Posłowie opozycji od wczoraj uparcie przekonują, że ich protest nie był zaplanowany. Blokada pracy parlamentu, okupacja mównicy sejmowej, tłumy protestujących obrońców demokracji to - według posłów opozycji - spontaniczna akcja. Okazało się, że przygotowana była przynajmniej kilka dni wcześniej. A tyle było krzyku o tym, że "ludzie wstali z kanapy i przyszli pod sejm".

Zapis na stronie Biura Informacji Publicznej nie pozostawia wątpliwości.

Protesty przed Pałacem Prezydenckim zostały zgłoszone już 13 grudnia. 


Foto: bip.warszawa.pl/Print screen

Jak informowaliśmy wczoraj na łamach niezależna.pl, wiele wskazywało na to, że protest opozycjonistów to zaplanowana akcja. W piątek "Gościem Poranka" w TVP Info był Eugeniusz Kłopotek z PSL.

"Znowu będzie wielka hucpa, walka, buczenie, krzyczenie i wyzywanie się. Obawiam się, że jeszcze w tej kadencji Sejmu może dojść do rękoczynów."

- mówił polityk.

Niektórzy uważają, że powodem manifestacji, było usunięcie przez marszałka Kuchcińskiego posła PO Michała Szczerby z obrad Sejmu.



Jak się okazuje, do protestów i tak by doszło.

WIĘCEJ TUTAJ: Spontaniczny protest opozycji? Żarty! Zaledwie marna prowokacja

Pierwszy protest zaczął się wczoraj wieczorem, jeszcze podczas obrad Sejmu, które zostały przeniesione do Sali Kolumnowej po tym, jak posłowie PO, Nowoczesnej i PSL zablokowali mównicę. 

WIĘCEJ TUTAJ: Schetyna naśladuje Leppera - posłowie Platformy zablokowali mównicę w Sejmie