieda likwidacja spotkań G7 nie byłaby dobrym rozwiązaniem. Taka decyzja oznaczałaby "samorezygnację Zachodu i zwycięstwo Trumpa".

Konserwatywny "Die Welt" uważa, że Trumpowi nie uda się tak szybko zniszczyć Zachodu. Torsten Kreuel pisze, że na szczycie G7 prezydent USA "hałasował", chcąc zademonstrować swoją siłę. "W rzeczywistości jest jednak słaby. Jeśli nie zmieni poglądów, będzie musiał ponieść konsekwencje na szczycie G20" - ocenia komentator.

I tu padają najbardziej kuriozalne wywody. "Czy Trump jest ekstremistą? W wielu sprawach tak" - uważa dziennikarz "Die Welt". "Trump sabotuje politykę klimatyczną, niszczy budowane przez dziesięciolecia instrumenty wolnego handlu. Ale pokazuje też słabości. Coraz częściej i coraz więcej. Trump nie ma wystarczającej siły, by pogrzebać Zachód" - czytamy w "Die Welt".

Elmar Thevessen w komentarzu wygłoszonym w wieczornym wydaniu wiadomości telewizji publicznej ZDF powiedział, że "ten prezydent jest hańbą dla amerykańskiej demokracji i dla naszych wartości". Według publicysty dzięki szczytowi G7 uzyskaliśmy wreszcie jasność co do intencji prezydenta USA, sprowadzających się do "America First" (Ameryka przede wszystkim) i "only" (wyłącznie).

"Ten prezydent USA jest niebezpieczny. My Europejczycy nie możemy na to nic poradzić. Musimy nauczyć się żyć z nim. Ale naród amerykański wcale tego nie musi. Jego przedstawiciele w Kongresie mogliby pozbawić Trumpa stanowiska"

- konkluduje Thevessen.