Były wiceszef BOR Paweł Bielawny został skazany na półtora roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata za nieprawidłowości przy ochronie wizyt VIP-ów w Smoleńsku w 2010 r. Jednak przewodniczący składu sędziowskiego, wygłaszając motywy ustne wyroku, wykroczył poza ramy procesu.  Stwierdził mianowicie, że nie ma podstaw, by uznać, że przyczyną katastrofy smoleńskiej był zamach przy użyciu materiałów wybuchowych. – Sąd sformułował ogólną tezę nie mając do tego instrumentarium – mówi mecenas Stefan Hambura.

Oprócz sankcji pozbawienia wolności sąd orzekł wobec Bielawnego także 10 tys. zł grzywny, 25 tys. kosztów procesowych i pięć lat zakazu zajmowania stanowisk w BOR. W nieprawomocnym wyroku Sąd Okręgowy w Warszawie uznał winę Bielawnego m.in. przez nie dokonanie rekonesansu lotniska w Smoleńsku, zaniżenie stopnia ochrony wizyt, czy nie zapewnienia ochrony samolotów w Smoleńsku. Szef BOR złamał prawo także odstępując od skierowania do Smoleńska oficerów mających na miejscu oczekiwać na prezydenta.

W efekcie sąd uznał, że oskarżony spowodował zagrożenie dla prezydenta i premiera. Jako uzasadnione sędziowie uznali też oskarżenie prokuratury wobec gen. BOR co do poświadczenia nieprawdy w dokumentach BOR.

Warto dodać, że wygłaszając motywy ustne wyroku przewodniczący składu sędziowskiego Paweł Dobosz wykroczył poza ramy procesu. Stwierdził, że nie ma podstaw, by uznać, że przyczyną katastrofy smoleńskiej był zamach przy użyciu materiałów wybuchowych, a BOR prawidłowo sprawdził pod tym kątem Tu-154 przed lotem 10 kwietnia.

CZYTAJ WIĘCEJ: Były wiceszef BOR Paweł Bielawny skazany za nieprawidłowości ws. Smoleńska

Wygłoszeniu przez sędziego tez dotyczących rzekomego braku dowodów na zamach jako przyczynę katastrofy, jak i prawidłowości w ochronie pirotechnicznej przez BOR, dziwi się mec. Stefan Hambura, pełnomocnik części bliskich ofiar katastrofy.

Sąd sformułował ogólną tezę nie mając do tego instrumentarium, całości materiału dowodowego śledztw prowadzonych ws. katastrofy, a jedynie wycinek dotyczący odpowiedzialności wiceszefa BOR – mówił mecenas. Zauważył, że śledztwo ws. przyczyn tragedii jest kontynuowane, a kolejne dowody zbierane przez prokuraturę, dlatego głoszenie takich tez, jakie wygłosił sąd, jest nieuprawnione. Adwokat przeciwnie wskazał, że niema wątpliwości co do braku ochrony przez BOR także pod względem pirotechnicznym samolotu, którym leciał prezydent Lech Kaczyński wraz z delegacją.

Przeciwnie do tego, co stwierdził sąd, nie ma wątpliwości, że 9 lub 10 kwietnia 2010 r. mogły dostać się do Tu-154M nr 101 niepożądane przedmioty, w tym substancje wybuchowe – mówił nam mec. Hambura. W przededniu wylotu delegacji prezydenta RP do Smoleńską, została wprowadzona na samolot Tu-154M nr 101 tzw. „apteczka techniczna” o wadze 870 kg. Jak przyznało BOR, zabudowa apteczki technicznej nastąpiła bez nadzoru tej służby.

Mecenas Hambura przypomniał też, że z zeznań  oficerów BOR wynika, że przed wylotem do Smoleńska 10 kwietnia 2010 roku Biuro nie dokonało właściwego sprawdzenia tupolewa pod względem pirotechnicznym. Z powodu utrudnionego dostępu pirotechnik nie zbadał w całości luku bagażowego, trapu jak i zewnętrznej powłoki maszyny. Okazało się,  że „odstąpił on od tej czynności z powodu hałasu”.

Wyrok potwierdza odpowiedzialność urzędników za nieprawidłowości przy organizacji wizyty prezydenta RP w Katyniu. Mimo to jak dotąd, w siódmym roku upływającym od katastrofy, jedyną osobą, która usłyszała wyrok, jest wiceszef BOR.