Dziś posłowie Platformy Obywatelskiej wszczęli awanturę i zablokowali sejmową mównicę. Miał to być niby protest w obronie wolnych mediów, czyli zmian w pracy dziennikarzy, które zamierza wprowadzić Kancelaria Sejmu. To nowość u polityków PO, bo kiedy rządzili, sami traktowali nieprzychylnych im przedstawicieli mediów z wyjątkową arogancją.

Samoobrony nie ma już w parlamencie, ale jej styl polityki najwyraźniej wrócił. Dzisiaj posłowie Platformy Obywatelskiej zablokowali sejmową mównicę. Rzekomo w obronie wolności mediów. 

Warto im przypomnieć, jak to było z traktowaniem części dziennikarzy, kiedy to oni rządzili. 

„Bo pani rozbiję kamerę!”, „Won stąd!”, „Niech pani idzie do PiS-u i do tych lizusów pisowskich swoich!” – tak wyglądała próbka języka miłości w wykonaniu ówczesnego posła PO (było to w 2012 roku) Stefana Niesiołowskiego. Polityk rzucił się przed Sejmem na Ewę Stankiewicz, próbując wyrwać jej kamerę. Wszystko w obecności swoich partyjnych kolegów.

Z kolei w 2013 roku członkowie warszawskiego Klubu „Gazety Polskiej” protestowali przeciwko nominowaniu Tomasza Arabskiego na ambasadora RP w Hiszpanii. Przed posiedzeniem komisji spraw zagranicznych pojawili się w Sejmie z transparentem, na którym umieścili hasło: „Arabski! Czy w Madrycie, czy w Londynie, KARA cię nie ominie!”. Rozdawali też ulotki. Straż marszałkowska zareagowała nie tylko błyskawicznie, ale również bardzo agresywnie. Funkcjonariusze formacji podległej Ewie Kopacz szarpali demonstrantów, próbowali wyrwać transparent, poturbowali nawet kobiety. W końcu dopięli swego. Co więcej, niektórzy z protestujących otrzymali od Ewy Kopacz, która była wtedy marszałkiem Sejmu, zakaz wstępu do budynku przez pół roku

Wyjątkowo jaskrawe przykłady „obrony wolności mediów” przez PO pochodzą z 2014 roku. 

Wtedy właśnie funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, policja i prokurator weszli do redakcji tygodnika „Wprost”, po ujawnieniu przez gazetę słynnych taśm prawdy z nagranymi politykami Platformy Obywatelskiej. Doszło tam do szokujących scen – agenci ABW szarpali się Sylwestrem Latkowskim, który był wtedy redaktorem naczelnym „Wprost” i próbowali wyrwać mu laptopa. Ciekawe jest również, jak zareagowała na skandal publicystka „Gazety Wyborczej”. – Dziennikarze to nie święte krowy, a redakcje to nie sanktuaria – skomentowała akcję ABW Ewa Milewicz. 


W tym samy roku odbyła się rozprawa, w której zeznawał ówczesny prezydent Bronisław Komorowski. Występował jako świadkiem w procesie dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego i byłego oficera WSI płk. Aleksandra L., oskarżonych o płatną protekcję przy weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych. Transmisję – przy użyciu telefonu, bo kamer Telewizji Republika nie wpuszczono – prowadził jedynie Michał Rachoń. I choć na sali była m.in. ekipa TVN, to transmisji nie prowadziła. 

Czy posłowie Platformy Obywatelskiej naprawdę myślą, że nikt nie pamięta jak traktowali dziennikarzy za swoich rządów i jakie zasady wprowadzali w Sejmie?