O szczecińskim pośle PO Sławomirze Nitrasie zrobiło się głośno w ostatnich dniach grudnia, gdy plądrował rzeczy posłów PiS w ławach sejmowych. Należy on do „frakcji rewolucyjnej” w PO, która wymusza na Schetynie kontynuację okupacji sali plenarnej sejmu. To próba wypłynięcie raz jeszcze na powierzchnię polityka, który przed laty nazywany był „delfinem na dworze Tuska”. Dziś ów „delfin” dawno już popadł w niełaski Donalda i nie ma czego szukać w Szczecinie. Dlatego jest w stanie chwycić się każdej brzytwy, aby nie utonąć - pisze „Gazeta Polska”.

16 grudnia w relacjach telewizyjnych posła Sławomira Nitrasa było widać chyba najczęściej. Niewysoki, szczupły 40-latek, mocno pobudzony, nagrywający wszystko i wszystkich swoim telefonem komórkowym. Mówił, że „wziął na siebie obowiązki dziennikarskie”. Z telefonem wdarł się do Sali Kolumnowej po to, aby nagrywać głosowanie nad budżetem. Potem również wszedł z telefonem na spotkanie marszałka Karczewskiego z dziennikarzami, skąd nadawał na żywo.

Kłamstwo w słusznej sprawie

Sprawą, która już na zawsze zdefiniowała Sławomira Nitrasa jako polityka, co nie cofnie się przed niczym, aby osiągnąć polityczny cel, była kampania samorządowa na prezydenta Szczecina. W 2006 r. w czasie kampanii wyborczej poseł Sławomir Nitras ogłosił na konferencji prasowej, że prof. Teresa Lubińska (kandydatka PiS na prezydenta Szczecina), będąc wiceministrem finansów, umorzyła posłowi Samoobrony około 300 tys. zł długu. Była to nieprawda, o czym, jak się później okazało, Nitras wiedział. Wspomniany dług został umorzony posłowi Samoobrony, kiedy prof. Teresa Lubińska nie była już wiceministrem finansów. Nitras za posługiwanie się tym kłamstwem przegrał dwa procesy w trybie wyborczym i musiał Lubińską przepraszać.

Dwa lata później w rozmowie z Joanną Lichocką, która wówczas pracowała dla „Rzeczpospolitej”, wyznał w przypływie szczerości:

„Był tydzień do wyborów i wiedzieliśmy, że mamy jeden słaby punkt. Kontrowersję wokół mieszkania komunalnego, które zostało Krzystkowi (kandydatowi PO) przyznane. Wyciągnął to PiS. Ich kandydatką była Teresa Lubińska. Było tylko kilka godzin, żeby im »oddać«. Posadziłem kilka osób przed komputerem i kazałem szukać. No i znaleźliśmy: sprawę umorzenia przez Ministerstwo Finansów długów pewnego działacza Samoobrony. Gdy oskarżyłem o to Lubińską, wiedziałem, że to nie ona podejmowała decyzję i że potem pewnie będę musiał przepraszać. Ale efekt został osiągnięty”.


Wypowiedź ta wprawiła w osłupienie działaczy PO. Nawet z ich strony pojawiła się fala krytyki. Stanisław Gawłowski, dzisiejszy szef PO w regionie, nie mógł uwierzyć, że Nitras to powiedział. Z kolei Bartosz Arłukowicz (wtedy jeszcze z SLD, dzisiaj także w PO) twierdził:

– Teraz już nigdy nie będzie wiadomo, kiedy poseł Nitras mówi prawdę.


– On autoryzował swoje wypowiedzi, artykuł mu się początkowo podobał. Ale po tym, jak tekst został bardzo negatywnie dla niego odebrany przez innych, stał się moim wrogiem – wspomina Joanna Lichocka. – To, co szczerze wtedy powiedział, zdemaskowało go, kim jest naprawdę – dodaje.

– Ewidentnie było to zachowanie porównywalne z umyślnym faulem, za który należałaby się czerwona kartka – uważa prof. Maciej Drzonek, politolog z Uniwersytetu Szczecińskiego. – To było cyniczne kłamstwo. Wydaje się, że Sławomir Nitras uważał wtedy, iż to dopuszczalna, przyjmowana przez wszystkich metoda walki. Taka gra, gdzie przyzwoitość to słabość – mówi Joanna Lichocka. – I teraz gdy mówi, że w Sali Kolumnowej nie było quorum lub że posiedzenie sejmu tam było nielegalne, to wiem, że robi to samo. Prawda nie ma znaczenia, reguły gry nie obejmują uwzględniania tego, jak jest naprawdę. To cynizm bez granic. Tylko że on nie jest w tym sam, jest taki jak jego formacja – dodaje.  

W niełaskach na dworach PO

Trudno w to uwierzyć, ale przed laty mówiło się o dwóch Sławomirach – Nowaku i Nitrasie – jako tych, którzy w przyszłości mogą zastąpić Tuska i Schetynę. Dziś, gdy Nowak uciekł w obawie przed wymiarem sprawiedliwości na Ukrainę, a Nitras kojarzony jest z plądrowaniem prywatnych rzeczy koleżanek i kolegów z ław sejmowych, wydaje się to absurdalne.

Nitras w Zachodniopomorskiem nie ma czego szukać. Jego śmiertelnym wrogiem jest Stanisław Gawłowski, nie lubi go także marszałek Olgierd Geblewicz. U Tuska już dawno popadł w niełaskę. Schetyna nie traktuje go poważnie.

Ale jeszcze kilka lat temu mówiło się o Nitrasie jako o „delfinie na dworze Tuska”. Pod takim tytułem ukazała się nawet jego obszerna sylwetka w „Rzeczpospolitej”, wróżąca świetlaną przyszłość dobrze zapowiadającemu się, szczecińskiemu młodzieńcowi z PO.

– Dziś widać, że to był tytuł na wyrost – przyznaje Lichocka. – To jest niestety przykład człowieka, który miał ogromne szanse. Ma wiele zalet. Jest inteligentny, dowcipny, energiczny, sprawny organizacyjnie. Ambitny. Ale zniszczył to tym, że prezentuje się jako człowiek zdemoralizowany. To grzebanie w rzeczach innych posłów – komu uczciwemu przyszłoby to do głowy? Na dodatek to, co robi w sejmie, sprawia, że ludzie widzą go jako polityka agresywnego. On na tym traci, bo ludziom się nie podoba chamstwo. Sam sobie stworzył nad głową szklany sufit, który sprawia, że trudno mu będzie wskoczyć do pierwszej ligi politycznej – puentuje.

Szczeciński politolog prof. Maciej Drzonek, który od wielu lat obserwuje działalność zachodniopomorskich parlamentarzystów, przyznaje, że jest to „jeden z bardziej zręcznych polskich polityków”, zwłaszcza organizacyjnie. – To, co on teraz robi, odczytuję w taki sposób, że prawdopodobnie Platforma będzie pikowała – mówi Maciej Drzonek. – To widać w kolejnych sondażach. W większości sondaży Nowoczesna była powyżej Platformy. Dlatego wydaje mi się, że Nitras zaczął grać na żelazny elektorat Platformy. Walczy o tych, którzy na pewno od Platformy nie odejdą. Bo żelazny elektorat Platformy jednoczy jedno hasło: anty-PiS.

Zdaniem profesora Drzonka, cała obecna aktywność Nitrasa w sejmie jest robiona pod kątem polityki lokalnej, raczej nie ogólnokrajowej. W polityce krajowej w tej chwili nie ma zbyt wielkich szans, natomiast w Szczecinie zapowiedział, że w przyszłym roku wystartuje na prezydenta tego miasta.

– Podobnie jak inni posłowie absolwenci politologii szczecińskiej nie odmawiał wsparcia w organizowanych przez nas przedsięwzięciach dla studentów i licealistów, niekiedy brał w nich też aktywny udział. Nie pamiętam jednak, czy ma na swoim koncie tak duże efekty jak budowa Gazoportu, za którą stoi jego odwieczny konkurent polityczny, znany poseł szczeciński z partii obecnie rządzącej. Ale może to kwestia mojej słabej pamięci

– dodaje Maciej Drzonek.

Cała sylwetka Sławomira Nitrasa w tygodniku „Gazeta Polska”