Wdowa po Czesławie Kiszczaku przyszła do IPN z dokumentami przechowywanymi przez męża. Zażądała za nie aż 90 tysięcy złotych - ujawniła rzecznik Instytutu Pamięci Narodowej.

Maria Kiszczak zgłosiła się do siedziby IPN na ul. Wołoskiej w Warszawie na przełomie stycznia i lutego. Zażądała rozmowy z prezesem Instytutu. Do spotkania doszło dwa tygodnie później, gdyż - jak wyjaśniła rzecznik IPN Agnieszka Sopińska-Jaremczak - Łukasz Kamiński miał "napięty grafik".

Wdowa po Kiszczaku zażądała za akta 90 tys. zł. W IPN odpowiedziano jej, że "nie handluje się takimi dokumentami, a już na pewno nie w Instytucie".

Dziś Maria Kiszczak zasugerowała w RMF FM, że to... pracownicy IPN zaproponowali, że zapłacą jej za dokumenty, które przyniosła. "Sami mi to zasugerowali. Powiedziałam: czemu nie" - wyjaśnia Maria Kiszczak.