Rosyjska zbrodnia w Smoleńsku: motyw, sprawcy, dowody - 12. ROCZNICA TRAGEDII SMOLEŃSKIEJ

Narzędzie zbrodni? Ładunek termobaryczny, czyli klasyczne materiały wybuchowe wzbogacone w paliwo. Ślady? Pozostałości substancji eksplozywnych i charakterystyczne zniszczenia samolotu. Sprawca? Rosyjskie służby specjalne, które remontowały samolot Tu-154, a następnie przejęły śledztwo i niszczyły liczne dowody. Motyw? Chęć likwidacji polskiej elity, która w 2010 r. - podobnie jak dzisiaj władze Ukrainy - stała na przeszkodzie w realizacji imperialnych planów Kremla. Poszlaki? Sfałszowane sekcje zwłok, "samobójstwa" świadków, tajne rozmowy.

Serge Serebro, Vitebsk Popular News, CC BY-SA 3.0 <https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0>, via Wikimedia Commons

Co po 12 latach wiemy o tragedii smoleńskiej z kwietnia 2010 roku? I – jednocześnie – co przez ten czas udawało się ukrywać, przemilczać lub wyszydzać mediom, które dziś dostrzegają bestialstwo i bezwzględność putinowskiej Rosji, ale po Smoleńsku głosiły konieczność polsko-rosyjskiego pojednania, powielały narrację Kremla, a kwestionującym wersję Putina zarzucały rusofobiczną paranoję?

MOTYW

Po co Rosja miałaby zabijać Lecha Kaczyńskiego? Takie pytanie – w formie szyderstwa – padało często po 2010 roku. Podawano też w wątpliwość samą zdolność Władimira Putina do wyeliminowania głowy sąsiedniego państwa. Dziś, po rosyjskiej agresji na Ukrainę, polityczno-gospodarcze tło katastrofy smoleńskiej jest wyraziste jak nigdy dotąd.

– 12 sierpnia 2008 roku Lech Kaczyński – podczas agresji rosyjskiej na Gruzję – przemawiał na wiecu w Tbilisi. To wówczas padły słynne słowa: „Wiemy świetnie, że dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę”. 23 listopada 2008 roku nieznani sprawcy oddali na terytorium Gruzji, przy tzw. granicy z kontrolowaną przez Rosjan Osetią Południową, trzy serie z kałasznikowa w kierunku kolumny samochodów, w której podróżowali znienawidzeni przez Moskwę prezydenci: Lech Kaczyński i Micheil Saakaszwili. Na szczęście nikomu nic się nie stało, ale incydent uruchomił przemysł pogardy wobec prezydenta RP (B. Komorowski: „Jaki prezydent, taki zamach”);

– 15 lutego 2010 roku do pracy w MSZ niespodziewanie wraca Tomasz Turowski – w latach 1976–1985 agent najbardziej elitarnej, zakonspirowanej komórki wywiadu: Wydziału XIV w Departamencie I; dostęp do danych tej agentury miały służby sowieckie. Zostaje powołany na stanowisko kierownika wydziału politycznego w ambasadzie RP w Moskwie i od razu wyznacza mu się organizację prezydenckiej wizyty w Rosji. Także w lutym 2010 roku Radosław Sikorski, szef MSZ, pisze w „Sueddeutsche Zeitung”, że z punktu widzenia Polski perspektywa ściślejszej współpracy NATO z Rosją jest bardzo obiecująca, „członkostwo Rosji w NATO przyniosłoby większą stabilność” i że „wspólnie możemy wiele zyskać”;

– 26 marca 2010 roku do prezydenta Kaczyńskiego trafiła ekspertyza w sprawie umowy gazowej z Rosją, przygotowana przez Piotra Naimskiego. Z dokumentu wynikało, że wbrew temu, co mówił Waldemar Pawlak, Polska może zdywersyfikować dostawy gazu. I że Gazpromowi zapewniono pozycję monopolisty w dostawach dla PGNiG aż do 2037 roku, a polityka energetyczna rządu PO-PSL zabezpiecza rosyjskie, a nie polskie interesy. Po zapoznaniu się z raportem Lech Kaczyński usilnie szukał sposobów na prawne zablokowanie polsko-rosyjskiej umowy gazowej;

– 8 kwietnia 2010 roku, dwa dni przed katastrofą, „The Wall Street Journal” pisał: „Cały gazowy przemysł Polski i specjalny wysłannik USA ds. energetyki zebrali się na konferencji na temat gazu łupkowego (...). Amerykańscy giganci rozpoczną odwierty gazu łupkowego w Polsce w ciągu najbliższych kilku tygodni. W razie sukcesu polityka energetyczna Polski, podejście do kwestii dwutlenku węgla, a nawet polityka zagraniczna mogą się całkowicie zmienić (...). Odkrycie wielkich złóż gazu łupkowego w Polsce mogłoby osłabić znaczenie Gazpromu w Europie Środkowo-Wschodniej”. Starania te popierał Lech Kaczyński. Już po Smoleńsku, w czerwcu 2010 roku, p.o. prezydenta RP Bronisław Komorowski wypowiedział się przeciwko wydobyciu gazu łupkowego, twierdząc, że doprowadzi to do „dewastacji obszarów krajobrazowych Polski”;

– w grudniu 2009 roku biuro ówczesnego marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego rozsyła do posłów foldery reklamowe MAW Telecom. To firma wchodząca w skład konsorcjum, które wygrało przetarg na remont polskich tupolewów, a następnie skierowało je do zakładów należących do bliskich znajomych Władimira Putina. W tym samym miesiącu Komorowski zachęca posłów z Komisji ds. UE do szybkiej pracy nad ustawą, w której wpisano możliwość opuszczenia UE w wyniku głosowania zwykłą większością sejmową. Ostateczną treść projektu uzgodniono 9 kwietnia 2010 roku, dzień przed katastrofą smoleńską, w której zginął prezydent Lech Kaczyński. Przegłosowaną przez PO w październiku 2010 roku ustawę podpisał... jej inicjator, czyli Bronisław Komorowski, nowy prezydent RP;

– po tragedii smoleńskiej, w której zginęła nie tylko prezydencka para, lecz także wszyscy najważniejsi dowódcy wojskowi oraz polska elita niepodległościowa (dotkliwie osłabiona została najbardziej antyrosyjska partia w Polsce – PiS), w polskiej polityce zagranicznej nastąpił zdecydowany zwrot ku Rosji. SKW podjęła współpracę z FSB, a na szczeblu BBN regularnie dochodziło do spotkań z przedstawicielami aparatu bezpieczeństwa Rosji;

– 29 października 2010 roku wicepremier Waldemar Pawlak i wiceszef rządu Władimira Putina – Igor Sieczin – podpisali porozumienie w sprawie zwiększenia do Polski dostaw gazu rosyjskiego. Umowa zakładała dostarczanie przez Rosjan gazu do 2022 roku po najwyższych cenach w Europie, a jednocześnie zawierała zapis dotyczący tranzytu gazu przez Polskę do 2019 roku (z możliwością wydłużenia aż do 2045 roku) za cenę niższą niż ta, którą Federacja Rosyjska płaciła Białorusi czy Ukrainie;

– w grudniu 2013 roku podczas posiedzenia Komitetu Strategii Współpracy Polsko-Rosyjskiej podpisano rządowy program „Polska–Rosja 2020”. Zakładał on długoterminową współpracę Polski i Rosji, strategiczne partnerstwo UE i Rosji, „wspólną produkcję” gospodarczą z Kremlem w oparciu o nowoczesne technologie, „zielone korytarze” na granicy polsko-rosyjskiej, regularne konsultacje Warszawy z Moskwą w sprawie „różnych aspektów bezpieczeństwa”; 

– w styczniu 2014 roku koncesję na obrót energią elektryczną w naszym kraju uzyskała spółka IRL Polska kontrolowana przez moskiewski koncern Inter RAO. Pod koniec maja 2014 roku firma ta rozpoczęła handel energią elektryczną w Polsce, zawierając pierwszą transakcję na Towarowej Giełdzie Energii. W zarządzie Inter RAO zasiadał wtedy m.in. Borys Kowalczuk, syn osobistego „kasjera” Władimira Putina – Jurija Kowalczuka. A w jednej ze spółek-córek Inter RAO – JSC Inter RAO – pracował wówczas na kierowniczym stanowisku znany w Polsce rosyjski szpieg Władimir Ałganow. 

SPRAWCY

1. Remont 

– jesienią 2008 roku – a więc niedługo po wystąpieniu Lecha Kaczyńskiego w Tbilisi – przedstawiciele polskiej firmy Polit Elektronik, która pół roku później wygrała wraz z MAW Telecom przetarg na remont tupolewów, poinformowali zakłady „Awiakor” w Samarze o swoim zwycięstwie w... nieogłoszonym jeszcze nawet konkursie ofert;

– 16 lutego 2009 roku polski resort obrony oficjalnie ogłosił przetarg na remont tupolewów. Już sześć dni później (parę tygodni przed rozstrzygnięciem przetargu!) startujący w nim Polit Elektronik podpisał porozumienie z przyszłym rosyjskim wykonawcą i podwykonawcami remontu: „Awiakorem” z Samary, „Tupolewem” z Moskwy, „Saturnem” z Rybińska i „Hydrauliką” z Ufy.  Zakłady podpisujące umowę z Polit Elektronik zobowiązały się „nie brać udziału w jakichkolwiek innych umowach dotyczących remontu samolotów Tu-154M nr 90A837, 90A862 [tj. 101 i 102], silników D-30KU, WSU-TA-6A należących do MON RP i nie dostarczać elementów remontowych do remontu wyżej wymienionych wyrobów”. Mówiąc krótko: Rosjanie wyraźnie dali do zrozumienia, że Tu-154 musi trafić do spółki „Awiakor” w Samarze, a przetarg powinna wygrać polska firma Polit Elektronik. Inaczej nie dostarczyliby nawet części do samolotu;

– 9 września 2009 roku podsekretarz stanu w MON Zenon Kosiniak-Kamysz informował szefa tego resortu Bogdana Klicha, że remont samolotów Tu-154M jest „nadzorowany przez II Departament Federalnej Służby ds. Współpracy Wojskowo-Technicznej z Zagranicą Federacji Rosyjskiej (FSWTS), który wyraził zgodę na dokonanie remontu samolotów w OAO Aviacor Samara”. Szefem FSWTS, która kontrolowała przetarg i remont polskich Tu-154, był gen. Michaił Dmitriew, wieloletni funkcjonariusz KGB i rosyjskiego wywiadu SWR. Po katastrofie smoleńskiej gen. Dmitriew został doradcą ministra Siergieja Szojgu, koordynującego 10 kwietnia 2010 roku akcję „zabezpieczenia” wraku tupolewa;

– tupolew, który rozbił się pod Smoleńskiem, od 20 maja do 23 grudnia 2009 roku przebywał w zakładach „Awiakor” należących do rosyjskiego oligarchy Olega Deripaski, zaprzyjaźnionego z Władimirem Putinem. Prawą ręką Deripaski jest Walerij Pieczenkin, były agent KGB i FSB. Deripaska został objęty zachodnimi sankcjami po aneksji Krymu przez Rosję w 2014 roku oraz w związku z rosyjską inwazją na Ukrainę w 2022 roku; 

– zakłady „Saturn”, w których odbył się remont silnika Tu-154M nr 101, od 2009 roku kontrolowane są przez Siergieja Czemiezowa – byłego agenta KGB, bliskiego przyjaciela Władimira Putina, z którym obecny prezydent Rosji pracował razem w latach 80. w Niemieckiej Republice Demokratycznej. W marcu 2022 roku USA wprowadziły ograniczenia wizowe i zamroziły aktywa Czemiezowa, jego żony, synów i pasierbicy w związku z inwazją Rosji na Ukrainę.

2. „Katastrofa” i śledztwo

– sprowadzanie samolotu w Smoleńsku nadzorował z Moskwy generał-major Władimir Benediktow, który od dłuższego czasu należy do ścisłej grupy najwyższych dowódców sił zbrojnych. Po Smoleńsku został awansowany przez Siergieja Szojgu. W Czeczenii dowodził on krwawymi akcjami „antyterrorystycznymi” i powietrznymi operacjami specjalnymi. Obecnie na Ukrainie nadzorował m.in. nieudane operacje transportu Iłami-76 specjalnych jednostek, które po wylądowaniu w pobliżu Kijowa miały zająć stolicę i zlikwidować ukraińskie dowództwo;

– między 10 a 13 kwietnia 2010 roku doszło do kluczowych manipulacji na miejscu katastrofy. 11 lipca w samolocie Tu-154 świadomie wybijano szyby, a wrak niszczono. Między 11 a 12 lipca przynajmniej siedem części maszyny zmieniło położenie, w tym statecznik, który przeniesiono o 50 m w kierunku centrum miejsca katastrofy. 11 i 12 kwietnia 2010 roku modyfikowano zawartość kart pamięci aparatów fotograficznych należących do ofiar. W tym czasie – jak wynika z notatek, jakie sporządził tuż po 10 kwietnia 2010 roku płk Mirosław Grochowski – rosyjskimi służbami na wrakowisku rządził gen. Siergiej Bajnietow, inny bliski współpracownik ministra Siergieja Szojgu;

– oficjalnie postępowanie w sprawie tragedii zostało przejęte przez Rosję po tym, jak Donald Tusk zawarł tajne porozumienie z premierem Władimirem Putinem. Zaczęło wówczas obowiązywać rozporządzenie, wydane 13 kwietnia 2010 roku przez Putina, które badanie katastrofy i koordynowanie działań krajowych i międzynarodowych powierzyło Międzypaństwowemu Komitetowi Lotniczemu Tatiany Anodiny. W wyniku tej decyzji Polska musiała zaakceptować konkluzje raportu MAK;

– rosyjskie śledztwo prokuratorskie w sprawie katastrofy smoleńskiej prowadzi od początku zastępca prokuratora generalnego Rosji gen. Aleksander Bastrykin, objęty obecnie zachodnimi sankcjami. To w jego ręce trafiły wszystkie kluczowe dowody, na przykład wrak i czarne skrzynki. Bastrykin to kolega Władimira Putina z czasów studiów, dziś jest jego bliskim doradcą. W sierpniu 2008 roku smoleński prokurator osobiście kierował pracami grupy śledczej Komitetu Śledczego w celu zbadania faktów „zbrojnej agresji Gruzji przeciwko Osetii Płd.”. W 2012 roku kazał wywieźć do lasu niezależnego dziennikarza „Nowej Gaziety” Siergieja Sokołowa i groził mu śmiercią. Niedawno Bastrykin stwierdził zaś, że „rosyjski Komitet Śledczy ma udokumentowane dowody ludobójstwa i brutalnego traktowania ludności cywilnej przez radykalnych nacjonalistów na Ukrainie”;

– w kwietniu 2010 roku żołnierze Żandarmerii Wojskowej dwukrotnie przylatywali do Rosji, by zbierać dowody w sprawie tragedii smoleńskiej. W obu przypadkach ich działania ograniczyły się do zakrapianych imprez oraz sauny w hotelu użyczonym przez funkcjonariuszy FSB.

NARZĘDZIE ZBRODNI 

– w końcowym raporcie smoleńskim opisany jest dokładnie przebieg dwóch eksplozji, jakie miały miejsce w Tu-154. Zebrano bogaty materiał dowodowy: od wiarygodnych zapisów kopii rejestratorów (na podstawie zapisów amerykańskich urządzeń TAWS i FMS) i analizy mechanicznych zniszczeń elementów samolotu – poprzez komputerowe badania Amerykanów wykazujące na przykład, że drzwi tupolewa nie mogły zostać wbite na metr w ziemię w wyniku „zwykłego” uderzenia samolotu w ziemię – aż po identyfikację śladów materiałów wybuchowych na Tu-154;

– na eksplozję w lewej części skrzydła wskazują „loki” powybuchowe, czyli charakterystyczne zawinięcia materiału na poszyciu spodnim oderwanej końcówki części lewego skrzydła; odkształcenia odłamków na skutek wewnętrznej fali powybuchowej; rozrzut odłamków we wszystkich kierunkach w stosunku do toru przemieszczania się samolotu (także w tył i na boki); identyfikacja wewnętrznych części skrzydła, które osiadły na gałęziach wysokich partii drzew;

– według podkomisji smoleńskiej główną przyczyną zniszczeń Tu-154 była eksplozja kesonu baku balastowego (która nastąpiła po wybuchu na skrzydle). W jej wyniku zniszczony został sam keson, czyli fragment lewej części centropłata, wraz z przednim dźwigarem i osmolonymi żebrami. Dźwigar przeleciał około 70 m na zachód. Wybuch rozsadził trzecią salonkę, zabijając wszystkich jej pasażerów i rozrzucając ich szczątki na całej długości wrakowiska;

– równocześnie fala detonacyjna wysadziła lewe drzwi pasażerskie, które z ogromną siłą wbiły się na metr w ziemię, a tysiące fragmentów kuchni zostały rozproszone na 1/3 obszaru katastrofy. Fala detonacyjna idąca w kierunku ogona rozerwała fragment kadłuba i spowodowała wywinięcie lewej i prawej burty wraz z dachem na zewnątrz konstrukcji;

– obecność materiałów wybuchowych (trotyl, heksogen, pentryt) na szczątkach lewego skrzydła i wewnętrznego fragmentu poszycia samolotu została już udowodniona przez laboratoria w Polsce, USA i Wielkiej Brytanii. Pozostałości takich substancji wykryto na przynajmniej 107 elementach wewnętrznych samolotu – przede wszystkim na metalowych częściach foteli;

– jak ustaliła „GP” – podkomisja smoleńska definitywnie stwierdziła, że eksplozje w Tu-154 były spowodowane przez ładunek termobaryczny. To rodzaj materiału wybuchowego wykorzystującego tlen z otaczającego powietrza do wytworzenia eksplozji o wysokiej temperaturze. Według naszych informacji, podkomisja smoleńska w najbliższych dniach przedstawi wyniki dwóch różnych analiz dowodzących takiego charakteru eksplozji.

ŚLADY

Ślady na miejscu katastrofy dowodzące takiego przebiegu zdarzeń to:

– 60 tys. elementów samolotu na miejscu tragedii, choć według oficjalnej wersji spadł on z zaledwie 5 m na błotniste podłoże. Dla porównania: wysadzony w powietrzu nad Lockerbie w 1988 roku boeing, po upadku z ponad 9 tys. metrów, rozpadł się na około 10 tys. części;

– brak krateru, który powinien powstać po uderzeniu w miękki grunt ponad 70-tonowego samolotu, przesuwającego się po ziemi przez około 150 m. Na całym obszarze wrakowiska nie ma też innych śladów silnego uderzenia kadłuba w ziemię;

– liczne odłamki osmolone i opalone rozsiane około 100 m przed miejscem upadku samolotu. Jak wynika z raportu polskich archeologów z 2010 roku, jeszcze przed głównym polem szczątków odnalezione zostały liczne odłamki samolotu o wielkości od kilku do kilkunastu centymetrów kwadratowych, które nosiły ślady oddziaływania termicznego oraz mechanicznego. Część z nich miała swoiste mikrokratery na swojej powierzchni – to cecha charakterystyczna dla zniszczeń spowodowanych przez detonację;

– całkowite zdarcie z wewnętrznej części kadłuba wykładziny wraz z izolacją;

– kompletne rozczłonkowanie kilkunastu ofiar siedzących w salonce nad centrum eksplozji i rozrzucenie ich ciał na całym obszarze wrakowiska;

– liczne i rozległe rany oparzeniowe zwłok ofiar odnalezionych poza sferą ognia naziemnego.  Niezależnie od obrażeń mechanicznych ciał u około 25 proc. ofiar stwierdzono rozległe rany oparzeniowe (do 40 proc. powierzchni ciała). Część z tych ciał znajdowało się w odległości nawet ponad 55 m od źródła ognia naziemnego;

– co najmniej 35 ciał zostało całkowicie lub częściowo odartych z odzieży. Były to przede wszystkim ciała osób siedzących w przedniej części samolotu, poczynając od trzeciej salonki. Jak pokazują badania, ubrania mogą być zerwane z pasażera, jeśli zostanie on narażony na prędkość powietrza przekraczającą 460 km/h. Tymczasem prędkość samolotu Tu-154M przed upadkiem na ziemię wynosiła około 265 km/h.

POSZLAKI

Katastrofie w Smoleńsku towarzyszyły niezwykłe wydarzenia:

– przed tragedią ówczesny szef kancelarii premiera Tomasz Arabski odbył dwa tajemnicze spotkania z Jurijem Uszakowem, zastępcą szefa administracji Władimira Putina: 25 lutego 2010 roku w Warszawie i 17 marca 2010 roku w Moskwie;

– jeśli chodzi o spotkanie warszawskie – tajne rozmowy Arabskiego z Uszakowem rozpoczęły się w Kancelarii Premiera, a skończyły w jednej ze stołecznych restauracji. W spotkaniu brał udział Władimir Grinin – ówczesny ambasador Rosji w Polsce, główny uczestnik gry dyplomatycznej Moskwy, mającej na celu obniżenie rangi wizyty Lecha Kaczyńskiego w Katyniu. Grinin to przyjaciel Putina. Obaj znają się jeszcze z drugiej połowy lat 80. Gdy Putin był agentem KGB w Dreźnie, Grinin stał na czele sowieckiej ambasady w NRD;

– spotkanie Arabskiego w Moskwie odbyło się w restauracji w sposób nieformalny. Przedtem szef kancelarii premiera Tuska zwiedzać miał przez trzy godziny plac Czerwony i Galerię Tretiakowską. W rozmowach Arabskiego z Uszakowem wziął udział Igor Sieczin, ówczesny wicepremier, prawa ręka Władimira Putina, szef frakcji „siłowików” (środowiska byłych agentów KGB/FSB) w Rosji. Po spotkaniu Arabski zabronił Justynie G., pracownicy ambasady RP w Moskwie, informowania ambasadora Jerzego Bahra o treści swoich rozmów z Rosjanami. W aktach prokuratury czytamy: „Dla Jerzego Bahra ta sytuacja była zupełnie nienormalna i niezrozumiała”. Ale i Justyna G. nie słyszała całej rozmowy Arabskiego z Uszakowem. „Świadek [Justyna G.] rozmowę z wicepremierem Sieczinem tłumaczyła całą, natomiast rozmowę z ministrem Uszakowem tłumaczyła częściowo z tego powodu, iż część rozmowy odbyła się w języku angielskim i wtedy była proszona, żeby im nie towarzyszyć” – stwierdziła prokuratura;

– tuż przed katastrofą smoleńską Dmitrij Miedwiediew zmienił naczelnika FSB w Smoleńsku. Został nim pułkownik Oleg Konoplew – wcześniej zastępca szefa FSB w Twerze, skąd pochodzi także znany z wieży w Smoleńsku płk Nikołaj Krasnokucki. Rok po katastrofie smoleńskiej Konoplew został awansowany na generała-majora. Awansował także Krasnokucki;

– przed wylotem do Smoleńska piloci Tu-154 otrzymali od Rosjan karty podejścia z błędnymi danymi;

– wkrótce po tym, jak Tu-154 z prezydentem Polski uległ zniszczeniu w Smoleńsku, na miejscu pojawiły się oddziały specnazu wojsk wewnętrznych, znane z udziału w krwawych operacjach specjalnych na Północnym Kaukazie. W oficjalnym rosyjskim raporcie MAK zatajono fakt obecności tych jednostek na miejscu tragedii;

– już 10 kwietnia 2010 roku czołowi politycy PO otrzymali SMS-a wysłanego przez najbliższe otoczenie Donalda Tuska. Treść wiadomości brzmiała:

„Katastrofę spowodowali piloci, którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. Do ustalenia pozostaje, kto ich do tego skłonił”;

– para tzw. rejestratorów katastroficznych tupolewa nr 101 – czyli rejestrator pokładowy MSRP-64M-6 i rejestrator dźwiękowy MARS-BM nr 323025 (dwie najważniejsze „czarne skrzynki”) – została dwukrotnie „znaleziona” na wrakowisku pod Smoleńskiem. I to tego samego dnia: 10 kwietnia 2010 roku. Na charakterystyczne pomarańczowe rejestratory natrafiono najpierw wczesnym popołudniem, po godz. 14:30. Według rosyjskich protokołów urządzenia te nie były uszkodzone, a po dokładnych oględzinach zostały spakowane do polietylenowych worków i zabrane. Wieczorem te same skrzynki – z identycznymi napisami i tego samego koloru – zostały odnalezione w Smoleńsku ponownie. Tyle że nosiły już ślady „rozległych i licznych” uszkodzeń;

– istnieje aż pięć różnych kopii zapisów rozmów z kokpitu. Różnice między ich długością sięgają aż dwóch minut, co jest niepodważalnym dowodem na fałszerstwo przynajmniej czterech z pięciu będących w obiegu kopii. Co więcej, rozbieżności dotyczą nie tylko czasu trwania całości nagrania, lecz także odstępów między tymi samymi wypowiedziami na różnych kopiach;

– już 10 kwietnia 2010 roku minister zdrowia Federacji Rosyjskiej Tatiana Golikowa powiadomiła Donalda Tuska, że Rosjanie będą przeprowadzali sekcje zwłok bez polskich lekarzy i prokuratorów. Premier RP nie zaprotestował. Gdy 11 kwietnia do Moskwy przybyli polscy prokuratorzy oraz Ewa Kopacz, obdukcje ofiar były już zakończone. W wyniku tych zaniechań część ofiar katastrofy smoleńskiej spoczęło nie w swoich grobach, a protokoły sekcyjne sporządzone przez Rosjan świadczą o tym, że sekcje w ogóle się nie odbyły. Tomasz Arabski i Ewa Kopacz wmawiali bliskim ofiar, że trumien nie wolno otwierać. 24 września 2010 roku Donald Tusk został powiadomiony, że Rosjanie w trumnie prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego (a także kilku innych ofiar smoleńskich) złożyli zwłoki innej osoby. O zamianie ciał dowiedziała się też wtedy komisja Millera i Naczelna Prokuratura Wojskowa. Mimo to informacji tej nie przekazano bliskim prezydenta, a ekshumację świadomie zablokowano;

– w sierpniu 2011 roku samobójstwo popełnił 53-letni naczelnik FSB w obwodzie twerskim, gen. Konstantin Moriew, który przesłuchiwał smoleńskich kontrolerów po katastrofie (ich zeznania potem zmieniono);

– w październiku 2012 roku samobójstwo popełnił Remigiusz Muś, technik pokładowy Jaka-40, który lądował w Smoleńsku przed tupolewem. Z wypowiedzi Musia wynikało, że kontrolerzy ze Smoleńska złamali wszelkie procedury, i że kopie nagrań z kokpitu tupolewa zostały sfałszowane;

– pod koniec stycznia 2014 roku „nieznani sprawcy” przecięli przewody hamulcowe w samochodzie pilota Jaka-40 por. Artura Wosztyla. Pilot natychmiast zgłosił sprawę na policję, bo półtora miesiąca wcześniej doszło do identycznego zdarzenia. Policjanci potwierdzili, że przewody zostały przecięte celowo. 


 

 



Źródło: Gazeta Polska

 

Grzegorz Wierzchołowski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo