- Jeżeli chodzi o to śledztwo, o treść tych rozmów, jestem za jak największą transparentnością i jawnością. Sama prokuratura powinna ujawnić materiały w jak największym zakresie, bo jest to w interesie publicznym. Natomiast z zasady niewskazane jest, gdy robią to osoby prywatne, które pozyskały akta w niewiadomy sposób i ujawniają je razem z danymi wrażliwymi, bez względu na to, kogo one dotyczą - mówi portalowi niezalezna.pl Bogdan Święczkowski. Z byłym szefem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego rozmawia Samuel Pereira.


W poniedziałek wieczorem doszło do wycieku akt śledztwa ws. afery taśmowej do Internetu. Jej treści publikowane były w mediach od kilku miesięcy, jednak bez publikowania np. danych wrażliwych. Jak Pan ocenia to zdarzenie?
Po to jest ochrona danych osobowych, aby pewne informacje, pewna wiedza, zwłaszcza dotycząca kwestii osobistych była niejawna. W tej sprawie ścierają się dwie bardzo istotne kwestie. Jawność postępowania, zwłaszcza dotycząca treści tak ważnych dla państwa i jej struktur to jedna. Treść rozmów pokazuje upadek przedstawicieli naszego państwa, z drugiej strony nie możemy zapominać o ochronie danych wrażliwych. Po trzecie kolejny raz dostajemy potwierdzenie, że państwo rzeczywiście działa "teoretycznie", tak spektakularnego ujawnienia akt postępowania dotąd nie było.

Zbigniew Stonoga, który stoi za wyciekiem mówi o wyborach parlamentarnych, podkreśla, że działa na rzecz dobra obywateli. Wierzy mu Pan?
Podchodzę krytycznie do tej osoby, szczególnie że pojawia się on w kontekście kilku postępowań karnych, w tym m. in. aferze gruntowej.

Czy można w tym przypadku mówić o korzyści dla dobra publicznego?
Z zasady należy podchodzić z wielką ostrożnością do przypadków ujawnienia jakichkolwiek dokumentów służbowych, państwowych przez osobę prywatną. Należy tu rozpatrzyć motywacje danej osoby w wywołaniu konkretnych skutków w działaniach opinii publicznej.