W związku z antypolskimi wypowiedziami polityków niemieckich, minister Witold Waszczykowski zaprosił na dziś do Ministerstwa Spraw Zagranicznych ambasadora Republiki Federalnej Niemiec w Warszawie Rolfa Nikela. Pomysł ten nie podoba się byłemu posłowi Platformy Obywatelskiej, Jackowi Rostowskiemu. Polityk skrytykował ministra Waszczykowskiego, jednocześnie stając w obronie niemieckiego komisarza i przewodniczącego PE, Martina Schulza.

- Wiele przemawia za tym, że będziemy musieli uruchomić kontrolę mechanizmu państwa prawa i postawić Polskę pod nadzorem - powiedział w wywiadzie dla "Frankfurter Allgemeine Zeitung" Guenther Oettinger, unijny komisarz do spraw gospodarki cyfrowej i społeczeństwa.

W tej samej gazecie Polskę zaatakował również Martin Schulz. Przewodniczący Parlamentu Europejskiego stwierdził, że Prawo i Sprawiedliwość rządzi Polską stosując „demokrację w stylu Władimira Putina”, a świadczyć ma o tym „podporządkowywanie dobra państwa interesom zwycięskiej w wyborach partii”. Krytykując nową władzę w Polsce Schulz ostrzegł przed „putinizacją europejskiej polityki”.

Na groźby niemieckiego komisarza odpowiedział minister sprawiedliwości, Zbigniew Ziobro.

Opinią publiczną w Niemczech, a także w Polsce wstrząsnęły masowe seksualne ataki na kobiety, do których doszło w sylwestrową noc w niemieckich miastach. Wydarzenia, które budzą obawę także o bezpieczeństwo przebywających w Niemczech Polaków, zostały na kilka dni zatajone przez niemieckie media. Były minister spraw wewnętrznych Niemiec Hans-Peter Friedrich nazwał to wręcz kartelem milczenia.

Cenzurowanie tych informacji przez niemieckie media wprawiło w osłupienie opinię publiczną na świecie. Na próżno czekałem na zdecydowaną reakcję z Pańskiej strony na tak rażące naruszenie prawa obywateli do informacji. Doszedłem do przykrego wniosku, że łatwiej Panu mówić o fikcyjnych zagrożeniach dla wolności mediów w innych krajach niż piętnować cenzurę w swojej ojczyźnie
- napisał Ziobro. WIĘCEJ NA TEN TEMAT.

Znalazł się jednak w Polsce polityk, który stanął w obronie komisarza Oettingera: Jacek Rostowski

Komisarz europejski ma prawo mówić o swoich opiniach, jeśli chodzi o debatę, jaka będzie miała miejsce w środę. Musimy pamiętać, że Unia Europejska jest wspólnotą krajów demokratycznych. W Europie nie ma innego zrozumienia demokracji, niż demokracja konstytucyjna. Tzn. demokracja, która nie oddaje pełni władzy tym, którzy wygrali wybory

- stwierdził polityk PO.

W rozmowie z dziennikarzem TVN Jacek Rostowski odniósł się jedynie do wypowiedzi komisarza Oettingera i przewodniczącego Schulza. Panowie nie poruszyli tematu wypowiedzi szefa klubu CDU/CSU w niemieckim Bundestagu Volker Kauder, który opowiedział się za sankcjami wobec Polski, "jeśli kraj ten będzie w dalszym ciągu lekceważył normy państwa prawa".

Polityk PO krytycznie odniósł się do zaproszenia niemieckiego ambasadora Rolfa Nikela do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Wcześniej odpowiedź zasugerował mu Grzegorz Kajdanowicz z TVN.

- Pytam o reakcję polskiego MSZ. Wzywanie ambasadora to trochę tak, jakby Donald Tusk, obywatel z polskim paszportem, dziś przewodniczący Rady Europejskiej coś powiedział o jakimś innym kraju i ktoś wzywał naszego ambasadora - powiedział dziennikarz.

Jackowi Rostowskiemu nie pozostał nic innego jak się zgodzić i stwierdzić, że zaproszenie jest "bez sensu". Pytany czy nie "bolą" go słowa Martina Schulza, Jacek Rostowski stanął po jego stronie.

- Sposób na to, żeby takich rzeczy od Niemców nie słyszeć, jest nie łamać własnej konstytucję (...) ja dochodzę do podobnego związku - powiedział polityk PO. Jak łamana jest w Polsce konstytucja? Według Rostowskiego ustawa o TK, która obowiązuje sędziów, jest niezgodna z konstytucja "ewidentnie" i "na pierwszy rzut oka".