Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Zaatakowali ekspertów Macierewicza, teraz wybielają szpiega Turowskiego

"Władze PRL bały się, że Janowi Pawłowi II stanie się krzywda. Wywołałoby to tragiczne konsekwencje społeczno-polityczne.

Autor:

"Władze PRL bały się, że Janowi Pawłowi II stanie się krzywda. Wywołałoby to tragiczne konsekwencje społeczno-polityczne. Dlatego miałem informować watykańskie służby bezpieczeństwa o zagrożeniach" - mówi Tomasz Turowski, komunistyczny szpieg, w ksiażce Wojciecha Czuchnowskiego i Agnieszki Kublik, dziennikarzy "Gazety Wyborczej". Atakowali oni wielokrotnie ekspertów zespołu Macierewicza, teraz wybielają agenta wysługującego się totalitarnemu reżimowi.

Wywiad-rzeka z Tomaszem Turowskim ukaże się 3 października, a wydawcą książki jest Agora - czyli spółka wydająca "Gazetę Wyborczą".

Publikacja zatytułowana jest "Kret w Watykanie. Prawda Turowskiego". To nie pomyłka. Zamiast prawdy o Turowskim dziennikarze "GW" przedstawią prawdę komunistycznego donosiciela.

Na razie fragment książki opublikowano na internetowych stronach "GW". Wynika z niego, że Tomasz Turowski przedstawiony w niej będzie w pozytywnym świetle. Szpieg twierdzi m.in., że pod wpływem Jana Pawła II dokonała się w nim pozytywna przemiana. "Zresztą to jest pośrednia odpowiedź na pytanie, czy następowała we mnie jakaś przemiana w związku z kontaktami z ludźmi, których szanowałem, często o dużych walorach moralnych, etycznych. Przemiany rzadko następują szybko, to proces uświadamiania sobie pewnych wartości, które dla mnie jako agnostyka początkowo były nieistotne, ale w pewnym momencie zaczęły być ważne" - powiedział Turowski dziennikarzom "GW". 

Z książki Czuchnowskiego i Kublik można dowiedzieć się również, że Turowski pracował w otoczeniu Jana Pawła II, bo władze PRL... bały się o życie papieża. "W centrali zapada ważna dla mnie decyzja. Dostaję polecenie, które, przyznam się, bardzo mi odpowiada, a którego bym się nigdy nie spodziewał. Otóż polecono mi dane dotyczące zagrożeń i luk w bezpieczeństwie Jana Pawła II przekazywać bezpośrednio do ludzi odpowiedzialnych za nie w Watykanie, czyli do służb watykańskich" - twierdzi Turowski, próbując wmówić czytelnikom, że działał de facto dla służb Watykanu.

Dziennikarze "GW" promują te bajki, co jednak nie dziwi: już wcześniej, podczas procesu lustracyjnego Turowskiego, brali jego stronę. W artykule "Lustracja dekonspiracja" (2011 r.) Wojciech Czuchnowski pochylał się nad losem szpiega, pisząc, że został on... "zdekonspirowany" przez Instytut Pamięci Narodowej. Nie wspominał przy tym, że działalność Wydziału XIV Departamentu I SB MSW, w którym pracował Turowski, była ściśle nadzorowana przez sowieckie służby: KGB i GRU. Argument, że Turowski został "zdekonspirowany" przez IPN, jest zatem śmieszny - bo wszystkie dane dotyczące agenta i jego kartoteka już od lat 70. znajdują się w Moskwie. 

Turowski od 1973 r. był agentem Wydziału XIV Departamentu I SB MSW, co ujawnił Cezary Gmyz w „Rzeczpospolitej”. Działał jako „nielegał”, tj. szpieg niepełniący oficjalnie żadnych funkcji dyplomatycznych, ze specjalnie spreparowanym życiorysem. „Z talentów nielegałów korzystali często »PR«, czyli »przyjaciele radzieccy«, a więc także KGB i GRU” – stwierdził w rozmowie z portalem Arcana.pl historyk Sławomir Cenckiewicz. Pseudonimy Turowskiego to „Orsom”, „Ritter” i „Dzierżoń”. Używał on także dwóch numerów, którymi oznaczano jego meldunki: „9596” i „10682”.

"Turowski przebywał w maju 1981 r. w Rzymie. Potwierdziło to w rozmowie ze mną wiele osób z kręgów kościelnych w Watykanie" – mówił "Gazecie Polskiej" Piotr Jegliński, były opozycjonista Solidarności, założyciel wydawnictwa Editions „Spotkania”, inwigilowany przez Turowskiego.
    
Gdy papieżem został Karol Wojtyła (1978 r.), nastąpiła intensyfikacja kontaktów Turowskiego z intelektualistami i duchownymi z najbliższego otoczenia Ojca Świętego. 

„Orsom” służył komunistom aż do upadku systemu totalitarnego. Do „dyplomacji” wrócił w 1993 r. - najpierw pracował w departamencie MSZ ds. wschodniej Europy, potem - od 1996 r. - był radcą i ministrem pełnomocnym w ambasadzie RP w Moskwie. W międzyczasie zdążył wzbudzić podejrzenia polskiego kontrwywiadu. Jak napisał „Nasz Dziennik”, Turowski "był w latach 90. rozpracowywany przez Urząd Ochrony Państwa. UOP sprawdzał jego kontakty z oficerem rosyjskiego wywiadu Grigorijem Jakimiszynem”. Między 2001 a 2005 r. pełnił funkcję ambasadora na Kubie, z rekomendacji m.in. Władysława Bartoszewskiego (który mówił wówczas o nim: „Był wysoko oceniany przez naszych partnerów rosyjskich, o czym wiem drogą nieoficjalną. To nie najgorsza rekomendacja dla Polaka udającego się na Kubę”).

"Gazeta Polska" ujawniła, że do 2007 r. Turowski pracował także dla wywiadu III RP"Prokurator z Instytutu Pamięci Narodowej wystąpił do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych o dokumenty dotyczące Turowskiego. W piśmie z ZUS jako miejsca pracy Turowskiego wyszczególniono Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, a po 1989 r. Urząd Ochrony Państwa i Agencję Wywiadu" – mówił informator "GP". Informacje te potwierdziły się podczas procesu lustracyjnego Turowskiego.

Na początku 2010 r. Turowski został wyznaczony przez MSZ do organizacji wizyty Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku. 

JESZCZE DZIŚ W PORTALU NIEZALEZNA.PL ROZMOWA Z CEZARYM GMYZEM NA TEMAT KSIĄŻKI O TUROWSKIM
 

Autor:

Źródło: wyborcza.pl,niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE Polska