"New York Times" potwierdza doniesienia "Gazety Polskiej": Rosja chce przejąć kluczowy dla NATO grecki port

Firmy powiązane z Rosją i spółki ze Stanów Zjednoczonych rywalizują ze sobą o kontrolę nad portem w Aleksandropolis we wschodniej Grecji, który stał się kluczowym punktem przerzutu sprzętu USA na wschodnią flankę NATO - podaje "New York Times". W maju 2022 r. przed groźbą przejęcia portu przez Rosjan ostrzegał Grzegorz Wierzchołowski w "Gazecie Polskiej". Jak pisała "GP", wcześniej inny rosyjski oligarcha z partii Putina przejął port w Salonikach, jeden z największych na Morzu Śródziemnym, a rosyjsko-niemieckie konsorcjum uzyskało 40-letnią koncesję na eksploatację czternastu greckich lotnisk. Według "GP" to efekt zmuszenia przez Berlin Greków do prywatyzacji kluczowej infrastruktury transportowej.

Simosalex7poli, CC BY-SA 4.0 <https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0>, via Wikimedia Commons

Aleksandropolis to jeden z najważniejszych greckich portów, położony w centrum szlaków lądowych i morskich łączących Grecję z Turcją. Podróżni korzystają z niego głównie po to, by dostać się na wyspy Samotraka i Limnos, ale ośrodek ten pełni także inne funkcje. Ze względu na swoją strategiczną lokalizację na wschodniej flance NATO ma on duże znaczenie logistyczne dla wojska.

W kwietniu 2022 r. grecki dziennik „I Katimerini” pisał

„Port Aleksandropolis w północno-wschodniej części kraju stał się ważnym punktem etapowym dla wysyłania sprzętu NATO do państw członkowskich Europy Wschodniej, a także do pogrążonej w kryzysie Ukrainy. Amerykański sprzęt wojskowy jest wysyłany przez Aleksandropolis do Bułgarii, Polski i Rumunii, ponieważ NATO postanowiło wzmocnić swoją wschodnią flankę [...]. 

Port odgrywał istotną rolę wojskową już kilka miesięcy przed wybuchem wojny. W grudniu 2021 r. rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow ostrzegał Greków:

„Na waszym terytorium jest coraz więcej żołnierzy NATO, żołnierzy amerykańskich. Przekazujecie setki i tysiące jednostek sprzętu wojskowego przez Aleksandropolis. Otwieracie nowe obiekty dla NATO. Jednocześnie NATO nazywa nas wrogiem i formułuje główny cel sojuszu, którym jest odstraszanie Rosji. Dlatego to nas denerwuje, musicie nas zrozumieć".

W ostatnim czasie Rosja ma jeszcze więcej powodów do nerwów. 3 maja 2022 r. właśnie w Aleksandropolis rozpoczęto budowę terminalu skroplonego gazu ziemnego (LNG).

Jest to duży projekt, który pomoże Bułgarii, Macedonii Północnej i Serbii uniezależnić się od rosyjskiego gazu. Będzie to drugi grecki terminal LNG, dzięki któremu Grecja ma szansę stać się głównym dostawcą gazu dla regionu Bałkanów. Inwestycja została uznana przez Unię Europejską za projekt o szczególnym znaczeniu. Jak stwierdził szef Rady Europejskiej Charles Michel:

"Zakończymy naszą zależność od rosyjskich paliw kopalnych. Ten nowy terminal LNG to inwestycja geopolityczna. Pomoże on uwolnić Europę Południowo-Wschodnią od rosyjskiego szantażu dostawami gazu".

Człowiek Gazpromu i Niemcy

Niestety, przyszłość portu w Aleksandropolis – tak kluczowego dla bezpieczeństwa Europy, a szczególnie Polski - stanęła właśnie pod znakiem zapytania. Okazuje się bowiem, że został on przeznaczony do prywatyzacji. A głównym faworytem do zwycięstwa w przetargu, który rozstrzygnięty zostanie w tym lub w przyszłym roku, jest grecki biznesmen Dimitri Kopeluzu powiązany z rosyjskim Gazpromem. 

W szyfrogramie z 2007 r., którego autorem był ówczesny amerykański ambasador w Grecji, czytamy: „Kopeluzu zajmuje strategiczną pozycję, dzięki której wpływa na grecki rynek gazu ziemnego; działa na korzyść spółki Prometheus Gas funkcjonującej jako przedłużenie sieci Gazpromu. Istnieją rosnące obawy związane z działalnością Kopeluzu, która służy rosyjskim interesom i zagraża wysiłkom rządu USA w promowaniu dywersyfikacji dostaw na rynek energii w Grecji i otaczającego ją regionu”. Dyplomata dodaje, że Kopeluzu i Prometheus Gas na życzenie Gazpromu dążą do utrzymania rosyjskiego monopolu na gaz ziemny w Europie.

Gdyby oferta Grupy Kopeluzu dotycząca portu w Aleksandropolis zwyciężyła w konkursie, powiększyłaby ona i tak już pokaźny portfel inwestycji Kopeluzu w kluczową grecką infrastrukturę. Spółka powiązanego z Gazpromem biznesmena jest bowiem jedynym prywatnym udziałowcem Międzynarodowego Portu Lotniczego Ateny, a także zarządza 14 regionalnymi lotniskami greckimi.

Ta ostatnia inwestycja jest szczególnie ciekawa. Otóż w  2016 r. Grupa Kopeluzu wraz z niemiecką spółką Fraport AG Frankfurt Airport Services Worldwide otrzymała - w efekcie presji "prywatyzacyjnej" Niemiec na Grecję - 40-letnią koncesję pozwalającą konsorcjum na eksploatację, zarządzanie, rozwój i utrzymanie czternastu najważniejszych regionalnych portów lotniczych w Grecji (m.in. Saloniki, Korfu, Kreta, Santorini, Rodos, Kos i Mykonos). Dodajmy, że głównym udziałowcem Fraportu jest... niemiecki kraj związkowy Hesja, stanowisko szefa tej firmy zajmuje członek rady ekonomicznej CDU Stefan Schulte, a przewodniczącym rady nadzorczej jest Michael Boddenberg, do niedawna kierujący klubem parlamentarnym CDU w parlamencie Hesji.

Jak sprawdziła „GP” - współpraca między Grekiem Kopeluzu, Kremlem i Niemcami z partii Angeli Merkel rozpoczęła się wcześniej niż wspólna „prywatyzacja” greckich portów morskich i lotniczych. W listopadzie 2010 r. ówczesny premier Rosji Władimir Putin, któremu towarzyszyli właśnie Dimitri Kopeluzu oraz prezes rosyjskiej grupy bankowej WTB Andriej Kostin (dziś objęty amerykańskimi i angielskimi sankcjami) i wspominany wyżej szef Fraport Stefan Schulte, uczestniczył w Petersburgu w ceremonii wmurowania kamienia węgielnego pod nowy terminal pasażerski lotniska Pułkowo. Rozbudowa, przebudowa i eksploatacja lotniska była prowadzona przez spółkę joint venture "Northern Capital Gateway", w której skład weszły Horizon Air Investments S.A. (członek Grupy Kopeluzu) niemiecki Fraport, oraz rosyjski WTB Capital, czyli członek Grupy WTB, która jest jedną z największych państwowych grup bankowych w Rosji.

Rosyjski car oraz Chińczycy

Kopeluzu to niejedyny człowiek Moskwy, który w wyniku niemieckiej presji na Ateny kontroluje dużą część kluczowej greckiej infrastruktury transportowej, a być może przejmie również tak wiele znaczące dla NATO Aleksandropolis. 

Mianowicie od 2021 r. jeden z największych portów we wschodniej części Morza Śródziemnego, stanowiący bramę do Bałkanów i Europy Południowo-Wschodniej - czyli port w Salonikach - w 67 proc. jest własnością Iwana Sawwidi. To bliski Putinowi oligarcha, jeden z najbogatszych obywateli Rosji, były członek rosyjskiego parlamentu (oczywiście z ramienia partii Jedna Rosja). W kwietniu 2022 r. Federalna Narodowa i Kulturalna Autonomia Greków Rosji - organizacja, na czele której stoi Sawwidi - wysłała pojazdy i generatory do objętych sankcjami terrorystów donieckich we wschodniej Ukrainie. 

Sawwidi nazywany jest „rosyjskim carem Salonik”; już przed 2021 r. posiadał 20 proc. udziałów w tamtejszym porcie. Kolejne 47 proc. kupił od... niemieckiego funduszu Deutsche Invest Equity Partners, który przejął to greckie przedsiębiorstwo w wyniku prywatyzacji w 2017 r. właśnie wespół ze spółką Belterra Investments kontrolowaną przez Sawwidiego. A więc prywatyzacja Salonik polegała na wspólnym nabyciu portu przez Niemców i przyjaciela Putina, a następnie odsprzedaży niemieckich udziałów temu rosyjskiemu oligarsze.

Teraz Sawwidi stanął do przetargu na kupno opisywanego już portu w Aleksandropolis. Jego „konkurentem” jest mający takie same powiązania Kopeluzu. Jedynym ratunkiem wydaje się wygrana amerykańskiego konsorcjum z Teksasu i Waszyngtonu, także startującego w konkursie, ale – jak wynika z nieoficjalnych doniesień - rosyjska ambasada robi wszystko, co może, by zablokować tę ofertę.

Jeżeli spółki z USA nie zwyciężą, to z winy Niemiec - która w ramach "ratowania" strefy euro wymogła na Grecji szantażem prywatyzację strategicznej infrastruktury - wszystkie najważniejsze lotniska i trzy kluczowe porty morskie Grecji znajdą się w rękach wrogów NATO. Albowiem w 2016 r. port w Pireusie (nadmorskie miasto należące do aglomeracji ateńskiej) – największy w Grecji i jeden z najważniejszych w Europie – został „sprywatyzowany” w taki sposób, że większość udziałów nabyła spółka COSCO, w całości należąca do chińskiego reżimu komunistycznego. 

COSCO zresztą od lat współpracuje z Rosjanami, m.in. w 2019 r. podpisała umowę dotyczącą transportu węglowodorów ze strefy arktycznej Rosji z rosyjskim armatorem Sowkomfłot i największym rosyjskim prywatnym producentem gazu ziemnego Novatek. Dziś, gdy wszystkie znaczące firmy żeglugowe odmawiają robienia interesów z Federacją Rosyjską, COSCO jest wyjątkiem: jako jedyna kontynuuje wysyłki kontenerów do Rosji. Nie dziwi więc, że już w 2021 r. na drodze wzdłuż portu w Pireusie jakiś Grek umieścił graffiti: „Sprzedali to miejsce Chinom i Rosji”.

 



Źródło: Gazeta Polska, niezalezna.pl

 

Grzegorz Wierzchołowski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo