Donald Tusk skradł pomysł z wykorzystaniem Rafała Brzoski. TVP kłóciła się z TVN-em o zorganizowanie debaty w Końskich, która okazała się największą porażką kampanii. Sam kandydat na spotkaniach bełkotał i był mało konkretny. „Najgorsze były te jego przerywniki, kiedy powtarzał: i o to chodzi! Ale na koniec nikt nie pamiętał, o co chodzi. Ludzie nie mieli pojęcia, co miał na myśli i z jakim programem idzie po władzę” – cytuje jednego ze sztabowców „Wyborcza”. Nie byłoby w tym tekście nic ciekawego, gdyby nie aura, jaką zrobiono wokół porażki Rafała Trzaskowskiego. Zachwyty salonu dziennikarskiego były wtedy powszechne, a nikt nie dostrzegał żadnej wady. W przeciwieństwie do milionów Polaków, ale oficjalna wersja w mediach liberalnych brzmi: Trzaskowski przegrał, bo znał za dużo języków albo wręcz dlatego, że ktoś – kamraci i PiS – sfałszował wybory. Prawda okazała się brutalna. Rządzący przegrali, bo sztab był słaby, a kandydat narcystyczny. Fatalna mieszanka
Brutalna prawda o Trzaskowskim
„Gazeta Wyborcza” uczciła rok od wyborów prezydenckich materiałem rozliczającym kampanię wyborczą prezydenta Warszawy. Okazało się, że sztab wyborczy Rafała Trzaskowskiego nie funkcjonował na żadnym poziomie, a jego szefowa nawet nie odbierała telefonów.