- To była wielka zbrodnicza machina - mówił o stalinowskim aparacie represji Tadeusz Płużański, prezes Fundacji "Łączka", gość programu Doroty Kani "Koniec systemu", dzisiaj wyemitowanego na antenie Telewizji Republika. Poświęconego m.in. związanej z komunistyczną bezpieką Alicji Schnepf.

- Były ambasador RP w Waszyngtonie Ryszard Schnepf jest klasycznym dzieckiem resortu. Jego mama Alicja, funkcjonariusz Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, zwalczała podziemie niepodległościowe. Ojciec Maksymilian Sznepf był żołnierzem wojskowej bezpieki biorący udział między innymi w obławie augustowskiej. Krewny Oswald Sznepf jako sędzia wojskowy wydał co najmniej kilkanaście wyroków śmierci na Żołnierzy Wyklętych - stwierdziła Dorota Kania na początku programu "Koniec systemu".

W poruszającym reportażu przypomniano m.in. wydarzenia z Wrocławia sprzed niemal 70 lat. Wtedy - w lutym 1949 roku - podanie o przyjęcie w "poczet pracowników Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego" złożyła Alicja Schnepf.

Szczególnie wstrząsające są wspomnienia Genowefy Cytryniak-Aleksander, która wraz z przyjaciółmi założyła we Wrocławiu pod koniec lat 40-tych organizację "Związek Białej Tarczy". Po kilku miesiącach zostali aresztowani. Wszystkich skazano na długie wyroki więzienia. Pani Genowefa opowiadała też o koledze, który na wiele lat trafił do szpitala psychiatrycznego.

- W śledztwie były bicia, były karce, wsadzali chłopaków, biedacy dostawali lanie - wspominała. Pamięta, że później jej przyjaciele trafiali do więzienia, byli wysyłani do kamieniołomów, kopalni uranu. - Chłopcy zmarli szybko.


Z kolei dr hab. Tomasz Balbus z Instytutu Pamięci Narodowej we Wrocławiu opisywał metody działania funkcjonariuszy bezpieki.
- Brak teczki osobowej Alicji Schnepf wynika z normalnej procedury służbowej obowiązującej w Urzędzie Bezpieczeństwa. Teczka wędrowała za pracownikiem - tłumaczył.

A Alicja Schnepf awansowała i przeniosła się do Warszawy. Tam trafiła do Departamentu V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Jego szefową była słynąca z okrucieństwa Julia Brystygier, nazywana "krwawą Luną".


W drugiej części programu Dorota Kania rozmawiała z Tadeuszem Płużańskim, prezesem Fundacji "Łączka".
- Przystępując do prac nad okresem stalinowskim nie zdawałem sobie sprawy, że tak wielu nikczemników pracowało w tych resortach. To była wielka zbrodnicza machina - mówił historyk. - Nie kilka, kilkanaście osób, tylko tysiące - podkreśla i mówi stanowczo, że w tamtym czasie wielu zdradziło Polskę z niskich pobudek. Dla korzyści materialnych kolaborowali z sowieckim okupantem.

- Metody był często gorsze niż niemieckiego gestapo - dodaje Płużański.


Więcej na temat przeszłości rodziny Schnepf w najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska", który będzie dostępny w kioskach od środy 2 listopada.