To normalne, że branża broni swoich interesów, ale odbiega od normy to, gdy powielanie jej argumentów przedstawia się jako rację stanu. A stawką jest suwerenność gospodarcza – czy o własnym przemyśle, energetyce i sieciach decydujemy sami, czy pod dyktando obcej stolicy. Bo to nie handel między równymi – w 2025 roku Polska kupiła od Chin towary za blisko 58 mld euro, a sprzedała tam za 3 mld. Kupujemy od Chin osiemnaście razy więcej, niż im sprzedajemy. Raport Asian Forum wygląda na chłodną ekspertyzę – wykresy, przypisy, dane z urzędów. Jest jednak głosem lobby, który rozmiękcza czujność wobec mocarstwa używającego gospodarki jak broni.
Trzy sposoby na Chiny
Raport dzieli Europę na trzy obozy według tego, jak układają sobie relacje z Chinami. Pierwszy to współpraca: Węgry, Hiszpania i Grecja układają się z Pekinem i dostają za to w zamian możliwość dokonywania inwestycji. Sztandarowy przykład to warta 7,34 mld euro fabryka baterii CATL pod Debreczynem; autorzy dokumentu podają ją jako sukces, choć produkcja miała ruszyć w 2025 r., a do dziś pozostaje nietknięta. Drugi to balansowanie: Niemcy, Francja i Szwecja robią interesy z Chinami, ale trzymają polityczny dystans i potrafią uderzyć; to Francja przepchnęła unijne cła na chińskie auta. Trzeci to rywalizacja. Litwa, Holandia, Polska według raportu zostają z niczym, bo mają deficyt taki sam jak reszta, a inwestycji nie dokonują.
Tu zaczyna się problem
Wniosek raportu dla Polski jest prosty: wyjdź z trzeciej grupy, porzuć rywalizację i otwórz się na chiński kapitał. Raport sprzedaje to jako efekt chłodnej analizy, choć analizę ustawiono pod ten wniosek. Sukces zdefiniowano wąsko, jako dużo handlu i chińskich fabryk; bezpieczeństwo narodowe nie jest tu pełnoprawną pozycją w rachunku. Politykę Polski raport zbywa jako „reaktywną”, a trzymanie strony Waszyngtonu kwituje jako „de facto lojalność wobec atlantyckiego sojusznika” – tak jakby sojusz z USA był upokarzającym potakiwaniem, a nie świadomym wyborem państwa, które wie, kto gwarantuje jego bezpieczeństwo.
Najmocniejsze świadectwo przeciw tezie raportu kryje się w nim samym – w faktach, które przytacza, choć podważają jego tezę. Każdy pokazuje, jak głęboko Chiny już weszły w europejską gospodarkę. Przejęły holenderską Nexperię, producenta półprzewodników, który de facto trafił w ręce chińskiego państwa. Wstrzymały eksport grafitu do Szwecji jako narzędzie nacisku, a firma Northvolt potem zbankrutowała. Chiński masowiec „Yi Peng 3” był podejrzewany o zerwanie kabli na Bałtyku, po czym Litwa wydaliła chińskich dyplomatów. W Polsce ABW zatrzymała obywatela Chin pod zarzutem szpiegostwa. Chiny wielokrotnie nakładały też embargo na polską żywność, zdejmując je, gdy chciały coś ugrać politycznie.
To nie odosobnione incydenty, lecz obraz mocarstwa, które wrosło w europejską gospodarkę na tyle głęboko, że może nią szarpać jak dźwignią – wstrzymać surowiec, zamknąć rynek, przeciąć kabel. Raport te dowody skrzętnie zbiera, a potem wyprowadza z nich wniosek nie do obrony: skoro Chiny są już tak obecne i tak potrafią naciskać, otwórzmy się na nie jeszcze szerzej. To jak opisać, ile razy ktoś nas okradł, i zakończyć radą, żeby dać mu klucze do domu. Co więcej, raport uznaje chińskie przejęcia za rzecz przesądzoną. W przypadku Nexperii zaznacza, że holenderska ustawa nie działa wstecz, więc transakcji nie da się cofnąć. Tyle że jesienią 2025 r. Holandia sięgnęła po nadzwyczajne prawo i odebrała Chinom kontrolę nad spółką, powołując się na bezpieczeństwo, czyli poszła dokładnie w stronę, którą raport odradza Polsce.
Najgroźniejsza jest jednak inna rekomendacja, bo dotyczy nie pojedynczej firmy, którą w razie czego można odzyskać, lecz całych arterii handlu. Raport zaleca, by Polska „przyciągała chińskie inwestycje logistyczne i spedycyjne”, czyli oddała chińskiemu kapitałowi kontrolę nad terminalami i hubami, przez które płyną towary całego regionu. Kto je kontroluje, ten w razie kryzysu może je odciąć i wie, co płynie, w tym zaopatrzenie wojskowe. A mówimy o mocarstwie, które, jak przyznaje sam raport, staje po stronie Rosji w wojnie z Ukrainą i bywa wprost nazwane „bezpośrednim aliantem Rosji”; nową arktyczną trasę do Gdańska raport wiąże ze współpracą rosyjsko-chińską. Otwarcie na chiński kapitał w logistyce jest więc w praktyce otwarciem na Rosję. Tej sprzeczności raport nigdzie nie wyjaśnia. A kto zyska, gdy oddamy te arterie? Na pewno nie Polska.
Pułapka win-win
Wszystkie opisane w raporcie państwa, zarówno uległe, jak i twarde, mają z Chinami ujemny bilans handlowy. Raport czyta to jako zachętę: skoro deficyt masz tak czy inaczej, przynajmniej zgarniaj inwestycje. Ale wniosek jest dokładnie odwrotny. Skoro deficytu nie likwiduje żadna strategia, to nie bierze się on z postawy Europy, lecz z samej konstrukcji: Chiny chcą sprzedawać, nie kupować, i pilnują tej nierównowagi cłami i embargami, a uległość nie chroni, bo Hiszpania mimo przyjaźni dostała cła na wieprzowinę, Francja na koniak. Chińskiemu hasłu „win-win”, że na współpracy zyskują obie strony, dane z raportu wprost przeczą. Zanim więc napisze się raport namawiający do skorzystania z chińskiej oferty, warto sprawdzić, czy ta oferta w ogóle jest uczciwa.
A same liczby podane w raporcie? Też nie wytrzymują próby. Tabela inwestycji w Hiszpanii wzmiankuje o „8.254 mld euro” – z angielską kropką zamiast przecinka, więc czytelnik łatwo odczyta miliardy jako biliony. Francuska farma wiatrowa ma „łączną moc 500 GW” zamiast 500 MW, to zaś pomyłka o trzy rzędy wielkości. Wszystko to ślady pośpiechu i braku korekty. A skoro dokument pisano w takim tempie, nasuwa się pytanie: czy to analiza, z której wyszedł wniosek, czy gotowy wniosek, pod który naprędce dorobiono analizę?
Raport ma jedno trafne spostrzeżenie: sama rywalizacja nie zmniejsza deficytu. Według Eurostatu największy deficyt z Chinami w całej Unii miała w 2024 r. Holandia, państwo trzymające Pekin na dystans. Ale raport wyciąga z tego fałszywy wniosek: skoro twardość nie pomaga, rzućmy się Chinom w ramiona. To fałszywa alternatywa. Nie chodzi o to, jak ugłaskać Pekin, lecz o to, jak wykorzystać to, że świat od Pekinu ucieka; według firmy doradczej Bain w 2024 r. już blisko 70 proc. ankietowanych wielkich koncernów przenosiło część produkcji z Chin, a Polska jest dziś w europejskiej czołówce kierunków, do których ten kapitał płynie. Ograniczanie napływu chińskiego kapitału nie jest więc obciążeniem, lecz atutem: czyni z Polski bezpieczną alternatywę dla inwestorów uciekających przed chińskim ryzykiem. I właśnie dlatego raport jest groźny. Namawia, byśmy otworzyli się na chiński kapitał akurat wtedy, gdy cały Zachód się od niego odwraca, a więc zaprzepaścili podwójną szansę – by stać się dla uciekających z Chin inwestorów bezpieczną przystanią i by umocnić własną pozycję jako wiarygodnego sojusznika Zachodu.