KOD, PO, Nowoczesna, a także lewica, wylegli na ulice Warszawy, żeby świętować wybory 4 czerwca. I choć do udziału w marszu namawiali liderzy kilku partii politycznych oraz „obrońcy demokracji”, frekwencja była dużo, dużo niższa, niż się spodziewano. Tak wynika z danych policji.

Marsz nazwano szumnie „Wszyscy dla wolności”. Na jego czele – tuż obok Mateusza Kijowskiego, znanego z problemów z płaceniem alimentów – szli byli prezydenci Bronisław Komorowski i Aleksander Kwaśniewski. Towarzyszyli im również Włodzimierz Czarzasty, Ryszard Petru i Kamila Gasiuk-Pihowicz. Wśród manifestujących nie zabrakło Ewy Kopacz oraz Barbary Nowackiej. Nie było za to ani Lecha Wałęsy, ani Grzegorza Schetyny. Ten drugi demonstrował w Legnicy.

Jeszcze przed wyruszeniem marszu organizatorzy zapowiadali, że spodziewają się 80 tysięcy uczestników.



Kiedy marsz już ruszył, „główny rachmistrz” kodziarskich spędów, czyli wiceprezydent Warszawy Jarosław Jóźwiak, podał, że idzie 50 tysięcy.


Postanowiliśmy zatem sprawdzić, jaką liczbę demonstrantów odnotowała policja. Okazało się, że jest dużo niższa, niż spodziewali się organizatorzy i podawał Jóźwiak.

Według naszych danych, kiedy marsz ruszał z placu Bankowego, liczba uczestników wynosiła 10 tysięcy – powiedziała nam podinspektor Magdalena Bieniak z zespołu prasowego stołecznej policji. – Uznaliśmy, że w tym momencie napływ uczestników ustał – dodała.
 
Bieniak poinformowała również, ile było autokarów, które przywiozły demonstrantów do Warszawy. Na pl. Defilad, gdzie parkowały, naliczono ich sześć.