Przemarszem pod Belweder i Pałac Prezydencki zakończyła się manifestacja przed ambasadą rosyjską, gdzie kilka tysięcy demonstrantów domagało się oddania Polsce wszystkich istotnych dowodów w śledztwie smoleńskim. Pod ambasadą spalono kukłę rosyjskiego premiera Władimira Putina.

Aby obejrzeć fotorelację z manifestacji kliknij TU

Z wielu miast Polski, m.in.: Trójmiasta, Gliwic, Poznania i Wrocławia, przyjechały do Warszawy tysiące ludzi, aby wyrazić swój sprzeciw przeciwko rosyjskim kłamstwom w sprawie Smoleńska. Ambasada została ogrodzona barierkami, a ze względu na manifestację w jej okolicach nie kursowała komunikacja miejska. Było bardzo dużo uzbrojonych po zęby policjantów. Wśród uczestników manifestacji byli też funkcjonariusze policji w cywilu (niektórych z nich zdradziły słuchawki z mikrofonem ukryte pod naciągniętymi na głowę kapturami).

Barierkami odgrodzony został także budynek Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, choć organizatorzy manifestacji wielokrotnie zapewniali, że nikt nie ma zamiaru tam demonstrować.

Wielu manifestantów przyjechało z biało-czerwonymi flagami, wiele z nich przepasanych było kirem. Kilkanaście osób trzymało ogromną flagę biało-czerwoną.

Demonstranci mieli transparenty klubów "Gazety Polskiej" i "Solidarności Walczącej", a także transparenty z hasłami: "Pamięci nie gaście". "Mord katyński 1940. Mord smoleński 2010", "Putin morderca, Tusk zdrajca", "Sopot przeprasza za Tuska", "Mgła nie osłoni zdrajców Polski", "Smoleńsk 2010. Milczenie jest kłamstwem". Wiele osób miało biało-czerwone flagi, odpalono też kilkanaście rac. Tłum pod ambasadą skandował m.in.: "Chcemy prawdy", "Precz z komuną", "Precz z Platformą", "Tu jest Polska, a nie Moskwa", a także "Norymberga dla Putina", "Mordercy" i "Smoleńsk pamiętamy, Smoleńsk pomścimy".



fot. Krzysztof Lach


fot. Krzysztof Lach


fot. Krzysztof Lach


fot. Krzysztof Lach

Przygotowana została także kukła Władimira Putina, która zgodnie z zapowiedzią organizatorów manifestacji, została spalona w trakcie jej trwania.

fot. Andrzej Hrechorowicz


fot. Andrzej Hrechorowicz


fot. Andrzej Hrechorowicz

Prawie wszyscy uczestnicy manifestacji mieli wpięte w klapy biało czerwone wstążki lub naklejki z biało-czerwoną szachownicą i napisem „Smoleńsk 2010”.

Pomimo ogromnej liczby policjantów, obawiając się prowokacji, organizatorzy manifestacji postanowili zapewnić własne siły porządkowe i zadbać o bezpieczeństwo osób biorących udział w demonstracji.


fot. Krzysztof Lach

Redaktor naczelny "Gazety Polskiej" Tomasz Sakiewicz podkreślał, że demonstranci domagają się prawdy o katastrofie. "Chcemy się dowiedzieć, dlaczego zginął nasz prezydent, który nie pojechał tam na wojnę (...), pojechał tam, żeby pomodlić się nad grobami naszych bohaterów. Dlaczego zginął nasz prezydent, skoro nie chciał wam zrobić żadnej krzywdy, skoro przyjechał z misją pokoju. Jeżeli chcecie z nami prawdziwego pojednania, musicie kiedyś na te pytania odpowiedzieć" - mówił Sakiewicz, zwracając się w kierunku ambasady. "Polacy, jeżeli nie powiecie prawdy, nigdy wam tego nie wybaczą" - dodał. Sakiewicz podkreślał, że demonstranci chcą oddania Polsce wszystkich dowodów ws. katastrofy smoleńskiej, w tym wrak tupolewa, czarne skrzynki i dokumenty. "Przekażcie nam informacje o tych, którzy zawinili, o tych, którzy spowodowali tę katastrofę" - podkreślał redaktor naczelny "Gazety Polskiej".

"Musimy w październikowych wyborach wybrać nowy, prawdziwy polski rząd. Wtedy śledztwo podejmiemy na nowo, winnych tragedii postawimy przed sądem i będą ukarani" - mówił do zgromadzonych Andrzej Melak, którego brat Stefan zginął w katastrofie smoleńskiej. Natomiast Andrzej Gwiazda, opozycjonista w czasach PRL, dowodził, że Rosja nadal prowadzi imperialną politykę i podkreślał: "Jeżeli nam zarzucą jutro w prasie, że psujemy stosunki polsko-rosyjskie, to zaprzeczam: my psujemy stosunki polsko-radzieckie". "Jeśli poniesiemy i przesłanie, i myśl prezydenta Lecha Kaczyńskiego, żeby Polsce przywrócić jej pozycję na świecie, a Polakom przywrócić warunki pozwalające im godnie żyć w swoim kraju, to ta krew (ofiar katastrofy - PAP) nie będzie wylana za darmo" - powiedział Gwiazda.

Natomiast autorka filmów "Solidarni 2010" i "Krzyż" Ewa Stankiewicz prosiła, by w niedzielę przyjść przed Pałac Prezydencki i tam zostać. "My, Solidarni 2010, nie odejdziemy stamtąd. Uważamy, że rządzą nami zdrajcy stanu i my się na to nie godzimy" - podkreślała. "Nie odejdziemy z Krakowskiego Przedmieścia dopóki ten rząd nie poda się do dymisji. (...) Rząd polski, premier Donald Tusk dopuścił się zdrady stanu, oddając śledztwo ws. śmierci naszego prezydenta w ręce Rosjan" - wyjaśniła Stankiewicz.

Do zgromadzonych przemawiał też poseł Stanisław Pięta (PiS) i szef ABW za rządów PiS Bogdan Święczkowski. Ten ostatni podkreślał, że za kilka lat przyczyny katastrofy zostaną wyjaśnione.

Pod koniec demonstracji pod ambasadą spalono kukłę przedstawiającą Putina, krzycząc przy tym "morderca", zaś chwilę później tłum skandował: "Teraz Tusk". Niedługo potem Lisiewicz oficjalnie zakończył zgromadzenie. Jednak demonstranci się nie rozeszli i z okrzykiem "Na Belweder" ruszyli w kierunku pałacyku położonego kilkaset metrów od ambasady. Pod Belwederem krzyczeli min.: "Dajcie skrzynki, weźcie Bronka", "Komorowski won do Moskwy" i "Zdrajca Polski Komorowski".

Po kilkunastu minutach tłum ruszył w kierunku Pałacu Prezydenckiego. Po drodze manifestanci zatrzymali się pod KPRM, gdzie słychać było wybuchające petardy i okrzyki m.in.: "Tusk pod sąd", "Tu mieszka zdrajca", "Targowica", a także "Jutro płotki nie pomogą". Kancelaria premiera jeszcze przed demonstracją została otoczona barierkami, a porządku pilnowali policjanci.


fot. Andrzej Hrechorowicz


fot. Andrzej Hrechorowicz

Kolejny przystanek demonstranci zrobili pod ambasadą USA, gdzie krzyczeli "Pomóżcie nam" i "Chcemy międzynarodowej komisji". Następnie zatrzymali się na krótką modlitwę przy pomniku kard. Stefana Wyszyńskiego na Krakowskim Przedmieściu.

Przed Pałac Prezydencki manifestanci dotarli ok. godz. 21. Tam zapalili znicze, część z nich się modliła. Przenieśli też krzyż, który stał na chodniku Krakowskiego Przedmieścia od strony Ministerstwa Kultury, na jezdnię, tuż obok barierek odgradzających dostęp do Pałacu Prezydenckiego.

Organizatorzy sformułowali dziesięć pytań do władz Rosji:

1. Dlaczego już dzień po katastrofie Rosjanie niszczyli wrak samolotu?
2. Dlaczego Moskwa nie chce oddać czarnych skrzynek?
3. Dlaczego stenogramy zawierają nieprawdziwe informacje?
4. Dlaczego Rosjanie przekazali polskim pilotom błędne karty lotniska?
5. Dlaczego kontrolerzy lotu nie zamknęli lotniska, choć powinni to zrobić?
6. Dlaczego rosyjscy eksperci kłamią, że polscy piloci próbowali lądować?
7. Dlaczego kontrolerzy podawali pilotom złe informacje?
8. Dlaczego Kreml boi się ujawnić dokumentów lotniska w Smoleńsku?
9. Dlaczego pod naciskiem Moskwy zmieniono zeznania kontrolerów lotu?
10. Dlaczego wokół lotniska wycięto drzewa, które były jednym z dowodów oficjalnej wersji katastrofy?