32-latka z Ukrainy o demonstracji „Przestańcie strzelać do dzieci!”: Bardzo bym chciała, żeby ten cud się wydarzył

Już dziś o godzinie 14 z Placu Trzech Krzyży w Warszawie w kierunku rosyjskiej ambasady wyruszy demonstracja, na czele której staną ukraińskie kobiety. - Chciałabym z całego serca wierzyć w to, że może ten krzyk naszych matek, polskich matek, usłyszą matki rosyjskie, które, niestety, w bardzo wielu obszarach zawiodły. (…) Sting swojego czasu w utworze „Russians” śpiewał: „Mam nadzieję, że Rosjanie też kochają swoje dzieci” (…) bardzo bym chciała, żeby ten cud się wydarzył - wyznaje w rozmowie z niezalezna.pl 32-letnia Mariya Hud, Ukrainka, która od lat żyje i pracuje w Polsce.

Mariya Hud
Instagram/@marichkahud

Mariya pochodzi ze Lwowa, a w Polsce mieszka i pracuje od ok. 9 lat. Na co dzień zajmuje się marketingiem i PR [public relations-publicznym wizerunkiem-red.] w dużej międzynarodowej firmie. Mimo zawodowego sukcesu i związanego z nim dużego zaangażowania w pracę, 32-latka kultywuje historię i tradycję swojego kraju, angażując się i wspierając wszelkie pro-ukraińskie inicjatywy. 

Jedną z takich inicjatyw, szczególnie ważnych w obliczu trwającej na Ukrainie wojny, jest dzisiejsza demonstracja organizowana przez Kluby „Gazety Polskiej” pod hasłem: „Matki wołają: przestańcie strzelać do dzieci!”. Marsz na czele którego staną ukraińskie kobiety o godzinie 14 wyruszy z Placu Trzech Krzyży w Warszawie w kierunku rosyjskiej ambasady.

Zdaniem naszej rozmówczyni, wszelkiego rodzaju nagłaśnianie problemu jest bardzo ważne „nie tylko w formie wsparcia Ukraińców, ale też po to, „żeby świat nie zapomniał”. – Wszyscy doskonale wiemy, jak w dzisiejszych czasach to wygląda. Niestety w 2014 roku, jak rozpoczęła się inwazja na Ukrainę, jak rozpoczęła się wojna, to bardzo szybko ten temat stał się takim „old news” i szybko świat o tym zapomniał – przypomniała.

- Myślę, że jedyną szansą na zatrzymanie Rosji i na powrót do pokoju jest spowodowanie, żeby świat nie zamykał oczu i uszu, żeby pamiętał, żeby codziennie widział i słyszał co się dzieje 

– dodała.
Mariya przyznała, że nie była sobie w stanie wyobrazić, że „w XXI wieku, w środku Europy, po raz kolejny dochodzi do ludobójstwa na narodzie Ukraińskim”. – Mimo, że nie jestem ignorantką w kwestii stosunków międzynarodowych, bo kształciłam się w tym kierunku, analizując tę sytuację, obstawiałam dwa warianty: rodzaj zimnej wojny, albo wkroczenie i aktywizację działań zbrojnych na wschodzie Ukrainy. Takiego pełnowymiarowego, agresywnego konfliktu, który jest jedną wielką zbrodnią wojenną się nie spodziewałam – tłumaczyła.

- To nawet nie jest wojna, bo tu nie ma żadnych reguł. Putin nie przestrzega żadnych przepisów dot. broni, której nie wolno stosować, nie przestrzega tego, że nie wolno strzelać do cywilów. Wręcz odwrotnie, on robi wszystko, jakby na odwrót i sprzedaje ludziom historię pt. „musieliśmy strzelać do porodówki, bo tam był sztab wojsk ukraińskich”. To jest przerażające i szokujące i wydaje mi się, że żaden człowiek o zdrowych zmysłach nie był w stanie wyobrazić sobie takiego koszmaru. To jest po prostu nieludzkie

- podkreśliła Mariya.

Odnosząc się do często spotykanej narracji Kremla, jakoby Ukraińcy i Rosjanie byli „bratnimi narodami”, wyjaśniła, że jest to „narracja putinowska i szowinistyczna”, której celem jest pokazanie, że Ukraina jest „częścią narodu rosyjskiego i że on jest uprawniony do tego, żeby Ukrainę ponownie zagarnąć i odbudować imperium rosyjskie”.

- Wśród przeciętnych Ukraińców, nawet tych rosyjskojęzycznych, których wśród moich znajomych jest niemało, szczerze mówiąc nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek ktoś powiedział o Rosjanach „to jest nasz bratni naród”. A największą patriotką, najbardziej nastawioną przeciwko Rosjanom jest moja babcia, która po wojnie uciekała przed nimi z Obwodu Sumskiego. To była osoba, która miała z nimi największy kontakt z tzw. „bratnim narodem” i nigdy nie przypominam sobie, żeby w moim domu, czy wśród moich znajomych takie określenia padały

- wspominała nasz rozmówczyni. – Wielu moich znajomych, nawet wychowanych w rodzinach rosyjskojęzycznych z zasady przestało mówić w języku rosyjskim, bo dla nich ten jest język, z ojczystego, stał się językiem wroga. Ale jak powiedział mi kiedyś mój kolega Gruzin, który brał udział w wojnie w 2008 roku, „język wroga trzeba znać” – dodała.

Wśród przyczyn obecnej sytuacji, Mariya Hud wskazała relatywizację zbrodni dokonywanych przez Rosjan przez światowe elity, a także wielki biznes. – Świat nigdy nie przyrównał zbrodni Stalina do zbrodni Hitlera i okazało się np., że firma Adidas wypuściła kilka lat temu kolekcję ubrań z symboliką Związku Radzieckiego. Ciekawe, co by się wydarzyło, gdyby któraś firma wypuściła t-shirty ze swastykami..? – zastanawiała się kobieta.
Nawiązując do idei dzisiejszej demonstracji pod hasłem: „Matki wołają: przestańcie strzelać do dzieci!”, Mariya „w imieniu wszystkich ukraińskich kobiet” podziękowała Polakom za „ogromne wsparcie”.

- Chciałabym z całego serca wierzyć w to, że może ten krzyk naszych matek, polskich matek, usłyszą matki rosyjskie, które, niestety, w bardzo wielu obszarach zawiodły, jeśli chodzi o wychowanie swoich dzieci; zawiodły wspierając swoich synów w wojnie przeciwko niewinnym ludziom. Sting swojego czasu w utworze „Russians” śpiewał: „I hope the Russians love their children too” [mam nadzieję, że Rosjanie też kochają swoje dzieci-red.]. Też chciałabym w to wierzyć, ale jak mam być szczera, to dawno przestałam, choć bardzo bym chciała, żeby ten cud się wydarzył; żeby te kobiety spróbowały chociaż jakoś odmienić sytuację

- podsumowała Mariya Hud.


 

 



Źródło: niezalezna.pl

 

#Ukraina

Przemysław Obłuski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo