Kuriozalny apel Donalda Tuska w obronie partyjnej koleżanki Hanny Gronkiewicz-Waltz. Wiceprzewodnicząca Platformy Obywatelskiej i prezydent Warszawy może zostać już niedługo odwołana z tego drugiego stanowiska. Dlatego Tusk próbując ratować PO przed kolejną porażką.... zniechęca mieszkańców stolicy od udziału w głosowaniu. To pokazuje skalę strachu w Platformie Obywatelskiej przed jego wynikiem.
 
Premier Donald Tusk dzisiaj ogłosił: "Chcesz zmienić Hannę Gronkiewicz Waltz, idź na referendum, nie chcesz, chcesz, aby dalej była prezydentem, nie idź na referendum". Niby nic zaskakującego. Jak zwykle premier wygłosił komunały. Tym razem jednak desperacki apel premiera, że jedyny ratunek dla Hanny Gronkiewicz-Waltz, to niska frekwencja w referendum, jest znamienny.
 
I jeszcze to usprawiedliwianie się dla ewentualnego bojkotu: "Nie pójście na referendum jest aktem decyzji. Nie jest ucieczką od odpowiedzialności. Bo to nie jest głosowanie w wyborach" - próbował przekonywać Donald Tusk. Kogo? Warszawiaków czy samego siebie?

Najzabawniej jednak zabrzmiało tłumaczenie czym jest brak udziału w referendum. Według Donalda Tuska niemalże oddaniem głosu za Hanną Gronkiewicz-Waltz. - Nie uczestniczenie w referendum jest aktem akceptacji, czy tolerancji, czy sympatii za aktualnie rządzącym prezydentem, czy burmistrzem czy wójtem - ogłosił partyjny kolega prezydent Warszawy. -  Dlatego ja liczę na to, że warszawiacy w swojej przewadze wyrażą takie wotum zaufania Hannie Gronkiewicz-Waltz odmawiając udziału w tym referendum.
 
Na szczęście dodał, że warszawiakom można zagłosować zgodnie z własnym sumieniem, a nie linią partii rządzącej. - Ale każdy kto ma inny pogląd, ma prawo go zademonstrować i zobaczymy jaki będzie wynik - stwierdził Donald Tusk. Uff, co za ulga…
 
Zobacz co powiedział Donald Tusk