Kto broni demokracji przed PiS? Prezenter stanu wojennego i znajomy Urbana

  

W pierwszym szeregu "demokratów" z KOD znalazł się Marek Barański - prezenter Dziennika Telewizyjnego w czasie stanu wojennego i współzałożyciel tygodnika "Nie". Barański został zauważony wśród osób manifestujących poparcie dla Trybunału Konstytucyjnego na zdjęciu zamieszczonym na pierwszej stronie przez „Trybunę”.


Marka Barańskiego zauważył wśród KOD-owców dziennikarz Jacek Łęski. Wrzucił on na Twittera fotografię z czołówki "Trybuny". 68-letni prezenter stoi tam w pierwszym szeregu, wśród niewiele młodszych od siebie bojowników. Nad nimi łopoczące w wietrze transparenty: "Konstytucja, Trybunał, Demokracja". Rzuca się w oczy tytuł zamieszczony na zdjęciu: „Razem, młodzi przyjaciele”.


Marek Barański (rocznik 1947) zaraz po studiach polonistycznych na Uniwersytecie Warszawskim trafił do Zakładu Kryminalistyki Komendy Głównej Milicji Obywatelskiej. W latach 1972-1982 był związany z Polskim Radiem, później z Telewizją Polską. Podczas stanu wojennego prezentował felietony popierające władze komunistyczne i krytykujące opozycję.

Po 1989 r. pracował w „Trybunie”, a w 1990 r. był współtwórcą i dziennikarzem należącego do Jerzego Urbana tygodnika Nie". Pełnił tam m.in. funkcję zastępcy redaktora naczelnego.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

Prezydent Duda spotkał się z mamą Emila Barchańskiego - najmłodszą ofiarą stanu wojennego

/ Twitter/@PL1918

  

Prezydent Andrzej Duda spotkał się z Krystyną Barchańską, matką niespełna 17-letniego Emila Barchańskiego, zamordowanego w 1982 roku, który był najmłodszą ofiarą stanu wojennego. W spotkaniu wziął udział także prezydencki minister Wojciech Kolarski.

Barchańska podarowała prezydentowi Dudzie i ministrowi Kolarskiemu książkę, która jest zapisem wywiadu z nią, pt. "Miałam syna Emila".

Emil Barchański, uczeń trzeciej klasy Liceum im. Reja w Warszawie, z kolegami z tajnej organizacji Konfederacja Młodzieży Polskiej "Piłsudczycy", 10 lutego 1982 r., czyli dwa miesiące od wprowadzenia stanu wojennego, gdy obowiązywały w Polsce najbardziej drakońskie prawa ograniczające wolność, w samym centrum Warszawy obrzucił pomnik Feliksa Dzierżyńskiego białą i czerwoną farbą, a także koktajlami Mołotowa.

Akcja się powiodła, w ręce służb wpadł tylko jeden z pięciu jej uczestników. Aresztowanie Emila nastąpiło niecały miesiąc później, gdy został ujęty w czasie drukowania ulotek. Po zatrzymaniu nastolatek był wielokrotnie okrutnie bity przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. 17 marca stanął przed sądem dla nieletnich, który jak na ówczesne czasy wydał dość łagodny wyrok – dwa lata więzienia w zawieszeniu i nadzór kuratora do uzyskania pełnoletniości. Młody konspirator wrócił do domu i do szkoły. 17 maja został wezwany do sądu w charakterze świadka w sprawie swego starszego szkolnego kolegi Tomasza Sokolewicza. W czasie śledztwa Barchański został zmuszony biciem do podpisania nieprawdziwych zeznań w sprawie Sokolewicza.

Wszystkie zeznania, które na nim biciem, straszeniem, torturami wymogli, on odwołał na sprawie sądowej i to uznane było za taki czyn bohaterski z jego strony, że miał tę odwagę cywilną

- opowiadała na spotkaniu z prezydentem Barchańska.

Chłopak na rozprawie sądowej, kiedy sędzia zapytał, czy może podać nazwiska funkcjonariuszy, którzy go brutalnie bili, odpowiedział: "Ci panowie, kiedy biją, nie przedstawiają się, ale jestem gotów w każdej chwili ich rozpoznać".

Wielkie dostał oklaski, brawo. Wyszedł tak dumny z tej sprawy. Do dziś dnia pamiętam, jaki był szczęśliwy (...) Gdyby nie miał tej sprawy 17 maja, na której ja byłam i dziennikarze zagraniczni, to by próbowali syna zeszmacić, żeby do końca życia była świadomość, że fałszywie oskarżył. Zobaczcie, co by z tym człowiekiem było

- mówiła Krystyna Barchańska.

Słowa Emila z rozprawy przeszły do historii. Cytowały je Radio Wolna Europa, Głos Ameryki, w relacjach z Warszawy podawali je zagraniczni korespondenci, drukowało wiele tytułów prasy podziemnej.

Akt odwagi młodego chłopca zapewne przyczynił się do jego śmierci. 3 czerwca 1982 r. poszedł nad Wisłę z kolegą, żeby się uczyć. W pewnej chwili zniknął i nikt więcej nie widział go żywego. Po kilku dniach jego ciało wyłowiono z rzeki. Sprawców nigdy nie znaleziono.


 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl