Krzysztof Wyszkowski o „nocy teczek” w rozmowie z Niezalezna.pl: Dzisiejsza rzeczywistość wyglądałaby inaczej

To był moment zwrotny dla Polski. Mieliśmy do czynienia z następującą alternatywą: albo Polska wstąpi na drogę budowy niepodległości, obrony interesu narodowego w gospodarce, budowy suwerenności, armii polskiej, suwerennej polityki zagranicznej, albo zostanie podporządkowana sowietom. Gdyby wtedy rządu nie obalono, to dzisiejsza rzeczywistość wyglądałaby zupełnie inaczej – mówi w rozmowie z Niezalezna.pl legendarny działacz komunistycznego podziemia Krzysztof Wyszkowski, wspominając tzw. „noc teczek”.

Krzysztof Wyszkowski
Autor: Filip Blazejowski

Przemysław Obłuski: Mija 30 lat od „nocy teczek”. Sam Waldemar Pawlak, który zastąpił na stanowisku premiera Jana Olszewskiego nazwał wówczas tę akcję „gangsterskim chwytem”. Jak pan wspomina ten czas? Mam na myśli nie tylko samo odwołanie rządu Olszewskiego, ale także to, co działo się wcześniej.

Krzysztof Wyszkowski: Bardzo ciężko przeżyłem dwa miesiące Okrągłego Stołu, obserwowałem to z bliska. To było dla mnie wstrząsające, ponieważ zobaczyłem ludzi, których znałem, do których miałem zaufanie, jako oszustów. Mówię o takich ludziach jak Tadeusz Mazowiecki, Bronisław Geremek, Jacek Kuroń i Adam Michnik. Rząd Jana Olszewskiego, który został powołany mimo oporu ze strony Lecha Wałęsy, który początkowo desygnował na premiera Bronisława Geremka od początku był atakowany. Prezydent miał potężną partię w parlamencie i wiadomo było, że prędzej czy później do ataku na rząd dojdzie. Obalenie rządu Jana Olszewskiego nie było więc dla mnie wstrząsem, tym bardziej, że ten proces rozwijał się przez dłuższy czas. Bezpośrednia walka z rządem rozpoczęła się od ataku na ministra obrony Jana Parysa, kiedy więc Wałęsa wymusił jego urlopowanie (23 maja 1992 r.) to wiadomo było, że będzie kolejny atak. W sytuacji, kiedy udało mi się uruchomić akcję lustracyjną, choć wtedy nie wiedziałem, że min. Antoni Macierewicz prowadzi badania w MSW i pojawiła się potem ta uchwała lustracyjna, to było już wiadomo, że ostateczny atak nastąpi lada dzień. Przypominam, że Sejm postanowił, że min. Macierewicz ma przedstawić wyniki poszukiwań do 6 czerwca, więc sądziłem, że głosowanie dot. obalenia rządu Jana Olszewskiego odbędzie się 5 czerwca, żeby nie dopuścić do ujawnienia tej dokumentacji. Okazało się, że 4 czerwca min. Macierewicz uprzedzając tę możliwość i przedstawił wyniki prac prowadzonych przez min. Piotra Naimskiego (ówczesnego szefa UOP) i wtedy natychmiast prezydent ze swoimi stronnikami przystąpili do histerycznego ataku. Znamy to z filmu „Nocna zmiana”.

Kulminacja ataków na rząd Jana Olszewskiego była związana z kwestią ujawnienia komunistycznej agentury, ale chyba miała swoje podglebie także w różnych wizjach na Polskę, na jej suwerenność i bezpieczeństwo. Mam tu na myśli pomysł Wałęsy na „NATO-bis”, na tworzenie spółek „joint venture” [spółki polsko-zagraniczne-red.] na terenie dawnych baz wojskowych z udziałem Rosjan. Można przypuszczać, że szyfrogram, który Wałęsa dostał od Olszewskiego w czasie podróży do Moskwy, który wiązał mu ręce m.in. w tych kwestiach, musiał go rozsierdzić.

Autentyczną przyczyną odwołania tego rządu było ujawnienie agentury; to nie był tylko pretekst. Pan mówi o różnych wizjach, ale skąd się brały te wizje? One brały się z faktu, że Lech Wałęsa był obrzydliwym, podłym agentem Służby Bezpieczeństwa, który udawał polskiego patriotę, a Jan Olszewski i jego rząd, byli ludźmi dążącymi do niepodległości Polski, uwolnienia się spod kontroli sowieckiej; to byli polscy patrioci. To był spór o wolność Polski, o niepodległość, o suwerenność, o demokrację. Okrągły Stół nie ustanowił w Polsce demokracji, nie obalił komunizmu, było odwrotnie. To była umowa komunistów i jej tajnej policji SB, która była oddziałem sowieckiej KGB z jej agentami i różnymi oportunistami, którzy nie wierzyli, że Polska może sięgnąć po niepodległość. Tacy ludzie jak Jan Olszewski, Antoni Macierewicz, Jan Parys i wielu innych ludzi obozu niepodległościowego uważali, że należy starać się o niepodległość już w 1989 roku. Ona już wtedy była do odzyskania, ale wymyślono procedurę okrągłostołową, która umożliwiła przetrwanie komunistom, co w dużym stopniu trwa do dzisiaj. Wiele problemów zostało przezwyciężonych, ale przecież obecność w polskiej polityce takich ludzi jak Leszek Miller odnotowywany w archiwach KGB jako „Minim”, czy prezydent Aleksander Kwaśniewski odnotowywany w archiwach SB jako „Alek”, czy agent dywersyjnych służb specjalnych „Olin” (Józef Oleksy), bardzo dobrze pokazuje, że dywersja anty-suwerennościowa, anty-niepodległościowa była bardzo mocno ulokowana w strukturach państwa polskiego, w polskim życiu politycznym i nawet do dzisiaj wiele z tych układów przetrwało.

Wróćmy do samego Wałęsy. Czy rozpaczliwa próba zapobieżenia ujawnieniu agentury była z jego strony polityczną grą wyłącznie w jego własnym interesie, czy na zasadzie „zblatowania” bronił też postkomuny i postsolidarnościowych aktywów bezpieki?

Znam Wałęsę bardzo dobrze i sądzę, że poszedłby on na pewną współpracę z rządem, gdyby rząd go zapewnił, że nie ujawni jego agenturalności.

W rozmowie z Macierewiczem, która pojawiła się w „Nocnej zmianie”, Wałęsa przebąkuje coś o latach 70-tych, sugerując mu ostrożność.

Dokładnie tak, ale nie można się było na to zgodzić, bo on wcześniej pokazał, że jest twardym czynnikiem dominacji tego układu posowieckiego. Oszczędzanie Wałęsy, ukrywanie prawdy, byłoby sprzeniewierzeniem się fundamentalnym interesem państwa. To było niemożliwe, więc Macierewicz i Jan Olszewski tego nie zrobili. 

Wałęsa nie był zbrodniarzem. Ja się opiekowałem tym człowiekiem przez wiele lat, namówiłem go na obalenie Jaruzelskiego i kandydowanie na prezydenta, byłem w jego sztabie wyborczym, stworzyłem mu program wyborczy. Wiele zrobiłem, nie wiedząc oczywiście o jego agenturalnej przeszłości, ale zdając sobie sprawę z jego słabości. Nie wiedziałem, że to, co ja widzę jako słabość jest jednocześnie dla sowietów gwarancją, że mają go w garści, że każdym momencie będą mogli przywołać go do porządku i zmusić do współpracy. Pomimo tego mam do niego pewien sentyment, bo jest to fragment mojego życia.

Muszę panu przyznać, że ja też, bo głosowałem na niego i ślepo mu wierzyłem. Przejdźmy dalej. Był pan członkiem KLD, był pan też doradcą premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego, zna pan doskonale to środowisko. Jaka była rola KLD i samego Tuska w „nocy teczek”.

Kongres tworzyła grupa młodych ludzi, sam byłem wtedy młody. Wśród jego twórców było kilku moich przyjaciół z którymi siedziałem w więzieniu, do których miałem zaufanie. Od początku uczestniczyłem w jego pracach nad programem, m.in. dot. polityki zagranicznej. W kongresie były czynniki patriotyczne, ale wtedy ja zupełnie nie wiedziałem kim jest Donald Tusk, który odgrywał w organizacji tej partii główną i jak się okazało decydującą rolę. Dzisiaj wiem, że w 1989, 1990 roku, kiedy powstawał KLD, to właśnie Służba Bezpieczeństwa zaangażowała się w tworzenie nowej geografii politycznej w Polsce, m.in. w tworzenie nowych partii politycznych. Dopiero dzisiaj wiemy np., że agent SB Wiktor Kubiak, który kupił Tuskowi mieszkanie, wyposażył go w pieniądze, finansował powstanie KLD. Wiadomo, że kto płaci, ten wymaga. To była szeroka akcja SB, a jestem przekonany, że organizowana przez sowietów, którzy chcieli wytworzyć nowy układ polityczny przy pomocy wybranych przez siebie ludzi. I jednym z takich ludzi, którzy przyjęli tę propozycję pracy na rzecz Kubiaka był właśnie Donald Tusk. Osobiście jeździłem z nim do Warszawy, do Marriotta, gdzie Kubiak wynajmował apartament. Uczestniczyłem w tym nie wiedząc, że mam do czynienia z KGB.

Według zasady „kto płaci, ten wymaga” Tusk się całkowicie uzależnił od Służby Bezpieczeństwa, od Kubiaka osobiście. W pewnym momencie Donald powiedział, że ten sponsor, czyli Kubiak, da pieniądze na pismo „Przegląd Polityczny”, które zaczęło się ukazywać oficjalnie. Nagle powstała redakcja, do której ja też należałem i Kubiak na to wszystko przywoził furę pieniędzy. Ludziom, którzy dotychczas żyli ubogo nagle objawił się inny świat i czuli się zobowiązani.

Wróćmy jeszcze do uchwały lustracyjnej. Ostatnio pan wspominał, że we wniosku, który złożył Sejmowi Janusz Korwin-Mikke zabrakło miejsca dla współpracowników służb wojskowych. Dlaczego tak się stało pana zdaniem?

To, że Korwin uchodzi za ojca uchwały lustracyjnej, to błąd, było inaczej. Korwin sam z siebie tego nie zrobił, bo on w stanie wojennym podpisał deklarację lojalnościową; on by tego nie wymyślił. Po tym jak ja ujawniłem, że w Sejmie jest ok. 60 agentów i informacja PAP-owska ukazała się w dniu, kiedy posłowie jechali do Warszawy na posiedzenie Sejmu, to właśnie jego kolega poseł Lech Próchno-Wróblewski w jakimś konstruktywnym odruchu napisał projekt tej uchwały. Korwin dosłownie wyrwał mu to z ręki i poszedł na trybunę, zgłaszając jako swój. To było niedopracowane i braki w trym wstępnym projekcie wynikały również właśnie z tego faktu. Gdyby Korwin tego nie zrobił, to Próchno-Wróblewski spróbowałby zapewne ten projekt omówić z innymi ludźmi i mógłby on być lepszy. 

Jak wyglądałaby dziś Polska, gdyby w czerwcu 1992 r. do obalenia rządu Olszewskiego nie doszło?

To był moment zwrotny dla Polski. Mieliśmy do czynienia z następującą alternatywą: albo Polska wstąpi na drogę budowy niepodległości, obrony interesu narodowego w gospodarce, budowy suwerenności, armii polskiej, suwerennej polityki zagranicznej, albo zostanie podporządkowana sowietom. Gdyby wtedy rządu nie obalono, to dzisiejsza rzeczywistość wyglądałaby zupełnie inaczej. Niemożliwy byłby udział komunistów w życiu publicznym, a pamiętajmy, że wkrótce po obaleniu rządu Olszewskiego, po rządzie Pawlaka, a potem Hanny Suchockiej, to komuniści na długie lata z prezydentem Kwaśniewskim powrócili do władzy. Nie byłoby zapewne dzisiaj Platformy Obywatelskiej, skonstruowanej wokół tego twardego kośćca zbudowanego przez Służbę Bezpieczeństwa, czyli KLD i nie mielibyśmy zagrożenia, w którym KLD pod kierownictwem Donalda Tuska stało się dywersantem niemieckim wobec polskich interesów państwowych. Dzisiaj ta tzw. „totalna opozycja” nie blokowałby środków unijnych dla Polski, nie szkodziłaby Polsce w innych wymiarach. Te wszystkie ataki ze strony TSUE i wiele innych, są wywoływane przez cały ten układ funkcjonujący „pod komendą Tuska”. To wszystko jest orkiestrowane, wywoływane i organizowane przez Tuska, który był nagradzany przez Niemców, który składał Niemcom hołdy, który – powtarzam – jest niemieckim dywersantem. Przez ten czas rządów komunistów i Platformy Obywatelskiej Polska straciła gigantyczne pieniądze i masę czasu. Gdyby nie obalono rządu Olszewskiego, polskie życie społeczne wyglądałoby inaczej, polskie życie gospodarcze wyglądałyby inaczej, inaczej wyglądałby dzień dzisiejszy, choć, mimo, że jesteśmy pod presją „zagranicy” i „targowicy” dzięki rządowi Zjednoczonej Prawicy nie jest źle.

 



Źródło: niezalezna.pl

 

Przemysław Obłuski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo