Podejrzane reklamy ludowców od początku wzbudziły krytykę oponentów, która przyczyniła się do zainteresowania się sprawą przez służby państwowe.
Kancelaria premiera poinformowała „Gazetę Polską”, że po zakończonej kontroli w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa – bo o niej tu mowa – przekazała Agencji wnioski i zalecenia, a sprawę skierowała do CBA. Raportu z tej kontroli jednak do tej pory nie ujawniono. Jak uważają rozmówcy „Gazety Polskiej”, dlatego, by PO miała haka na koalicjanta.
Reklamy specjalnego znaczenia
Kontrolę w ARiMR przeprowadzono w drugiej połowie 2012 r. w związku z doniesieniami o przekrętach w kontrolowanej przez PSL Agencji. Raport potwierdził liczne istotne nieprawidłowości. Na końcu wymienia grzech Agencji, który powinien być na pierwszym miejscu, bo jest gigantycznym skandalem i jawnym psuciem demokracji. Chodzi o finansowanie przez państwową agencję spotów telewizyjnych z udziałem ministra rolnictwa w czasie kampanii przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi.
Kontrolerzy poddali ostrej krytyce ludowych dygnitarzy: „Sfinansowanie (blisko 1,8 mln zł) spotów telewizyjnych, wykorzystujących wizerunek Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz Prezesa ARiMR, było niecelowe i naraziło na zarzut nadużywania zajmowanych stanowisk publicznych w celach autopromocji w 2011 roku w okresie kampanii wyborczej do sejmu i w czasie Euro 2012”.
W sumie w latach 2011‒2012 na koszt ARiMR przygotowano i wyemitowano 81 spotów telewizyjnych. Kontrolerzy podkreślili, że kampania została zaplanowana i zatwierdzona przez ministra. „Spoty nie nawiązywały wprost do tematyki wyborczej, jednak wątpliwości natury etycznej budzi ich emisja we wrześniu i październiku 2011 r., tj. w okresie, w którym mogła być postrzegana jako element kampanii wyborczej. Spoty mogły być potraktowane jako autopromocja kandydata w wyborach do sejmu, a tym samym naraziły osoby publiczne na zarzut nadużywania zajmowanych stanowisk”.
Spoty telewizyjne z udziałem ministra były emitowane także w trakcie Euro 2012, czyli – jak to zaznacza raport – „w okresie przygotowań do kongresu PSL, planowanego na listopad 2012 roku”. Sam minister rolnictwa uznał, że „dobór spotów nie był właściwy” oraz że był to błąd jego służb odpowiedzialnych za promocję.
Sprawa od początku budziła sprzeciwy. Jedna z telewizji, mając wątpliwości związane z uczestnictwem ministra kandydującego do sejmu, w spocie nadawanym w okresie kampanii wyborczej, zwróciła się nawet do ARiMR o stanowisko Państwowej Komisji Wyborczej w tej sprawie. Agencja nie wystąpiła jednak wcale do PKW o opinię. Ostatecznie skończyło się na tym, że zbyt dociekliwy nadawca został ukarany: Agencja nie podpisała z nim umowy na emisję spotów, a reklamy trafiły do TVP i Polsatu.
Prezes Agencji tłumaczył emisję tych spotów w gorącym okresie przed wyborami tym, że użyte w reklamach plenery „ograniczały możliwość efektywnego wykorzystania spotów w innych terminach”. To wyjaśnienie nie przekonało jednak kontrolerów, którzy uznali, że „wbrew powyższej opinii przedstawienie spotów w innej porze roku nie mogło zniekształcić treści przekazu i wpływać negatywnie na jego odbiór”.
Ani sukcesu, ani powtórki
Początkowo ARiMR uważał kontrowersyjną kampanię za swój wielki sukces. „Nawet wniosek partii Janusza Palikota o przegłosowanie wotum nieufności wobec ministra Marka Sawickiego, w związku z jego pojawieniem się w spocie ARiMR, nie zmienia naszego przekonania, że emisja naszego spotu była sukcesem promocyjnym i ekonomicznym” – pisał na stronie Agencji jej rzecznik prasowy Marek Kassa. Potem przyszło jednak otrzeźwienie. Obecnie sama ARiMR przyznaje, że kampania z udziałem ministra Sawickiego była błędem. Agencja poinformowała „GP”, że nie uważa już tej kampanii za sukces, bo „spotkała się ona z bardzo ostrą krytyką polityków i części dziennikarzy”. Agencja nie zamierza też powtarzać takiej kampanii.
I trudno się temu dziwić, skoro nawet kancelaria premiera uznała, że finansowanie tej kampanii było „niecelowe i naraziło na zarzuty nadużywania zajmowanych stanowisk publicznych”. Podkreśla ona też, że sam „minister rolnictwa i rozwoju wsi uznał, że dobór spotów był niewłaściwy oraz że był to błąd jego służb odpowiedzialnych za promocję”.
Jak poważne było to naruszenie, niech świadczy fakt, że wydana kwota na spoty telewizyjne, czyli 1,8 mln zł, to ponaddwukrotnie więcej niż całe wydatki PSL w wyborach parlamentarnych w 2011 r. na ogłoszenia i spoty telewizyjne. Według PKW emisja spotów wyborczych w telewizji w 2011 r. kosztowała PSL 824 tys. zł. Według danych Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, wydatki komitetu wyborczego PSL na ogłoszenia wyborcze w telewizjach w tamtej kampanii wyniosły niespełna 780 tys. zł, z czego 570 tys. przypadło na telewizję publiczną, a 210 tys. na stacje komercyjne. Dla porównania na płatne ogłoszenia radiowe PSL wydał niespełna 335 tys. zł, a na reklamy w internecie 321 tys. zł.
Jak kampania, to tylko w Agencji
Kampania telewizyjna nie była jedyną finansowaną przez Agencję operacją w tamtym okresie. Np. w sierpniu 2011 r. opłaciła ona wywiad ministra Sawickiego pt. „Pamiętam o korzeniach” dla specjalnego wydania magazynu „GALA”. Koszt tej publikacji wyniósł 25 tys. zł.
Zastrzeżenia natury etycznej wzbudziła też u kontrolerów akcja promocyjna organizowana na rzez ARiMR w dniach 29 sierpnia – 30 września 2011 r., a więc w szczycie kampanii wyborczej. Inicjatorem i organizatorem spotkań w ramach tej akcji była Fundacja FAPA, w której imieniu działał Przemysław Litwiniuk, dyrektor fundacji i jednocześnie radca prawny w ARiMR. Kontrolerzy napisali: „Pan Przemysław Litwiniuk ubiegał się o mandat senatora. 38 pracowników Agencji uczestniczących w spotkaniach (29%) kandydowało do sejmu”. Co więcej, kontrolerzy ustalili, że akcja promocyjna w tym terminie nie wynikała wcale z planu, lecz została podjęta w odpowiedzi na ofertę FAPA, zatem „nie można uznać, że była celowa i uzasadniona potrzebami Agencji. Zaproponowany przez Fundację FAPA łączny koszt 62 730 zł został zaakceptowany przez ARiMR bez analizy jego efektywności i negocjacji ceny, co wskazuje na niegospodarne działanie Agencji” – stwierdza kancelaria premiera.
Więcej w tygodniku „Gazeta Polska”