Cała sytuacja przypomina aferę z rządowym samolotem. "Fakt" ujawnił, że za jeżdżącą pociągami Ewą Kopacz lata również... rządowy samolot. Po fali oburzenia, jaka pojawiła się gdy ta informacja wyszła na jaw, premier postanowiła osobiście wyjaśnić całą sytuację i stwierdziła, że... nic nie wie na ten temat.
CZYTAJ WIĘCEJ: Za Kopacz lata samolot? „Nie do mnie pytanie”
Szybko jednak okazało się, że kłamstwo ma krótkie nogi. Choć Ewa Kopacz konsekwentnie zapewniała, że nic nie wiedziała o pustym samolocie, który za pieniądze podatników przyleciał po nią do Gdańska. Będąc we Władysławowie przyznała, że ma możliwość powrotu samolotem z Pomorza.
CZYTAJ WIĘCEJ: Ewa Kopacz kłamała: wiedziała o pustym samolocie! Mamy dowód - WIDEO
Tym razem nie chodzi jednak o samolot, a o rządowe limuzyny, które również jeżdżą za Ewą Kopacz. Okazuje się, że robiąc objazd po kraju w ramach akcji #KolejNaEwę do Wrocławia faktycznie przyjechała pociągiem, ale już do Wałbrzycha i Głogowa od torów wolała cztery kółka rządowych limuzyn.
Nie uszło to uwadze mieszkańców głogowa. Na profilu Życie Głogowa na Facebooku żałują oni, że Ewa Kopacz nie zdecydowała się jednak na podróż pociągiem, jak wcześniej deklarowała. Podkreślają, że może wtedy, zobaczyłaby jak naprawdę wygląda Polska powiatowa:
Premier Kopacz do Wrocławia przyjechała pociągiem ale do Wałbrzycha i Głogowa przywiozły ją limuzyny rządowe, które jechała z Warszawy. Po co ten cyrk z jazdą pociągiem jak auta i tak jadą z Warszawy. Szkoda, że pociągiem do Głogowa nie przyjechała zobaczyła by wtedy jak wygląda Polska powiatowa – czytamy na Facebooku.