Oczywiście trzeba bardzo złej woli i politycznego fanatyzmu, by tam, gdzie sędzia nie dopatrzyła się złamania przepisów, samemu dopatrywać się jakiegoś związku przyczynowo - skutkowego z wcześniejsza aktywnością społeczno-polityczną pani sędzi. Tej zdarzało się bywać, a nawet przemawiać na tych samych demonstracjach, na których bywał i przemawiał zamordowany prezydent Adamowicz. Którego nazwisko też zresztą pojawiło się podczas niedawnych wystąpień obrońców, z których jeden uznał, że część ewentualnej winy można w najgorszym razie przypisać zmarłemu.
Niektórych zaskoczyło, że nie tak dawno proces ruszył z kopyta pomimo notorycznej nieobecności oskarżonej, która zbyt chora, by stawiać się na rozprawach, narażała równocześnie swe cenne zdrowie na szwank w Parlamencie Europejskim. I nawet to nie podobało się niewdzięcznej opinii publicznej w Polsce. Tyle, że przyspieszenie to jak się zdaje nastąpiło po prostu po to, by wszyscy mieli już wszystko z głowy, a wyrok znany był przecież od początku każdemu, kto kojarzy polską geografię polityczną. Uzasadnienie to już tylko formalność. Z pierwszych przekazów medialnych wynika zresztą, że głównym argumentem sądu było stwierdzenie, że oskarżona nie miała obowiązku umieszczać niekorzystnych dla siebie informacji w zeznaniu majątkowym. Tylko które informacje w tego typu dokumentach są dla składających korzystne?
Nie tak dawno, tym razem w innym bastionie praworządności, Poznaniu, zakończył się proces, w którym uniewinniono eks-senatora Aleksandra Gawronika od zarzutu podżegania do zabójstwa dziennikarza Jarosława Ziętary. Są państwa, gdzie tego typu sprawy powodują masowe, polityczne wstrząsy, ale Polska do nich najwyraźniej nie należy. Sprawa jest stara, jeszcze z początków III RP, jednak przez lata niespecjalnie komukolwiek zależało chyba na tym, by dojść do prawdy w sprawie śmierci młodego dziennikarza śledczego. W końcu jednak klimat się zmienił, a podjęte na nowo tropy doprowadziły do Gawronika, wieloletniej regionalnej szarej eminencji.
Proces więc ruszył i, trochę inaczej, niż to się dzieje na ogół, nie rozciągał się w czasie, a wręcz przeciwnie, został ucięty niczym nożem. Ot, skończyły się zeznania i z zaskoczeniem dla rodziny ofiary i oskarżycieli od razu, pomimo sprzeciwów, zapadł wyrok. Nie było nawet czasu na przygotowanie mowy końcowej. Byle szybciej, byle mieć z głowy.
Wszystko zaś dzieje się w siódmym roku coraz skuteczniej blokowanych zmian i naprawdę trudno dostrzec jakiekolwiek światło w tym tunelu.