Wielki polski reżyser Andrzej Wajda i największy polski historyk establishmentu Andrzej Friszke, który był konsultantem filmu „Człowiek z nadziei”, wypuścili coś, co z punktu widzenia filmowego, w moim przekonani, jest bardzo słabe. I to należy podkreślić – mówi historyk, współautor książki „SB a Lech Wałęsa” dr hab. Sławomir Cenckiewicz w Rozmowie Niezależnej z Rafałem Dudkiewiczem.
 
Rozmowa Niezależna poświęcona była sobotniej premierze filmu Andrzeja Wajdy „Wałęsa. Człowiek z nadziei”.
 
- Ten film jest wstrząsający z dwóch powodów – wyjaśnia historyk. – Po pierwsze, jest jednym, wielkim fałszerstwem historycznym. Wajda mówi, że wszyscy ci, którzy chcą zobaczyć, jak było naprawdę powinni obejrzeć jego film. To nie jest tak. W rzeczywistości film jest tylko autorską wizją wydarzeń. Po drugie, film w ogóle nie odpowiada na zarzuty, które stawia się Lechowi Wałęsie. Andrzej Wajda nigdy nie ukrywał, że kręci odpowiedź na książkę „Lech Wałęsa a SB” (autorzy – Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk – przyp. red.). Jego film miał pokazać, jak było „naprawdę”, odpowiedzieć na książkę „tych dwóch”, którzy napisali ją pod auspicjami IPN. I można powiedzieć, że góra urodziła mysz. Wielki polski reżyser Andrzej Wajda i największy polski historyk establishmentu Andrzej Friszke, który był konsultantem filmu „Człowiek z nadziei”, wypuścili coś, co z punktu widzenia filmowego, w moim przekonani, jest bardzo słabe. I to należy podkreślić – zauważa Cenckiewicz.

Jak dodaje – jeżeli film miał bronić Wałęsę, to robi to nieumiejętnie. Ostatecznie Wałęsa znajduje się w tym samym punkcie, w którym był przed produkcją „filmowej odpowiedzi”, obciążony zarzutami o współpracę z służbami specjalnymi PRL.
 
Więcej w pierwszej części rozmowy z dr hab. Sławomirem Cenckiewiczem