TYLKO W "GAZECIE POLSKIEJ"! Nowy sojusz europejski. Ucieczka do przodu z udziałem Polski

Na naszych oczach powstaje nowy projekt europejski. Jest on częściowo powiązany z Unią Europejską, a w jakiejś mierze stanowi dla niej konkurencję. Jego cechą jest rynek otwarty na ludzi i towary oraz wzajemna pomoc militarna. Taki projekt zaproponował Borys Johnson, premier Wielkiej Brytanii, a chciałby go oprzeć na Polsce i Ukrainie oraz krajach bałtyckich, w przyszłości zaś na Turcji. Projekt mógłby się spotkać ze wsparciem Stanów Zjednoczonych, Kanady, Australii i Japonii.

twitter.com/@MorawieckiM

Wojna na Ukrainie zgasiła mrzonki o pokojowym współistnieniu Rosji z Unią Europejską i jej sąsiadami. Bez względu na wynik wojny Rosję czeka głęboka zmiana, ale ten proces może trwać latami. To będzie okres niezwykłych zagrożeń militarnych i gospodarczych dla naszego kontynentu. 

Wojna na Ukrainie ostatecznie pokazała też słabości Unii Europejskiej, a w znacznej mierze ją skompromitowała. Unia udowodniła, że głoszone przez jej przywódców wartości są fasadą dla partykularnych interesów poszczególnych państw i polityków. Brak realnej pomocy dla Ukrainy, zablokowanie dotkliwych dla Rosji sankcji, paktowanie ze zbrodniarzem przez przywódców największych krajów UE, łamanie własnych zakazów eksportu broni dla zbirów Putina – to wszystko powoduje, że dzisiaj frazesy o wspólnych wartościach mogą budzić w wielu mieszkańcach państw Unii jedynie zażenowanie, a wśród Ukraińców słuszny gniew. 

Jednocześnie największe kraje Unii – Niemcy, Francja i Włochy – naciskają hamulec w sprawie integracji Ukrainy z UE. Mówienie Ukraińcom w obecnej sytuacji, że ta integracja może potrwać jeszcze 15 lat, jest formą okrucieństwa, na jakie stać tylko cynicznych łobuzów liczących na powrót do interesów z Putinem. Zresztą skala skorumpowania polityków i dziennikarzy krajów starej UE rosyjskimi pieniędzmi jest najprawdopodobniej o wiele większa, niż to ujawniono. Putin kupował szefów rządów, ministrów, parlamentarzystów, przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości. Niedawne publikacje pisma „Libération” pokazały, jak podatni na korupcję byli przedstawiciele TSUE. Jest wręcz niewyobrażalne, by Moskwa z takiej okazji nie skorzystała. 

Kompromitacji zobaczymy coraz więcej, a fakt, że jedyne realne sankcje Bruksela nałożyła na Warszawę, która jest najbardziej w UE zaangażowana w pomoc Ukrainie, przejdzie do historii jako hańba tej instytucji. Sankcje spotkały Polskę formalnie za próbę reformy wymiaru sprawiedliwości, nie zmienianego od czasów okupacji sowieckiej. Co ciekawe, reformy wprowadzano na wzór krajów unijnych. A faktycznie uderzenia w Polskę miały na celu zmianę rządu i powrót do półkolonialnej polityki zależności od największych stolic, szczególnie Berlina. 

Nie wszyscy wobec Ukrainy zachowywali się tak samo jak większość krajów UE. Polska pomoc dla Kijowa przekracza całą pomoc Niemiec, Francji i Włoch razem liczonych. Ogromnej pomocy udzieliły też niewielkie kraje bałtyckie, gdy porówna się proporcjonalnie tę pomoc do ich PKB. 

Europie pomaga wspólnota atlantycka

O ile historyczną kompromitację przeżywa UE, o tyle zupełnie inaczej należy ocenić NATO. Najsilniejsze militarnie (poza Francją) kraje Paktu: USA, Wielka Brytania, Kanada i Polska, są maksymalnie zaangażowane w pomoc dla Kijowa i wprowadzają realne sankcje na Moskwę. Można tę sytuację podsumować tak, że reżim Putina jest karmiony przez największe kraje UE: Niemcy, Francję i Włochy, a raniony przez najsilniejsze państwa NATO. To tworzy trwały podział, który będzie coraz mocniej podkreślany przez miliony Ukraińców emigrujących do Europy. 

Nie można lekceważyć siły, jaką jest rosnąca w Europie i Ameryce Północnej diaspora ukraińska, gdyż wykazuje się ona wielką solidarnością i dużym stopniem organizacji. Zupełnie inaczej zachowuje się emigracja rosyjska, która poza radykalnymi grupami nie chce mieć nic wspólnego z obecną polityką Kremla. Z Rosji uciekają setki tysięcy młodych mężczyzn bojących się powołania do armii. Według różnych szacunków w ostatnich miesiącach kraj rządzony przez Putina mogło opuścić nawet 4 miliony ludzi. Są mniej widoczni dla nas, bo uciekają przede wszystkim do państw azjatyckich, a także do Gruzji, Turcji itp. 

Podział między trzon atlantycki a trzon unijny tworzy nową strukturę polityczną świata, która zaczyna przebiegać przez środek naszego kontynentu. 

Ukraińcy chcą powrotu do wielonarodowej Rzeczypospolitej

Już po wybuchu wojny Rosji z Ukrainą w 2014 roku, kiedy podróżowałem po różnych miastach naszego sąsiada, od Lwowa przez Żytomierz i Kijów aż po miejscowości Ukrainy wschodniej, słyszałem ze strony elit ukraińskich tęsknotę za powrotem do wielonarodowej Rzeczypospolitej. Te głosy zaskakiwały mnie, bo jako autor książki „Testament I Rzeczypospolitej”, jedynej mojej książki przetłumaczonej na język ukraiński, sądziłem, że mogę spotkać się z niezrozumieniem, a wręcz z obawą przed powrotem „polskiej dominacji”. Tym do dzisiaj straszy Rosja, tak jak Polaków próbuje odstraszać przypominaniem zbrodni nacjonalistów ukraińskich z czasów II wojny światowej. 

Tymczasem ścisły sojusz z Polską z odtwarzaniem dawnych więzów politycznych, gospodarczych, a nawet kulturowych Ukraińcom kojarzył się z ratunkiem przed rosyjską inwazją, drogą do Europy i zachodniego świata. Wprawdzie na poziomie rządu wygrała opcja proniemiecka, ale był to efekt działań Tuska i Sikorskiego, którzy Ukrainę, zresztą podobnie jak Polskę, chcieli poddać pod mechanizm podziału wpływów niemiecko-rosyjskich. Dopiero wybuch wojny na pełną skalę odwrócił ostatecznie nadzieje Kijowa na sojusz z Niemcami. 

Dzisiaj trudno znaleźć Ukraińca, nie mówiąc już o ich politykach, który nie kryłby rozczarowania polityką Niemiec i wdzięczności dla Polski. Zniesienie barier celnych na rok przez UE dla Ukrainy ułatwia integrację gospodarczą z Polską, która i tak jest wymuszona dodatkowo zamknięciem innych dróg handlu i wielomilionową emigracją do naszego kraju. 

Pytanie, co będzie za rok. Wydaje się, że Polska nie będzie mogła się zgodzić na przywrócenie ceł dla Ukrainy. To będzie moment krytyczny, w którym staniemy przed poważnym wyborem. Ta mało zauważana sprawa staje się tak istotna, że może zadecydować nie tylko o losach Ukrainy i Polski, ale też o nowym układzie geopolitycznym świata. 

Wielka Brytania: stwórzmy nową Unię

Ten dziejowy moment zauważył premier Wielkiej Brytanii Borys Johnson. Jego propozycja stworzenia silnej integracji Londynu, Kijowa, Warszawy i Bałtów jest ucieczką do przodu wobec braku zdecydowania, a właściwie wiarołomności Unii Europejskiej. Te państwa razem mogą mieć nawet jedną trzecią potencjału UE, potencjału, który przestał rosnąć i może uczynić UE, wobec światowej konkurencji, organizacją anachroniczną. 

Projekt spotka się zapewne z życzliwością USA i Kanady, a także ich sojuszników, takich jak Australia czy być może Japonia. Johnson mówił także o Turcji, ale tu w polityce zagranicznej musiałoby dojść do większych przewartościowań. Ukraina dysponuje około 20 proc. światowych minerałów, w tym zbiorze znajdują się: złoto, srebro, miedź, nikiel, żelazo, węgiel, ropa, gaz, a nawet tantal czy uran. Jest też jednym z największych na świecie producentów zboża. Przez Polskę i Ukrainę prowadzą jedyne możliwe szlaki euroazjatyckie. Mimo zniszczeń wojennych ten region – dobrze doinwestowany – może się stać najszybciej rozwijającym się regionem na świecie. Trzeba tylko stworzyć szansę. Skoro szansy nie chce dać Unia, to skorzystają z niej Wielka Brytania, Stany Zjednoczone i ich sojusznicy. Pytanie, co ma zrobić Polska.

Unia dwóch prędkości albo dwie Unie

Na dłuższą metę nie da się integrować z Ukrainą bez przyjęcia jej do tej organizacji. To wydaje się jednak zablokowane przez Berlin i Paryż, które jawnie zgadzają się na podział Ukrainy, byle powrócić do interesów z Putinem. Wkrótce przez taką politykę powstanie śmiertelne zagrożenie dla Polski. 

Z drugiej strony dzięki zniesieniu ceł Ukraina już jest częściowo zintegrowana z UE. Mamy połączone linie energetyczne, budujemy wspólną politykę gazową i dostaw ropy. Współpraca poszerza się na inne przemysły. Odczepianie za rok Ukrainy od powstałych więzi na zasadzie „tu UE, a tam inni” nie będzie już po prostu możliwe. 

Wielka Brytania mimo brexitu też zachowała sieć powiązań z UE. Może to sprzyjać nowemu projektowi europejskiemu, w którym Unia przekształci się w wielką strefę wolnego handlu bez istotnej roli centrali. Dokładnie odwrotnie do tego, co dzisiaj proponują Paryż i Berlin, czyli superpaństwa. Problem w tym, że mogą się one na to nie zgodzić, i pewnie się nie zgodzą. 

Być może rozwiązaniem byłoby istnienie Unii dwóch prędkości. Czyli wielkiej strefy wolnego handlu, w której znalazłyby się Wielka Brytania, Ukraina, a może też Gruzja oraz Mołdawia, a w razie dalszych zmian nawet Białoruś. Strefy, z którą ściśle integrowałyby się Stany Zjednoczone i Kanada oraz ich sojusznicy. Wewnątrz tej strefy mogłaby się tworzyć ściślejsza integracja dla zainteresowanych, pewnie w ramach dawnej Europy karolińskiej. 

To wariant dla Polski optymalny. Oczywiście zamiast tego mogą powstać na naszym kontynencie dwie Unie, i to właśnie Polska będzie musiała w krótkim czasie zdecydować, co dalej. 

Co mamy z Unii

Przy takich decyzjach zawsze trzeba przeprowadzić rachunek zysków i strat. Co zyskaliśmy na wejściu do UE? Pieniądze i wolny rynek. Co tracimy na UE? Sporą część naszej suwerenności, ponadto mamy coraz więcej problemów wynikających z prób narzucania nam polityki wewnętrznej i gospodarczej. Utrzymajmy więc to, co się da z pozytywów i zrezygnujmy z tego, co nam przeszkadza.

Do wybuchu wojny wyboru nie było. Teraz jest. Za kilka lat Polska byłaby płatnikiem netto w UE. Realnie żadnych pieniędzy byśmy więc nie dostali. Poddając się dyktatowi Berlina, z dnia na dzień stajemy się płatnikiem netto. W nowym projekcie trzeba więc zachować swobodę przepływu gospodarczego i przestać płacić na UE albo przynajmniej znacząco te opłaty zmniejszyć. 

Z całą pewnością trzeba jak najdalej trzymać się od pomysłów superpaństwa. Taka Unia powstanie albo formalnie, albo faktycznie. Czy będziemy to uznawać za dwa organizmy, czy za jeden, może to tylko kwestia zupełnie wizerunkowa i formalna. Jesteśmy w miejscu, w którym nie da się zatrzymać i czekać. Trzeba działać i szukać z tej sytuacji korzyści.


Najnowszy numer "Gazety Polskiej" do kupienia online i w kioskach. 

Tygodnik "Gazeta Polska" dostępny w wygodnej prenumeracie cyfrowej
Sprawdź ofertę prenumeraty cyfrowej TUTAJ » prenumerata.swsmedia.pl oraz pod numerem telefonu 605 900 002 lub 501 678 819
 

 

 


Źródło: niezalezna.pl, Gazeta Polska,

#Gazeta Polska

Tomasz Sakiewicz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo