Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Marek Bober
05.08.2026 14:21

Lewicowi terroryści na celowniku

Sekretarz Marco Rubio zorganizował w połowie lipca w Departamencie Stanu konferencję „Spotkanie ministerialne poświęcone odrodzeniu przemocy politycznej”. Było to niezwykle ciekawe wydarzenie, gdyż skupiono się na przemocy politycznej ze strony skrajnej lewicy. Pojawili się reprezentanci 66 krajów z Europy, Azji i półkuli zachodniej. W skład delegacji w większości wchodzili ministrowie spraw zagranicznych lub spraw wewnętrznych.

Według informacji Departamentu Stanu radykalnie lewicowi ekstremiści odpowiadali aż za 63 proc. wszystkich odnotowanych w USA w 2025 r. ataków lub spisków wymierzonych we władze. Departament wskazał również, że radykalnie lewicowe i anarchistyczne grupy stosujące przemoc odpowiadały za większość ataków motywowanych politycznie na Zachodzie w latach ­1970–1980, a w ostatnich latach nasiliły ataki na infrastrukturę krytyczną zarówno w Europie, jak i w USA.

Marco Rubio przyznał, że Stany Zjednoczone i ich sojusznicy stoją w obliczu rosnącego zagrożenia o charakterze transnarodowym, które jest napędzane przez ekstremizm polityczny. Poinformował też, że administracja Donalda Trumpa zamierza uznać kolejne radykalnie lewicowe organizacje stosujące przemoc za zagraniczne grupy terrorystyczne i rozszerza strategię antyterrorystyczną – wykraczając poza walkę z ekstremizmem islamskim – aby objąć nią również, jak to określił, nową falę działających ponad granicami radykalnie lewicowych organizacji stosujących przemoc. 

Radykalna lewica rośnie w siłę

– W listopadzie ub.r. Departament Stanu uznał cztery radykalnie lewicowe grupy ekstremistyczne stosujące przemoc za zagraniczne organizacje terrorystyczne i wkrótce nastąpią kolejne takie decyzje – powiedział Rubio. 

Jego zdaniem przemoc polityczna ze strony skrajnej lewicy była przez lata pomijana przez media, środowiska akademickie i instytucje państwowe, mimo istnienia bezsprzecznych dowodów historycznych. 

– Radykalnie lewicowy terroryzm polityczny nie jest współczesną nowinką. To nie fikcja wymyślona przez konserwatywnych polityków – oświadczył Rubio. – Przez większą część czasów nowożytnych była to wręcz dominująca forma przemocy politycznej – dodał. 
Amerykański polityk zaznaczył, że współczesne sieci ekstremistyczne współpracują ponad granicami USA, wykorzystując szyfrowaną komunikację, kanały pozyskiwania funduszy oraz sieci szkoleniowe, co wymaga skoordynowanej reakcji na szczeblu międzynarodowym. 
– Dzięki wymianie informacji i danych wywiadowczych, skoordynowanej strategii organów ścigania, uderzaniu w finanse i zakłócaniu działalności tych grup będziemy krok po kroku rozbijać te sieci – wymieniał. – Czas, by mieszkańcy cywilizowanego świata stanęli w swojej obronie – apelował Rubio. 

Przemoc w USA i Europie

W swoim wystąpieniu Rubio wykazał związek między lewicową przemocą polityczną w USA i Europie, podkreślając ponadnarodowy charakter tego zagrożenia. Wskazał na niedawne przypadki przemocy przypisywanej lewicy w różnych częściach Europy: podpalenie domu konserwatywnej polityk w Grecji, w wyniku którego zginęła jej 72-letnia matka; atak na berlińską sieć energetyczną, do którego przyznała się grupa lewicowa; pobicie na śmierć prawicowego aktywisty we Francji, którego sprawcami byli zwolennicy skrajnej lewicy. 

Sekretarz zestawił te wydarzenia z niedawnymi aktami przemocy politycznej w USA, w tym z: próbami zamachu na Donalda Trumpa, udanym atakiem na konserwatywnego aktywistę politycznego Charliego Kirka, strzelaniną w szkole katolickiej w Minnea­polis oraz głośnym przypadkiem zastrzelenia w Nowym Jorku Briana Thompsona, dyrektora generalnego firmy UnitedHealthcare. 

– Sama myśl, że terroryzm skrajnej lewicy może stanowić poważne zagrożenie, traktowana jest jak wytwór prawicowej fantazji albo – co gorsza – jak niebezpieczny faszystowski spisek – stwierdził. 

Przy okazji sekretarz stanu skrytykował odmowę władz miejskich ścigania sprawców przemocy i aktów wandalizmu podczas ogólnokrajowych protestów przeciwko rzekomej brutalności policji w 2020 r. Przypomnijmy, że wtedy wybuchły protesty po śmierci George’a Floyda, czarnoskórego mężczyzny, który zmarł w trakcie interwencji policyjnej. 

– Podczas gdy przestępcy i ekstremiści podpalali i plądrowali wielkie amerykańskie miasta, niemal rzucając kraj na kolana, władze miejskie w całym kraju po prostu odmawiały ścigania osób dopuszczających się tych aktów przemocy i terroru – grzmiał Rubio.

Musimy wytrwać

Niedawno „Washington Post” podawał na swoich łamach, że administracja federalna dąży do uruchomienia zdecydowanych i potężnych narzędzi antyterrorystycznych przeciwko amerykańskim aktywistom uznawanym za lewicowych ekstremistów. 

W październiku ub.r. Trump zapowiedział rozszerzenie działań wymierzonych w Antifę – zdecentralizowany ruch polityczny skrajnej lewicy. Decyzja zapadła po tym, jak Trump uznał Antifę za krajową organizację terrorystyczną i wydał rozporządzenie wykonawcze NSPM-7.

Dokument ten nadał Departamentowi Sprawiedliwości, Departamentowi Skarbu, urzędowi skarbowemu (IRS) oraz FBI szersze uprawnienia do badania powiązań organizacji non profit i podmiotów zwolnionych z podatku z aktami terroru. 

Inicjatorem rozporządzenia był Stephen Miller, zastępca szefa personelu Białego Domu ds. polityki oraz doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa wewnętrznego. Miller przemawiał na konferencji, wzywając uczestników do „całkowitej nieustępliwości w dążeniu do wymierzenia sprawiedliwości tym wrogom cywilizacji”. 

Podczas szczytu Rubio wezwał do „międzynarodowej reakcji” na problem. Konferencja stanowiła rozszerzenie przyjętego przez prezydenta Trumpa podejścia, w którym lewicowa przemoc polityczna traktowana jest jako priorytetowe zagrożenie terrorystyczne dla USA. Trudno więc, by amerykański przywódca cieszył się sympatią lewicy nie tylko w jego kraju, lecz także na świecie. 

Martwa strefa 

Mówiąc o odrodzeniu przemocy politycznej, Rubio zwracał przede wszystkim uwagę na tzw. martwą strefę w zachodniej polityce antyterrorystycznej, czyli odmowę traktowania przemocy politycznej skrajnej lewicy z taką samą powagą, jak aktów przemocy wynikających z innych ideologii. 

„Rubio jasno wyjaśnił istotę tych podwójnych standardów. Gdy neonazista podkłada bombę, niemal wszyscy uznają to za akt terroryzmu motywowany nienawiścią. Jednak gdy czynu tego dopuszcza się marksistowski rewolucjonista, często znajduje to usprawiedliwienie jako radykalne działanie podjęte w imię szlachetnej sprawy” – analizowała Samantha Koch na The Patriot Post (Patriotpost.us). 

Choć sama przemoc może się spotykać z publicznym potępieniem – często bardziej na pokaz niż z powodu szczerego oburzenia – to stojąca za nią ideologia pozostaje chroniona. Takie podejście pozwoliło radykalnym ruchom na organizację i eskalację działań, podczas gdy osoby ostrzegające przed nimi są zbywane jako paranoicy. 

Jak ujął to Rubio, nawet sama myśl, że terroryzm skrajnej lewicy może stanowić poważne zagrożenie, jest często traktowana jako „prawicowa mrzonka”. Wysiłkom Białego Domu należy jedynie życzyć powodzenia.

 

NAJNOWSZE