Pogróżki wobec Małgorzaty Gosiewskiej przesyłane są za pośrednictwem poczty elektronicznej oraz we wpisach internetowych. Pojawiły się również anonimowe telefony. Wobec nasilenia i zaostrzenia gróźb śmiercią poseł złożyła we wtorek zawiadomienia do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Wola. W piątek poseł spotkała się z prokurator.
– Mam wrażenie, że pani prokurator bardzo poważnie podeszła do całej sprawy. Uznała, że groźby są poważne i wymagają poważnego potraktowania. Prokurator kilkakrotnie sugerowała, że powinnam zdecydować się na ochronę, ale ja oczywiście tego wariantu nie biorę pod uwagę – podkreśla w rozmowie z nami poseł Gosiewska. – Prokurator powiedziała też, żebym zwróciła się do komendanta policji o częstsze patrole w okolicach biur poselskich – co zrobiłam już wcześniej, bo bezpieczeństwo moich pracowników jest najważniejsze. Nie chcę, aby spotkało ich coś złego z tego powodu, że ja angażuję się bardzo mocno w działania na wschodzie – dodała parlamentarzystka.
Małgorzata Gosiewska zaznacza, że ważne jest też to, iż „pani prokurator była mocno zainteresowana pogróżkami kierowanymi do innych osób, do dziennikarzy”. – Potraktowała tę sprawę szerzej, nie tylko w kontekście gróźb śmierci, które zostały do mnie skierowane – mówi poseł. – Prokurator prosiła mnie również, żebym dostarczyła informacje o działalności tej grupy osób, która tego typu groźby kieruje, nie tylko wobec mnie, ale też tych, którzy się zajmują Ukrainą, którzy relacjonują to, co na wschodzie Ukrainy się dzieje – informuje parlamentarzystka Prawa i Sprawiedliwości.
Według Gosiewskiej, na groźby trzeba przyjrzeć się szerzej, jako całej kampanii prowadzonej przez pewne środowiska. – Jako kampanii prorosyjskiej i antyukraińskiej. Sprowadzanie mojej działalności, działalności dziennikarzy i innych komentatorów do hasła „banderowców” może rzeczywiście spowodować jakieś nieszczęście. Być może znajdzie się ktoś, kto będzie chciał bardziej aktywnie wyrazić swój stosunek do historii – tłumaczy.
Jak podkreśla, takie obawy ma nie tylko ona, podzieliła również prokuratura. – Musimy bowiem pamiętać o tym, co wydarzyło się w październiku 2010 roku w Łodzi, musimy mieć świadomość, że mogą znaleźć się ludzie, którzy będą chcieli te wszystkie groźby zrealizować. Ja w każdym razie te groźby traktuję poważnie, stąd moje zawiadomienia do prokuratury i wola ścigania oraz ukarania osób, które owe groźby pod moim adresem kierują – dodaje.
– Ludzie posuwający się do takich gróźb nie powinni czuć się w Polsce bezkarnie. Chciałabym żyć w kraju, w którym obowiązuje prawo, a tego typu działania spotykają się ze ściganiem i karą – podkreśla Małgorzata Gosiewska.