Pierwsze pytanie prowadzącej Beaty Tadli nawiązywało do niedzielnej sytuacji, kiedy ze studia wyszedł Marcin Mastalerek. Tadla chciała wiedzieć, czy również i Andrzej Duda nie opuści nagle programu. – Jestem tutaj – odpowiedział i zapewnił, że nie ma zamiaru przerywać programu.
Tadla jednak nadal drążyła temat i chciała dowiedzieć się, co o zachowaniu Mastalerka sądzi kandydat na prezydenta.
– Widocznie miał powody. Uznał, że nie ma innego wyjścia na problem, że państwo nie pokazujecie moich wystąpień. Wydawało mi się, że wszyscy kandydaci są traktowani równo. Tymczasem jeden kandydat – prezydent Komorowski – jest pokazywany sześciokrotnie na żywo, a inni nie – mówił Andrzej Duda.
Prowadząca program próbowała tłumaczyć, że pokazują Bronisława Komorowskiego nie jako kandydata Platformy Obywatelskiej, ale jako urzędującego prezydenta. – Wszyscy wiemy, jak jest – skwitował tłumaczenia Tadli.
– To jest niesprawiedliwe, że państwo nie traktujecie kandydatów na prezydenta równo. Chciałbym, aby kandydaci byli pokazywani w sposób równy. To uczciwe podejście i od Telewizji Publicznej, na którą wszyscy płacimy abonament, oczekiwałbym uczciwego pokazywania – kontynuował Duda.
W końcu Tadla stwierdziła – najwyraźniej zdając sobie sprawę, że rozmowa zmierza w niekorzystnym dla jej stacji kierunku – że może to taka taktyka kandydata PiS. Że jeśli nie wygra wyborów, będzie mógł tłumaczyć, iż to m.in. przez to, że nie pokazywano go w telewizji.
– Jestem przekonany, że te wybory wygram. Od samego początku walczę o zwycięstwo – odpowiedział jej Duda.
Kandydat na prezydenta Polski zapewnił również, że weźmie udział we wtorkowej debacie zorganizowanej przez TVP. W przeciwieństwie do Komorowskiego.
– Prezydent nie traktuje wyborców poważnie. Wiem, że wyborcy oczekują tej debaty i dlatego ja na tę debatę przyjdę. Jeśli nie wygram w pierwszej turze, to stawię się na debacie z Bronisławem Komorowskim – oświadczył.