Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Krzysztof Wołodźko
19.07.2026 13:15

Bezzębna ustawa służy lobbystom

Ustawa o najmie krótkoterminowym miała być dowodem na to, że rząd troszczy się o swoich wyborców z niższej klasy średniej. Skończyło się kolejnym wizerunkowym kryzysem i znacznym rozczarowaniem liberalno-lewicowego elektoratu, który liczył, że nowe prawo ukróci patologie związane z patohotelarstwem. Jak to w przypadku ekipy Donalda Tuska: miało być pięknie, a wyszło gorzej niż źle. Okazuje się przy tym, że to Niemcy piszą polskie prawo.

Część komentariatu być może jest zdziwiona, że awantura o ustawę dotyczącą najmu krótkoterminowego wzbudziła takie emocje opinii publicznej. Warto zatem pokrótce naświetlić sytuację. Dziki najem krótkoterminowy powodował, że nie tylko w największych miastach, ale praktycznie w każdej atrakcyjnej turystycznie miejscowości w Polsce niemal całe kamienice, apartamentowce i bloki zamieniły się w lokale na wynajem. A zabawowi turyści, niestroniący od alkoholu, używek, głośnych przygód miłosnych i jeszcze głośniejszych awantur, zamienili niejedno takie miejsce w piekiełko na ziemi. 
Jeśli wracasz po pracy do mieszkania, za które płacisz bankowi słony kredyt, jesteś schorowanym seniorem albo w łóżeczku kwili ci małe dziecko, to ostatnie, o czym marzysz, to głośna impreza za ścianą, nielegalny dom schadzek w tej samej klatce albo odgłosy rzygania napojonych po kokardę polską wódką cudzoziemców, którzy nie przyjechali do Krakowa śladami Stanisława Wyspiańskiego czy Józefa Mehoffera. 

Najem krótkoterminowy stał się już w Polsce prawdziwą plagą. I nawet zwolennicy wolności gospodarczej, gdy na własnej skórze poczuli nadmiar jej dobrodziejstw, zaczęli domagać się porządnych regulacji i restrykcji, czyli nowelizacji ustawy o najmie krótkoterminowym.

Polacy mają dość „patohotelarki”

Rząd Donalda Tuska od pewnego czasu chwalił się, że wreszcie zajmie się sprawą. Oczekiwania społeczne były naprawdę duże, podobnie jak szumne zapowiedzi. W tym tygodniu okazało się, że góra urodziła mysz. Czy może lepiej – pod wpływem niemieckich lobbystów rząd rozmontował własny projekt. Podkreślmy, że pracowało nad nim Ministerstwo Sportu i Turystyki, kierowane przez Jakuba Rutnickiego (KO), a głównym koordynatorem prac był wiceminister Ireneusz Raś (KO). 

Ustawa w przyjętym kształcie zakłada, że każdy wynajmujący będzie musiał zarejestrować swoją działalność. Obiekty będą musiały posiadać regulamin określający zasady pobytu i bezpieczeństwa gości oraz udostępnić kontakt do właściciela lub administratora. Nowe prawo przewiduje również kary za brak rejestracji obiektu lub nielegalne świadczenie usług noclegowych. A mieszkańcy i wspólnoty mieszkaniowe będą mogli wnioskować o przeprowadzenie kontroli. Tyle że zdaniem krytyków to zdecydowanie za mało.

Na razie przepadł – znacznie bardziej restrykcyjny dla „patohotelarki” – projekt Polski 2050, firmowany przez Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz. Minister funduszy i polityki regionalnej nie kryje złości. Na X napisała: „Zero praw dla samorządów w ustanawianiu stref wolnych od Airbnb. Zero praw mieszkańców w decydowaniu o tym, czy mają, czy nie mają burdelu/hotelu za ścianą. Taki projekt ustawy wyszedł dziś z Rady Ministrów. Zgłosiłam wobec tego projektu formalne zdanie odrębne. Jako jedyna”. Następnie wyjaśniła w rozmowie z mediami: „Projekt ustawy, który dzisiaj wyszedł z Rady Ministrów, daje zero praw samorządom w zakresie wyznaczania stref wolnych od Airbnb. Daje też zero możliwości mieszkańcom, żeby decydowali o tym, czy będą mieli za ścianą »patohotel«, który często się przekształca w jeszcze gorszą instytucję”. 

Reakcja Pełczyńskiej-Nałęcz mocno rozgniewała wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza, który uznał ją za element politycznego sporu w koalicji i zamach na wolność przedsiębiorców. Krytyka ze strony kłopotliwej koalicjantki wyraźnie nie spodobała się także Ireneuszowi Rasiowi, który – dość obłudnie – zapewniał, że na restrykcje przyjdzie jeszcze czas, skoro w grze wciąż jest ustawa Polski 2050.

Niższa klasa średnia liczyła na KO

Wiele wskazuje jednak na to, że nie chodzi jedynie o polityczną grę w coraz bardziej dysfunkcyjnej koalicji. Choć liberalne media starają się tonować dyskusję wokół ustawy o najmie krótkoterminowym, wyborcy rządzącej koalicji są naprawdę wkurzeni. I nie tylko oni – ale politycznie to ich złość, frustracja i gniew mogą najbardziej zaszkodzić notowaniom rządzącej koalicji. PSL oczywiście nie musi się o to martwić – już sondażowo szoruje nosem po dnie. Także Polska 2050 niewiele ma do stracenia. To jednak mniej istotne: niezadowolenie części elektoratu trzynastogrudniowej koalicji skupi się właśnie na rządzie. 

Tajemnicą poliszynela jest, że istotna część elektoratu niemiłościwie nam panujących to niższa klasa średnia. Nazywamy ich Jagodnem, ale rzecz nie dotyczy tylko mieszkańców metropolii. Oni mocno uwierzyli, że liberałowie i lewica zrobią dla nich to, co Prawo i Sprawiedliwość w czasie swoich rządów zrobiło dla klasy ludowej. Niechęć do Zjednoczonej Prawicy wśród okolicznościowego elektoratu wzięła się stąd, że nawet beneficjenci pięćsetplusowej polityki, wywodzący się spośród klasy średniej na kredyt, uznali po pandemii, że Tusk uśmiecha się ładniej, obiecuje fajniej, no i oczywiście „zeuropeizuje” prawo w wielu kwestiach obyczajowych. I co dostali od trzynastogrudniowej koalicji po kilku latach? Właściwie nic. 

Lewaccy wyborcy pierwsi dostali po łapach: w kwestiach imigrantów, wschodniej granicy itd. rząd zaczął mówić PiS-em. A w kwestiach finansowych? Do dziś nie podniósł kwoty wolnej od podatków. Ochrona zdrowia? Afera szpitalna podgryza notowania obozu władzy. I wciąż dochodzą nowe wątki. Ustawa o najmie krótkoterminowym miała być konkretem. I światełkiem w tunelu dla wątpiących, że rząd spełnia swoje obietnice wobec aspirującej klasy średniej na kredyt. A tutaj – guzik! Młode małżeństwo z mieszkaniem na hipotekę wciąż będzie musiało sąsiadować z patusami, którzy korzystają za ścianą z uroków „patohotelarki”.  

Niemcy piszą polskie prawo?

Coś jeszcze wkurza liberalno-lewicowy komentariat. Najbardziej restrykcyjne zapisy z rządowej ustawy „wyjęto” w ostatniej chwili. Niezależna.pl zwróciła uwagę, że Polskie Stowarzyszenie Wynajmu Krótkoterminowego (PSWK), które sprzeciwiało się tzw. strefom wolnym od najmu krótkoterminowego, pochwaliło się, że „zgodnie z zapowiedziami” z projektu ustawy usunięto przepisy regulujące m.in. takie miejsca. PSWK cieszy się, że „presja ma sens”. Rządowi politycy zaczęli gorączkowo zaprzeczać temu, że realizują interesy lobbystów, ale to tylko rozjuszyło opinię publiczną. Tym bardziej że pojawiły się kolejne tropy. 

Jak zwykle dobrze poinformowana „Codzienna” podała w czwartek, że zamiast realnej ochrony praw lokatorów i wolnej ręki dla samorządów do wprowadzenia stref wolnych od „patohoteli”, rząd przyjął projekt pod dyktando berlińskiego oddziału Airbnb. Z tekstu Tomasza Grodeckiego wynika, że w trakcie konsultacji gabinet premiera Tuska zignorował głosy Ministerstwa Funduszy i Urzędu Ochrony Osobowych, chętnie za to posłuchał oficjalnego oddziału globalnej platformy Airbnb, czyli Germany GmbH z siedzibą w Berlinie: „Niemiecki gigant chciał m.in. usunięcia przepisów zezwalających radom gmin na tworzenie »wolnych stref«, w których działalność »innych obiektów hotelarskich« mogłaby być zabroniona”.
Można się zdumieć, gdy spojrzeć na to, co wyprawia z własnym elektoratem Koalicja Obywatelska. Wkrótce się okaże, czy mamy do czynienia z wyborcami, którzy dadzą sobie pluć wyżej niż na nogawki i dalej będą twierdzić, że to miła mżawka. Po irytacji lewo-liberalnego komentariatu już widać, że rząd Tuska niebezpiecznie igra z ogniem. Ale czego się nie robi dla swoich polityczno-biznesowych partnerów z kraju i zza granicy?

 

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE