Wyspa kontrastów
Jacht należy do Marijke Elizabeth Mars, dziedziczki imperium Mars Inc. – firmy produkującej słodycze. Jak wielu miliarderów, uwielbia ona pływać wokół wysp Morza Jońskiego, ciesząc się krystalicznie czystymi wodami archipelagu i umiarkowanym, czerwcowym słońcem, bo upał nie daje się jeszcze we znaki, a temperatura nie dochodzi nawet do 30 stopni Celsjusza.
Po kilku dniach jacht dobija do plaży na południowym zachodzie wyspy, niedaleko Agios Georgios. Tam rozpościera się dziewiczy zakątek natury otoczony wielkimi wydmami i jeziorem z drugiej strony. Jednak sama miejscowość przypomina obraz z apokalipsy. W turystycznym centrum straszą opuszczone, częściowo zniszczone albo zarośnięte trawą budynki dawnych restauracji, rodzinnych pensjonatów czy biur podróży. Jak tawerna Napoleon, która działała nieprzerwanie od 40 lat, a padła na dobre po pandemii. Mimo genialnej lokalizacji, z tarasem wychodzącym na morze, nie wytrzymała praw rynku, a na jej podjeździe stoi stary zardzewiały samochód z przebitymi oponami.
Podobnie wygląda sytuacja biura podróży Stork Tours. Kiedyś sprzedawali wycieczki, bilety lotnicze, miejsca w hotelach. Jednak sposoby podróżowania się zmieniły. Młodzi nie korzystają już z pośredników, lecz rezerwują sobie pokoje sami, przez aplikacje internetowe. Małe lokalne biura straciły nawet 90 proc. klientów i dziś oferują wyłącznie rejsy na mniejsze wyspy lub zamieniły się w wypożyczalnie samochodów.
– Wiele się zmienia na gorsze – tłumaczy Spiros, którego rodzinny interes akurat ma się dobrze. Oferuje tradycyjną, grecką kuchnię, wychodzi do klientów, a w soboty tańczy sam przy ludowej muzyce. – Covid nas wykończył – przyznaje i dodaje, że przez dwa lata nikt tu praktycznie nie przyjeżdżał. A młodzi nie chcą pracować. Im wystarczy telefon, w który wpatrują się z pochyloną głową, i kawa – stwierdza. W całym mieście nie widziałem ani jednej tabliczki z realizowanym projektem unijnym. Małe rodzinne biznesy wypięły się na Unię. Nie mają do niej zaufania, bowiem o przyznaniu pieniędzy często decydowały względy korupcyjne. Nie mają wolnych środków na wkład własny, a paradoksem jest to, że łatwiej otrzymać środki na wielki ośrodek z panelami słonecznymi na dachu niż na rozwój rodzinnego biznesu.
Zacofane Południe
Miejscowi zbierają się wokół jedynego w mieście kościółka i supermarketu dla turystów. Tu ceny są wysokie. Dlatego lokalni mieszkańcy na większe zakupy wybierają się do oddalonego o 15 km Lidla. Przy drodze do miasteczka stoi kilkudziesięciometrowy ciąg kontenerów na śmieci. W ciągu tygodnia ląduje tam cała góra rozmaitych odpadów, rzuconych byle jak. Oczywiście nikt tu śmieci nie segreguje. Nie ma żadnych systemów kaucyjnych. Śmieci leżą i cuchną. Problemem jest też erozja nadbrzeża. Cała okolica Korission jest akurat objęta monitoringiem unijnym. Powodem są bardzo nietrwałe klify, głównie z piaskowca i glinki. Glinkę uwielbiają turyści, traktując ją jak darmowe spa i smarując ciała błotem, bogatym w składniki mineralne. Jednak woda podmywa nadbrzeże, które spada i powiększa plażę. Niektóre restauracje i domy wyglądają tak, jakby miały za chwilę runąć. I, szczerze mówiąc, wątpię, aby dotrwały do kolejnego sezonu.
Historie lokalnych biznesów są bardzo podobne. Na początku XXI wieku Grecy inwestowali na potęgę w turystykę, której rozwoju, wydawało się, nic już nie zatrzyma. Rozbudowywali swoje pensjonaty i restauracje, często zadłużając się całymi rodzinami. Potem przyszedł kryzys finansowy, ludzie przestali spłacać swoje zobowiązania. Covid dobił branżę turystyczną. Wszyscy chcą płatności tylko gotówką, co może świadczyć o tym, że do dziś grzęzną w długach. Grecja przeszła przecież przez najgłębszy i najdłuższy kryzys finansowy wśród krajów UE.
Początkowo łatwy dostęp do kapitału poprzez strefę euro wydawał się korzystny. Gdy Grecy przyjęli euro w 2001 r., koszt pozyskania kapitału był na niskim poziomie, porównywalnym do niemieckich obligacji. Jednak państwo miało nazbyt rozbudowane zaplecze socjalne, a jego słabość obnażył kryzys finansowy z lat 2008/2009. Deficyt budżetowy okazał się kilkunasto-, a nie kilkuprocentowy. Rynki finansowe utraciły zaufanie do wypłacalności państwa. Brak suwerenności finansowej postawił Ateny w pułapce. Dewaluacja waluty była niemożliwa. Pozostało ubieganie się o finansową kroplówkę. I wtedy pojawili się Niemcy. Zezwolili oni na dokapitalizowanie sektora bankowego o blisko 40 mld euro, rezerwując sobie jednak duże korzyści.
W latach 2008–2013 Grecy doświadczyli jednego z największych kryzysów nowożytnej historii. Gospodarka skurczyła się o ponad jedną czwartą. W apogeum zapaści wskaźnik długu publicznego do PKB zbliżył się do 180 proc. Rentowność obligacji znalazła się na poziomie śmieciowym. Bezrobocie przekroczyło aż 28 proc., a co trzeci obywatel był na krawędzi ubóstwa. Ludzie tracili ubezpieczenie zdrowotne i mnożyły się publiczne protesty.
Nieufność wobec Unii
Grecy zorientowali, że cały program pomocowy forsowany przez Brukselę jest w zasadzie dofinansowaniem ucieczki obcego kapitału. Mimo że Niemcy, Francja i Holandia obiecały, że będą trzymały greckie obligacje, natychmiast po podpisaniu porozumienia pozbyły się tych papierów wartościowych na rynku. Koszty zostały więc przerzucone na greckich podatników. W zasadzie politykę finansową narzucał Atenom Berlin. Według raportów Instytutu Badań Gospodarczych w Halle (IWH) niemiecki sektor publiczny zaoszczędził ponad 100 mld euro obsługi własnego zadłużenia na programach pomocowych dla Grecji. Ponadto pod niemieckim szantażem Grecja musiała powołać fundusz prywatyzacyjny i upłynnić majątek narodowy o wartości 50 mld euro. W ten sposób niemiecki państwowy koncern Fraport, obsługujący lotnisko we Frankfurcie, stał się na 40 lat właścicielem 14 najbardziej dochodowych portów lotniczych w Grecji (m.in. Saloniki, Rodos, Korfu, Santorini, Mykonos) za symboliczną kwotę 1,2 mld euro. W ten sposób zyski z obsługi gigantycznego ruchu turystycznego w Grecji trafiają wprost na konto landu Hesji, będącej udziałowcem Fraportu. Z kolei grecki operator telefonii komórkowej OTE stał się własnością Deutsche Telekom.
Kryzys najboleśniej odczuli mali i średni przedsiębiorcy. MŚP w Grecji odpowiadają aż za 62,8 proc. PKB. Ponad połowa firm ma problemy z płynnością, większość nie ma żadnych rezerw finansowych. W 2024 r., według badania GSEVEE, 46 proc. z nich zanotowało spadek obrotów w skali roku. Pandemia okazała się gwoździem do trumny branży turystycznej. W krytycznym 2020 r. zanotowano spadek ruchu turystycznego o blisko 80 proc. Teraz sytuacja powoli wraca do normy, ale młodzi, ambitni ludzie masowo wyjeżdżają z kraju. Giannis, miejscowy, któremu dobrze się wiedzie jak na lokalne warunki, szuka odpowiedzi. – Międzynarodowe instytucje starają się wykorzystywać słabsze kraje takie jak Grecja. A za Unią stoją Niemcy, które chyba, dla dobra innych, trzeba regularnie bombardować co jakiś czas – żartuje Giannis, parafrazując słynne słowa Winstona Churchila.