„Zbudujcie z nami dom”. Przejmująca rozmowa z siostrą dominikanką

– Nie mamy pieniędzy ani zapewnienia znikąd, że będą.

Siostra Eliza z podopiecznym /archiwum
– Nie mamy pieniędzy ani zapewnienia znikąd, że będą. Mamy za to kosztorysy nowego domu na 5 mln zł i podpowiedzi, że prościej byłoby chłopców oddać do innych domów rozrzuconych po Polsce. W takiej sytuacji pozostało nam tylko ufać Bogu, że skoro nieludzkie byłoby porzucenie chłopców, to również i Bóg tego nie chce!  Rozpoczęłyśmy przygodę szukania i znajdywania ludzi o dobrym i hojnym sercu, którzy razem z nami zbudują nowy dom dla naszych niepełnosprawnych chłopców – mówi s. Eliza Myk dominikanka z Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci i Młodzieży w Broniszewicach, w rozmowie z Jarosławem Wróblewskim.

Kim siostry opiekują się w Domu Pomocy Społecznej w Broniszewicach
W naszym domu mieszkają chłopcy z zespołem Downa, z dziecięcym porażeniem mózgowym. Chłopcy, którzy nie widzą, nie słyszą, nie mówią, nie chodzą, cierpią na autyzm i epilepsję. Niektórzy nigdy samodzielnie nie opuszczają swoich łóżek, nie mogą się cieszyć widokiem świata ani słyszeć głosu najbliższych. Są tak bardzo dotknięci niepełnosprawnością, że nawet nie są w stanie samodzielnie przełykać pokarmu, dlatego są karmieni specjalnymi mieszankami żywieniowymi podawanymi bezpośrednio do żołądka. Na razie możemy podarować dom 56 chorym chłopcom, i tylu z nami mieszka.

Można powiedzieć, że są to trudne, a może nawet najtrudniejsze upośledzenia?
Kiedyś przyłapałam się na tym, że nie dostrzegamy niepełnosprawności u naszych chłopców. Brakuje nam dystansu w ocenie tego, jak bardzo są chorzy, bo jesteśmy blisko nich. Mniej więcej jak każda mama, która widzi to, co najlepsze w jej dziecku. Kiedyś przyjechała duża grupa młodzieży do naszego domu i padły pytania typu: a ilu chłopców nie chodzi, ilu nie mówi, ilu nie widzi? Nie potrafiłam odpowiedzieć. Mówimy np., że Krystian idzie do szkoły, chociaż osoba postronna widzi chłopca, który jedzie do szkoły na wózku, a nie idzie. 

Ale żeby pomóc wyobraźni tych, którzy nie spotykają na co dzień chłopców, a chcą o nich usłyszeć, odpowiem, że najtrudniejsze niepełnosprawności to takie, kiedy dziecko ma więcej niż jedną. Nie tylko nie widzi i nie mówi, lecz także nie rusza sam nogą ani ręką, bo ma porażone mięśnie i do tego towarzyszy mu niepełnosprawność intelektualna, czyli rozwój jego intelektu zatrzymał się na poziomie 3-letniego dziecka, chociaż sam ma już 17 lat, i dlatego jest mu trudno znaleźć inną formę komunikowania

Opieka nad chłopcami to ciężka służba? Czy można ją pełnić z takim poświęceniem bez wiary w Boga?
To ciężka służba, kiedy nie można odgadnąć, zrozumieć, czego dany chłopiec potrzebuje, gdy płynie mu łza po policzku. Nie możemy przestać wierzyć Bogu, że On jako Ten Pierwszy troszczy się o chłopców, bo proszę sobie wyobrazić, jak często mama jest bliska odejścia od zmysłów, kiedy jej dziecko choruje, a my mamy tych chorych synków aż 56. Można łatwo się załamać czy zniechęcić, kiedy któryś z chłopców umiera pomimo naszych ogromnych wysiłków. Musimy Bogu wierzyć, że kiedy któregoś z nich nam zabiera, to dlatego, że On wyznaczył ten dzień na spotkanie ze Sobą, a nie dlatego, że doszło do jakiegoś zaniedbania z naszej strony. W poprzednim domu, w którym pracowałam, dzieci umierały bardzo często. Nie potrafiłam tych rozstań i bólu udźwignąć, było ich zbyt dużo. A zdystansować się? To raczej niemożliwe.

Chłopcy potrafią okazać miłość, wdzięczność?
Jeśli chłopiec, którego potocznie nazwalibyśmy „roślinką” (tzn. nie jest w stanie nic robić poza leżeniem), odwraca głowę w kierunku drzwi, bo wchodzi siostra i na jego twarzy pojawia się uśmiech i robi to po raz pierwszy, a potem za każdym razem w tej samej sytuacji, to dla nas jest to niesamowita wdzięczność i miłość. Dostrzec to mogą ci, którzy są blisko chłopców.

Inna sytuacja, np. z Kaziem, który potrafi mówić i jest fizycznie sprawny. Spotyka mnie rano i zaczyna od słowa: „Przepraszam”. Mówię: „Kaziu, ale za co?” (bo nie znałam żadnego powodu tych przeprosin). A Kaziu: „Bo wczoraj dała mi siostra cukierka, a ja nie podziękowałem”.

To ciekawe, że niepełnosprawni chłopcy o wiele częściej okazują wdzięczność niż niepełnosprawne dziewczynki. Przez 11 lat mieszkałam w domu dla niepełnosprawnych dziewcząt i kiedy tu przyjechałam do Broniszewic do chłopców, to bardzo mnie uderzyła właśnie ich wdzięczność.

Kiedy się z nimi żyje, bardzo szybko można się zorientować, kto dla kogo jest większym darem. Pozornie się wydaje, że to my, zdrowi, dajemy więcej, bo pomagamy, tworzymy dla nich dom, pielęgnujemy ich, troszczymy się o nich. Ale po jakimś czasie (warto sobie dać ten czas) doświadczamy, jak bardzo ci chorzy chłopcy są nam potrzebni, że mają coś, czego nam, zdrowym, często brakuje, a mianowicie mają czas, by kochać, by czekać, by się zachwycać, by kontemplować. My, zdrowi, czas zużywamy na pogoń za pieniędzmi, za sukcesami, wykształceniem. Oni są równowagą dla współczesnego świata, żeby świat nie zwariował, zapominając o tym, co w życiu człowieka jest najważniejsze. 

Mają siostry poważny problem z dalszym funkcjonowaniem domu. Na czym on polega?
Nasz dom mieści się obecnie w XIX-wiecznym pałacu. Niestety, musimy go do 2018 r. opuścić, bo nie ma zabezpieczeń przeciwpożarowych. Dla nas oczywiste było, że trzeba obok rozpocząć budowę nowego. Wiedziałyśmy, że musimy zrobić wszystko, żeby po raz kolejny chłopców nie pozbawić ich własnego domu. Nie mamy pieniędzy ani zapewnienia znikąd, że będą. Mamy za to kosztorysy nowego domu na 5 mln zł i podpowiedzi, że prościej byłoby chłopców oddać do innych domów rozrzuconych po Polsce. W takiej sytuacji pozostało nam tylko ufać Bogu, że skoro nieludzkie byłoby porzucenie chłopców, to również i Bóg na pewno tego nie chce. Byłyśmy bezradne. Otworzyłyśmy Pismo Święte, pragnąc usłyszeć, co On na to i usłyszałyśmy: „Szukajcie, a znajdziecie”. I tak rozpoczęłyśmy przygodę szukania i znajdowania ludzi o dobrym i hojnym sercu, którzy razem z nami zbudują nowy dom dla naszych niepełnosprawnych chłopców.

Jak można siostrom pomóc? 
Marzył nam się jeden sponsor, który usłyszy naszą prośbę i bez żadnego problemu na koncie pozostawi 5 mln zł. Niestety, taki ktoś się nie zjawił, i nie mamy o to żalu do Pana Boga. Chociaż zdobywanie pieniędzy to prawie coniedzielne wyjazdy na kwesty i „sterczenie” pod kościołami w zimnie i upale, w kraju i za granicą, to przez dwa ostatnie lata uzbierałyśmy 1,5 mln zł. Mamy świadomość, że bez tych poszukiwań nie spotkałybyśmy tysięcy wspaniałych osób, że kwesty to również spotkania i ubogacanie się wrażliwością wielu ludzi.

Żebranie pod kościołami czasem bywa miłe, czasem nie, bo wtedy słyszymy np., że takie dzieci nie powinny żyć. A skoro żyją, to budowa domu dla nich jest sztucznym problemem. To boli! Życzliwość naszych darczyńców, od których słyszymy: „Damy radę zbudować ten dom”, pomaga nam nie tracić nadziei, że się uda. Przyjmuję je jak słowo od troszczącego się Boga. Nasza nadzieja, że dom powstanie, jest często wystawiana na próbę. Dlatego każde słowo wsparcia, życzliwości i modlitwa są nam potrzebne. Gdyby ktoś chciał przyjechać do nas w wakacje, to chłopcy czekają na tych, którzy z nimi pograją w piłkę lub pójdą na spacer. Chłopcy, ci najsprawniejsi, codziennie spotykają się w kaplicy o godz. 17, żeby modlić się za swoich dobroczyńców i wiemy, że Bóg im w ich niewinnym cierpieniu niczego nie odmawia. Zbudujcie z nami dom.

Kontakt: broniszewice.dominikanki.pl

Nr konta DPS Broniszewice na budowę nowego domu: BZ WBK 86 1090 1131 0000 0001 2301 4388

 

Źródło: niezalezna.pl,Gazeta Polska Codziennie

#Eliza Myk #Broniszewice

JW
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo