„Bandyto chodź do tablicy” - słyszał syn żołnierza NSZ, który dostał od komunistów 38 wyroków śmierci

Ojciec zabił 38 różnych wrogów i konfidentów.

Archiwum Andrzeja Stryjewskiego
Ojciec zabił 38 różnych wrogów i konfidentów. Przychodzili do jego oddziału ludzie i skarżyli się na donosicieli i z tego co wiem, że ojciec sam nie decydował o wykonaniu wyroków, ale konsultował z dowództwem i działał z rozkazu. Gdyby było inaczej nie zostałby później zrehabilitowany. Ojciec był dosyć ostry - mówi  Andrzej Stryjewski, syn sierż. Wacława Wiktora Stryjewskiego ps. „Cacko” w rozmowie z Jarosławem Wróblewskim. Tekst ukazał się w najnowszym 5 numerze Ogólnopolskiego Kwartalnika Poświęconego Żołnierzom Wyklętym "Wyklęci". 

Jak zapamiętał pan ojca?
Pamiętam go jak przez mgłę. w mundurze, na podwórzu jak mnie trzyma na rękach. Miałem wtedy 2-3 lata. Tylko tyle. Ojciec też mi się śnił, ale to były straszne sny. Bardziej znam go ze zdjęć, z opowiadań braci. Jeden z nich wspominał, że jak się tylko pokazał ojciec w wiosce w Młotkowie to UB przyjeżdżało i zaraz pytało o niego. Brat miał wówczas 6-7 lat i gdy zapytali go, w którą stronę ojciec pojechał to on wskazał im odwrotny kierunek i pojechali za nim w złą stronę. Niestety, najczęściej jak przyjeżdżało UB szukać ojca to bili domowników  czym popadnie, zwłaszcza młodych ludzi, kilkunastoletnich - do nieprzytomności. Tak pobili najmłodszego brata mamy Staśka Grzegorzewskiego. Bardzo pobity Szczepan młodszy brat ojca wyleczył się z ran tylko dlatego, że ojciec zabrał go do swojego leśnego oddziału, ale i tak później zginął w walce Kamieniu Kotowym. Ubecy z każdego chcieli wydusić, gdzie jest Stryjewski. A tata przychodził do wioski, aby odwiedzić mamę i nas.

Dlaczego miał pan straszne sny?
Płakałem w nocy. Ciężko mi to mówić…  ale miałem sny, że ojciec do nas wrócił. Więc była wielka radość z jego powrotu. Ale budzę się, a jego nie ma. Miałem żal do taty, że poszedł, że nas opuścił i go nie ma z nami.

Nosi pan w sobie też żal do dziś?
Nie, teraz to się odwróciło. Cieszę się, że miałem właśnie takiego ojca.

Jakie opinie słyszał pan o ojcu?
Słyszałem, że był bardzo przystojny, stanowczy, odważny. On miał zimną krew, opanowanie. Potrafił wymknąć się wielu obławom.


Wiktor Stryjewski / Archiwum Andrzeja Stryjewskiego

Dlaczego pana tata miał nietypowy pseudonim „Cacko”?
Tata był przystojny i lubił się elegancko ubierać. Dbał o siebie. Tak go nazywali już za młodu i taki pseudonim sobie przybrał. Oni z mamą tworzyli piękną parę.

Wychowanie?
Z powodu braku ojca wychowywaliśmy prawie sami. Musieliśmy wyjechać z rodzinnej wsi, bo już nie dawało się tam żyć. Jak ktoś podwiózł mamę furmanką, to był za to przesłuchiwany przez UB. Stanowiliśmy kłopot. Ojciec jak był w partyzantce nie przynosił nic do domu. Mama sama musiała zadbać. Handlowała w Warszawie jajkami, mięsem i bimbrem. W zamian kupowania ubrania.
Raz mama mieszkała u rodziny w Młotkowie, raz w Żychowie, które były oddalone od siebie ponad 4 km. Raz pomogła jej jedna rodzina, innym razem druga. Mama miała czworo dzieci. My byliśmy mali, a ona nas dźwigała. To pamiętam. Mama sama szyła nam ubrania, ale my się wstydziliśmy, że mamy takie ubrania. Myliśmy się w beczce. Była bieda. Przenieśliśmy się do Elbląga, gdzie mieliśmy uszyte do szkoły szmaciane torby. Nie mieliśmy stroju na zajęcia W-F, już o trampkach nie wspomnę. Za to dostawaliśmy też słabe oceny. Jak matka mi kupiła ołówek czy piórnik – Boże jak ja się wtedy cieszyłem, że mam coś nowego. My z braćmi mieliśmy stare rzeczy, stare, zniszczone książki po innych. Do szkoły chodziłem bez jedzenia, ale i z tym sobie radziliśmy. Pomagaliśmy sąsiadowi panu Zwierskiemu, który miał piekarnię. Nosiliśmy kosze z bułkami do szkoły i za to nam dawał po bułce. Pamiętam, że kroiłem jabłko na plasterki i wkładałem w bułkę. To była moja szkolna kanapka.

Gdzie mama pracowała?
Odgruzowywała Elbląg, później w „Zamech”-u, potem jako kucharka w przedszkolu i wtedy mieliśmy już lepiej. Jak przyszliśmy do niej do coś nam dała po kryjomu do jedzenia. Z czasem została przedszkolanką. W wolne dni jeździliśmy do wioski o nazwie Raczki niedaleko Elbląga i pomagaliśmy w pracach. Dzięki temu czasem się dobrze zjadło, a mama zarobiła. Tak było dopóki pierwszy brat nie skończył 15 lat i poszedł do pracy i był gońcem w spółdzielni „Pokój” w rybołówstwie w Tolkmicku. Później poszedł do wojska.

Jak mówiono o pana ojcu? Byliście dziećmi bandyty?
Niedaleko nas mieszkali ludzie z naszych rodzinnych stron z Płocka, Raciąża, Sierpca - cała ulica i nasi rówieśnicy, z którymi się bawiliśmy mówili na nas: bandyci. Dlaczego? Tak myślę, że to powiedzieli im ich rodzice. Nauczycielka potrafiła powiedzieć w szkole do brata: - Bandyto chodź do tablicy. Mama była obserwowana, pod kontrolą UB. Pamiętam choinkę, świąteczny dzień, gdy przyszli goście do mieszkania i niespodziewanie weszło UB, które trzymało nas wszystkich kilka dni, nie wypuszczając z domu. Spaliśmy na podłodze.


Wiktor Stryjewski / Archiwum Andrzeja Stryjewskiego​

Ubecy powiedzieli wam wówczas, że ujęli ojca?
Nie. Mama wiedziała, ale myślała, że im uciekł albo go wypuścili. To myślenie brało się stąd, że wielu mówiło nam, a nawet przysięgało, że widziało ojca w Stanach Zjednoczonych, w Elblągu... Oni nam tak tym zamieszali w głowach, że my po prostu - po jego śmierci - uważaliśmy, że on żyje. Mama pisała listy, starała się dowiedzieć czy żyje. Oni go zabili po kryjomu. Po latach dowiedziała się już oficjalnie, że wykonano na nim wyrok śmierci. Prawdopodobnie jednak zabito go gdy szedł w więzieniu na przesłuchanie. Takie słuchy chodziły.

Pana tata dostał wyrok 38-krotnej kary śmierci. Najwyższy w historii.
Tak. To było prawdopodobnie za to, że ojciec zabił 38 różnych wrogów i konfidentów. Przychodzili do jego oddziału ludzie i skarżyli się na donosicieli i z tego co wiem, że ojciec sam nie decydował o wykonaniu wyroków, ale konsultował z dowództwem i działał z rozkazu. Gdyby było inaczej nie zostałby później zrehabilitowany. Ojciec był dosyć ostry.
11 października 1947 r. na polecenie por. Franciszka Majewskiego „Słonego” - „Cacko” zlikwidował największego lokalnego oprawcę, który działał na terenie północnego Mazowsza niejakiego „Rypę” czyli Władysława Rypińskiego. „Rypa” był w KPP, PPR, GL i AL. Bezkarnie rabował chłopów, zabijał działaczy PSL, podziemia, a także swoich. jego syn był zastępcą szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Sierpcu. „Rypa” był prawdziwym postrachem, który miał swój „szwadron śmierci”. Część swoich zbrodni zrzucał na antykomunistyczne podziemie. Zasadzkę na „Rypę” przygotował „Cacko” i zabił go.
 Ojciec go zastrzelił. Nie jego jednego. Potrafił też wejść w mundurze milicjanta na posterunek i rozbroić funkcjonariuszy. Jego bardzo chcieli złapać, do tego stopnia, że słyszałem, że powstał oddział UB, który się pod niego podszywał i, że ich ojciec zlikwidował. Ojciec musiał być twardy, konsekwentny. UB w odwecie podpalało nam dom i zabudowania gospodarskie.

Mama dawała po sobie poznać, że tęskni za tatą, że cierpi po jego śmierci?
A skąd. Ona była silna i twarda. Nie pokazywała słabości swoim dzieciom. Powiem panu, że ja doświadczyłem czegoś podobnego. Mój syn zginął w wypadku motocyklowym. Czy ja mam pokazywać słabość i smutek po nim swoim wnukom? Nie mogę, nie chcę widzieć płaczu córki i wnuczków. Muszę z żoną żyć dla nich.

Mama przywoływała pamięć ojca?
Nie rozmawiała z nami o ojcu. Była zamknięta w sobie i biedna. U nas była w domu bieda. Mama miała czterech synów i małą pensję, ale nigdy nie narzekała, że jej było źle. Nigdy nikomu się nie skarżyła.

Był pan przesłuchiwany na UB?
To wyglądało trochę inaczej. W zawodówce byłem drugi w klasie pod względem nauki, a jednak nie zdałem egzaminu z polskiego.  Chciałem później iść do Szkoły Rybołówstwa Morskiego i choć spełniałem wszystkie warunki - była odmowa. Jak miałem służyć w wojsku to wezwali mnie na UB w Elblągu i oficer mi mówił, że ojciec walczył z nimi, że wszystko co złego to mój ojciec. Pytał się mnie co ja bym zrobił, czy zachował bym się jak ojciec. Nie mogłem powiedzieć, że bym latał z karabinem i strzelał do nich. Odpowiedziałem, że ojciec miał swój rozum i ja też mam swój rozum, że odpowiadam za siebie. W sercu czułem, że ojciec dobrze robił. Nie mogłem więc zostać w wojsku, choć chciałem i miałem stopień kaprala, a reszta kolegów, którzy zostali - szeregowca. Byłem czołgistą, dobrze strzelałem. Zrobiłem więc prawo jazdy i po tych czołgach zostałem operatorem sprzętu ciężkiego. W pracy dobrze sobie radziłem. Zbudowaliśmy z żoną dom.

Po 1989 r. doświadczyliście sprawiedliwości?
Po wyroku śmierci był przepadek mienia i pozbawienie ojca praw publicznych do końca życia. Oni nam wtedy po prostu wszystko zabrali. Ojciec został zrehabilitowany w 1994 r. Wystąpiliśmy w 1994 o zwrot mienia. Myśleliśmy, że jeśli nie zwrócą nam całej ziemi to może wypłacą finansowe zadośćuczynienie. Tej ziemi było ponad 30 hektarów.

Pojawiły się problemy?
W sądach dalej traktowano nas jak bandytów.  Oni nic nam nie chcieli wypłacić. Kiedy miało być rozstrzygnięcie to następowała zmiana sędziego i znów wszystko od początku. Młody sędzia powiedział nam, że wie, że my wycierpieliśmy i postara się pomóc. Na kolejnej sprawie już go zmieniono, a tak się cieszyliśmy, że nam pomoże. To wszystko trwało ponad 10 lat. W efekcie dostaliśmy grosze za naszą ziemię, za naszą krzywdę. Sądy w wolnej Polsce nas oszukały. A przecież zabito nam ojca. Przykład? Zamiast ornej ziemi oddano nam nieużytki, bagna, jakiś las, którego stare drzewa wycięto i sprzedano, a nam dali taki, z którego nie mogliśmy wyciąć drzew, bo były one za młode, a do tego ludzie zrobili sobie w lesie dzikie wysypisko. Mieliśmy z tym lasem bardziej problem, niż zadośćuczynienie.

Czym jest dla pana komunizm?
Nienawidzę go i mam żal, że ludzie - nawet gdy się już konał - popierali go do końca, że wstępowali do PZPR.

Wierzy pan w odnalezienie szczątków ojca?
Czekamy na to całą rodziną. W pewnym stopniu jest takie symboliczne miejsce. To poświęcona mu tablica w Sierpcu i kamienny pomnik w Gałkach koło Wyszogrodu. Wdzięczny jestem panu Marcelemu Szkopkowi, za to że bardzo tam dba o pamięć ojca i jego żołnierzy. Uważamy go za naszego przyjaciela.

Gdzie może znajdować się ciało pana ojca?
Nie wiem. Zabito go w więzieniu na Rakowieckiej. Zastanawiamy się, czy nie leży gdzieś pod murem czy na Łączce. Chcielibyśmy zapalić mu świeczkę na grobie.
 
Sierż. Wiktor Wacław Stryjewski „Cacko” - ur. 1 IX 1915 r. w Żychowie, gm. Raciąż, powiat Sierpc. Przed wybuchem II wojny światowej mieszkał w rodzinnej miejscowości,
gdzie prowadził 27 hektarowe gospodarstwo. Uczestniczył w wojnie obronnej 1939 r. w szeregach 32. pułku piechoty. W okresie okupacji niemieckiej był żołnierzem AK w Obwodzie Sierpc. Po wkroczeniu wojsk sowieckich został skierowany przez swoje dowództwo do Służby Ochrony Kolei w Sierpcu.
W lutym 1946 r. stanął w obronie Polki gwałconej przez sowieckiego żołnierza, którego zabił, za co został aresztowany przez UB. Dzięki pomocy współpracującego z podziemiem funkcjonariusza resortu bezpieczeństwa zbiegł z aresztu. Ukrywał się na terenie powiatu sierpeckiego, gdzie wstąpił do oddziału Ruchu Oporu Armii Krajowej Obwodu krypt. „Mewa”, dowodzonego przez Leona Ziółkowskiego „Lisa”.
Wyróżnił się w wielu akcjach zbrojnych skierowanych przeciw komunistycznemu aparatowi represji, m.in. likwidując posterunki MO i urzędy gminne w Zawidzu, Strzegowie, Rościszewie, Łęgu, Skrwilnie, Lidzbarku, Gralewie. Podczas amnestii 1947 r., wspólnie z por. Franciszkiem Majewskim „Słonym” nie ujawnił się. Brał udział w rozbiciu obławy UB i MO 12 VII 1947 r. pod Okalewem w powiecie rypińskim (poległo wówczas 16 funkcjonariuszy resortu bezpieczeństwa). 11 X 1947 r. we wsi Chudzynek, gm. Drobin, pow. Płock wykonał zamach na Władysława Rypińskiego „Rypę” (dowódcę pepeerowskiego „szwadronu śmierci” skrytobójczo mordującego członków PSL i byłych żołnierzy AK).
W październiku 1947 r. wszedł w skład 11. Grupy Operacyjnej NSZ, obejmując dowództwo patrolu bojowego działającego na terenie powiatów płońskiego, płockiego i sierpeckiego. Ujęty przez UB 8.II.1949 r. po walce z 262-osobową grupą operacyjną KBW, UB i MO we wsi Gałki,gm. Mała Wieś, pow. Płock, został skazany „...trzydziestoośmiokrotnie na karę
śmierci [...]” przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie. Wyrok wykonano 18. I. 1951 r. w więzieniu mokotowskim. Miejsce jego pochówku pozostaje nieznane.

 

TUTAJ KUPISZ 5 NUMER KWARTALNIKA "WYKLĘCI"

 


Źródło: niezalezna.pl,Kwartalnik Wyklęci

#Wiktor Stryjewski #Cacko #Kwartalnik Wyklęci

JW
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo