W jednym z najważniejszym niemieckich landów, w Hesji odbyły się pierwsze w tym roku wybory komunalne, których wstępne (nieoficjalne) wyniki wskazują na polityczną sensację. Zdecydowanie przegrały dotychczasowe partie rządzące (CDU, SPD i Zieloni), natomiast zwyciężyły antyunijna AfD oraz skrajnie nacjonalistyczna NPD. Czyżby sprawdzał się scenariusz, o którym mówili europejscy dyplomaci, że z pomocą uchodźców Władimir Putin będzie chciał obalić rząd w Niemczech?

Niemieckie media i polityczne salony śledząc tendencje wyborcze, obawiały się wyników wyborów w Hesji, ale zazwyczaj mówiono o niewielkim spadku popularności, a nie o klęsce wyborczej. W przekroju całego landu mamy do czynienia z prawdziwą klęską wszystkich dotychczas rządzących partii. CDU pozostało, co prawda największa partią, ale uzyskało jedynie 28.2 proc, co jest stratą prawie 6 punktową. SPD uzyskało 28 proc. i także straciło prawie 4 punkty procentowe. Aż siedem stracili Zieloni, na których tym razem w całym landzie zagłosowało jedynie 11 proc. wyborców. Lewica, która należy do największych zwolenników przyjmowania uchodźców, nie przekroczyła 5 proc. progu.

Największy sukces odniosła antyunijna i antyemigrancka partia Alternatywa dla Niemiec (AfD), która w całym landzie po raz pierwszy uzyskała dwucyfrowy wynik – zdobywając średnio 13,5 proc. głosów. Tym sposobem stała się trzecią siłą polityczną w Hesji. W wielu powiatach partia ta przekroczyła 15 procent, a w miejscowościach Bad Karlshafen i Dietzenbach nawet 20 procent. Media piszą o szoku i obwiniają rządzące ugrupowania, że ich obecna polityka jest nieakceptowana przez coraz większe rzesze obywateli, których frustracje przenoszone są na wzrost popularności dla populistycznych partii.

W swoim komentarzu dziennik „Die Welt” ostrzega rząd Angeli Merkel, że wynik wyborów w Hesji jest żółtą kartką przed kolejnymi wyborami.

Eksperci nie mają wątpliwości, że tak zły wynik wyborczy CDU, SPD i Zielonych w Hesji jest efektem coraz większego niezadowolenia społecznego z prowadzonej przez władzę polityki wobec zapraszania do Niemiec cudzoziemców. Coraz więcej polityków żąda od kanclerz natychmiastowej zmiany, lub szybkiej korekty polityki imigracyjnej, w której na razie jest mowa o „otwartych drzwiach”. Jednak ciągle Angela Merkel powtarza jak mantrę „Wir schaffen das”. Przegrana głównych partii w Hesji – zdaniem ekspertów i publicystów – może być tylko przygrywką i przedsmakiem do prawdziwej klęski z jaką będziemy mieli do czynienia w najbliższych wyborach krajowych, które odbędą się za tydzień w Badenii Wirtembergii, Nadrenii Palatynacie i Saksonii Anhalt. Według najnowszych sondaży w tych wyborach wynik CDU, SPD i Zielonych może być jeszcze gorszy.

Niemcy stopniowo przestają być gościnni, tym bardziej, że codzienne doniesienia prasowe (pomimo, iż ciągle są racjonowane) bezsprzecznie dowodzą, że wraz ze wzrostem uchodźców, rośnie liczba przestępstw. Portal Niezalezna.pl uzyskał w hamburskiej policji dane, które zdecydowanie świadczą o tym, że w zeszłym roku na terenie miasta nastąpił znaczny wzrost przestępczości. Zarejestrowano o 20 proc. więcej włamań do mieszkań, o 12 proc. więcej przestępstw z udziałem dilerów narkotyków, 40 proc. więcej napadów i napadów rabunkowych. Nikt oficjalnie nie twierdzi, że czynów tych dokonywali imigranci, ale faktem jest, że okres wzrostu przestępczości jest tożsamy z pojawieniem się na tym terenie zalewu uchodźców z Afryki Północnej.

W tym czasie, gdy Federalny Trybunał Konstytucyjny zastanawia się, czy nie zdelegalizować Narodowo-Demokratycznej Partii Niemiec (NPD), jej przedstawiciele w dwóch komunach w Hesji zdobywają wynik dwucyfrowy (ok. 15 proc) i wchodzą do lokalnych władz.

Dla mainstreamowych mediów wybory komunalne były tak wielką, i w dodatku niemiłą niespodzianką, że o ich wyniku w niedzielę wieczorem nie poinformowała żadna telewizja.