"Anatomia upadku, część 2" - film Anity Gargas. Tylko z "Gazetą Polską"

  

– Łączność z tupolewem zerwała się, gdy samolot podchodził do lądowania. Powiedział mi o tym płk Nikołaj Krasnokucki, kontroler lotów z wieży kontroli na lotnisku Siewiernyj, który wychodził parę razy z wieży, by konsultować ze mną lot – mówi w filmie „Anatomia upadku – część 2” Siergiej Antufjew, który 10 kwietnia 2010 r. pełnił funkcję gubernatora obwodu smoleńskiego.

Antufjew, wieloletni znajomy Władimira Putina, po odejściu z funkcji gubernatora został szefem Rosyjskiego Ośrodka Nauki i Kultury przy ambasadzie Rosji w Warszawie. Zgodził się udzielić Anicie Gargas i Rafałowi Dzięciołowskiemu, autorom filmu, wywiadu po wielu miesiącach ich starań. Oto fragmenty tej rozmowy.
 

10 kwietnia 2010 r. jako gubernator oczekiwał Pan na lotnisku na przylot polskiej delegacji. Kto był w grupie oczekujących?
Pełnomocny przedstawiciel prezydenta Georgij Połtawczenko i członkowie administracji obwodu smoleńskiego. Pełnomocny przedstawiciel Połtawczenko wyjechał o szóstej rano z Moskwy i dzwonił do mnie, pytając, jaka pogoda. Odparłem: „Dobra”. Umówiliśmy się, że spotkamy się w Smoleńsku na przelotówce Moskwa–Mińsk i razem pojedziemy na lotnisko. Gdy dotarł, zaczynała się pojawiać mgła. Ale w międzyczasie zadzwonili do mnie i powiadomili, że wylądował Jak-40. Na lotnisku był już ambasador Polski Jerzy Bahr i inni polscy przedstawiciele. Staliśmy koło namiotu, w którym przygotowaliśmy kawę, herbatę. Mgła była coraz większa, jak mleko, dawno takiej nie widziałem.
Podszedł kierownik lotów i mi zameldował. Jestem gubernatorem, więc mi zameldował. Ten kierownik lotów siedem lat służył na wojskowym lotnisku. Powiedział: „Ja bym nie ryzykował, tylko lądował na lotnisku zapasowym”. Ale pilot samolotu z prezydentem na pokładzie sam podejmuje decyzję. Pogoda psuła się, więc ja ciągle mówiłem: „Nikołajewicz, jak tam, co”. On podchodził do mnie i odchodziliśmy na bok, meldował mi nie przy wszystkich.

Jak się nazywa ten kierownik lotów?
Nikołaj Krasnokucki. On ciągle kursował między centralą, gdzie siedział dyspozytor, a naszym sztabem, gdzie stali oczekujący przedstawiciele władzy.

Ile razy ten dyspozytor wychodził do was?
Cztery razy. Minimum cztery razy.

Cztery razy? W ciągu dwudziestu minut, tak?
W ciągu pół godziny. A potem dyspozytor mówi: łączność się zerwała, kiedy samolot podchodził do lądowania.

To dyspozytor podszedł do was i powiedział o tym?
Ale to nie dyspozytor chodził, tylko kontroler lotu. Powiedział mi: „Łączności nie ma”.

Ale kiedy to było?
Kiedy on już lądował.

I co było potem?
Usłyszeliśmy dźwięk przypominający szum drzew i potężny dźwięk silników. I wszystko ucichło. A potem pożarne syreny. Powiedziałem: „Coś się stało”. Pojechaliśmy prosto w dół pasa startu i lądowań, dalej samochody nie mogły jechać. Potem poszedłem pieszo. Wszyscy stanęli na skraju tego pasa lądowań. Mieli pantofle na nogach – to był kwiecień, tam było błoto, mokro, mgła, nikt nie chciał ubrudzić sobie butów. Mnie nie pozostawało nic innego, poszedłem. Sam, a wszyscy zatrzymali się na końcu pasa. Natknąłem się od razu na ciała. Jedno, drugie... Ludzie byli rozebrani. Jerzy Bahr mi mówi: „Panie gubernatorze, co tam?”. Ja mu mówię: „Wszyscy zginęli”. Była cisza, stoję, w jednym kole pojawił się płomień, bo tam było paliwo, paliwo rozlało się, był jego zapach. I cicho, cicho. Ambasador krzyczy: „Trzeba wzywać pogotowie ratunkowe, trzeba dzwonić do szpitala”. Mówię mu: „Panie ambasadorze, tu nie ma żywych”. I cisza. Tam było strasznie. Kiedy mnie pytają o przyczynę katastrofy, to mówię, że według mnie odpowiedzialność ponoszą piloci. Niektórzy mówią: „Ktoś znajdował się w kabinie pilotów, ktoś naciskał...”. Ale to nie ma znaczenia. To pilot podejmuje decyzję. Uwierzcie mi, to był ludzki czynnik. Błąd pilota. Samolot był sprawny...

Jak się Pan o tym dowiedział?
To moja opinia. Ja wam przekazuję moją opinię.

Po katastrofie pojawiły się informacje, że trzy osoby jednak przeżyły.
Dużo było wersji. Na początku nie wiedzieli dokładnie, ile osób dokładnie było na pokładzie. Mówili, że tam do kogoś strzelano. To wszystko głupoty. Po katastrofie słychać było wystrzały, ale to była amunicja z broni ochrony prezydenta. Paliwo rozlało się i zapaliło, widać pistolety wpadły w ogień. Było parę wystrzałów i wszystko. Od razu było wiadomo, skąd się wzięły. A potem zorganizowaliśmy akcję, by zbierać szczątki ciał z miejsca katastrofy. W Smoleńsku jest Akademia Wojskowa. Wzięli z niej studentów, ale oni nie wytrzymywali. Trzeba ich było zastąpić 40-letnimi mężczyznami.
 

„Anatomia upadku – część 2”, scenariusz i reżyseria ANITA GARGAS, współpraca RAFAŁ DZIĘCIOŁOWSKI, zdjęcia ANDRZEJ HRECHOROWICZ, montaż KRZYSZTOF JEŻ, grafika MIRON CHOMACKI, współpraca redakcyjna ANDRZEJ HRECHOROWICZ, JACEK LIZINIEWICZ, udźwiękowienie KAMIL SAJEWICZ, GRZEGORZ GUTKOWSKI, tłumaczenie OLGA ALEHNO, lektorzy ROBERT SAMOT, MARCIN STEFANIAK, produkcja NIEZALEŻNE WYDAWNICTWO POLSKIE, FUNDACJA NIEZALEŻNE MEDIA, LUCJAN SIWCZYK
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

Rozważasz wypad w Tatry? Ratownik TOPR radzi. WIDEO

Zdjęcie ilustracyjne, Tatry / youtube.com/print screen

  

Aby wyruszyć zimą w wysokie góry, nie wystarczy jeden kurs turystyki zimowej, trzeba latami zdobywać wiedzę i doświadczenie. Podstawą jest dobry ubiór, wyposażenie i przygotowanie kondycyjne – mówił dziś ratownik TOPR Adam Marasek.

Na konferencji prasowej w Krakowie zaprezentowano dziewięciominutowy film, który powstał w ramach kampanii edukacyjnej "Bezpieczni i rozważni w Tatrach zimą", przygotowanej przez Stowarzyszenie Kulturalno-Oświatowe im. Adolfa Hyły. Znalazły się w nim informacje, jak się ubrać i w co wyposażyć, wyruszając zimą na wędrówkę w Tatry. Film jest dostępny na stronie stowarzyszenia i w mediach społecznościowych.

"Chcemy podnieść świadomość osób, które idą w góry, korzystając z wiedzy ekspertów. Chodzi o bezpieczeństwo turystów, ochronę tatrzańskiej przyrody, ale też o bezpieczeństwo ratowników, bo wypadki się zdarzają, ale przez naszą brawurę i nieodpowiedzialność możemy narazić bezpieczeństwo tych, którzy będą nam szli z pomocą"

– mówił prezes Stowarzyszenia Kulturalno-Oświatowego im. Adolfa Hyły Jan Cięciak.

Doświadczony ratownik TOPR Adam Marasek podkreślił, że aby wyruszyć zimą w wysokie góry, nie wystarczy jeden kurs turystyki zimowej, trzeba latami zdobywać wiedzę i doświadczenie.

"Zimą turystyka w wyższych partiach Tatr jest trudna i bardzo wymagająca. Trzeba się odpowiednio przygotować, m.in. dobrze zaplanować wyprawę: sprawdzić prognozę pogodę, stopień zagrożenia lawinowego i warunki panujące w górach. Dla towarzystwa należy dobrać sobie znajomych czy przyjaciół o podobnej kondycji i podobnym rozumieniu gór" – mówił Marasek.

Podkreślił, że podstawą jest odpowiedni, chroniący przed zimnem i wiatrem ubiór, oraz odpowiedni ekwipunek. Wyruszając zimą w Tatry, trzeba mieć: naładowany telefon komórkowy, zimowe obuwie, raki, czekan i tzw. lawinowe ABC, czyli sondę, łopatki i detektory, a także umieć posługiwać się tym sprzętem.

"Od tego zależy życie kogoś, kto zostanie porwany przez lawinę" – mówił Marasek.

Dodał, że ratownicy TOPR od kilku lat obserwują "korporacyjne" podejście do chodzenia po górach. "Ktoś trzy miesiące wcześniej zaplanuje sobie, że tego i tego dnia będzie miał urlop, i wyjdzie w góry, a ponieważ jest plan, trzeba go wykonać, nie bacząc na panujące warunki, na pogodę czy zagrożenie lawinowe i własne przygotowanie" – mówił Marasek.

Osobom niedoświadczonym o wiele łatwiej podjąć decyzję o wyjściu w górach, o wiele trudniej decyzję, że trzeba się wycofać, bo zrobiło się niebezpiecznie

– podkreślił.

W 2018 r. Stowarzyszenie Kulturalno-Oświatowe im. Adolfa Hyły przygotowało wraz z TPN 30 tys. broszur "ABC tatrzańskiego turysty", a później projekt "Orla Perć – tradycja i współczesność", aby pokazać, że jest to szlak piękny, ale ekstremalnie niebezpieczny i nie każdy powinien się na niego wybierać.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl