To nie jest czas dla starych mocarstw

Czy Europa zostanie podzielona między Rosję i Niemcy? Tak może się dzisiaj wydawać. Joe Biden sprzedał nasz kontynent Berlinowi i Moskwie. Ukraina ma zaraz zostać złamana przez Rosję, a Polska – przez Niemcy. Ale czy rzeczywiście tak będzie?

Nad Europą zawisł cień Ribbentropa i Mołotowa. Z jednej strony co chwilę słychać zapowiedzi o najechaniu przez Rosję Ukrainy. Nie wiemy, gdzie Putin jest gotowy się zatrzymać. Z drugiej – Niemcy już oficjalnie mówią, że chcą budować europejskie „superpaństwo”. A instytucje europejskie ogłaszają, że jeżeli się im nie podporządkujemy, to nie dostaniemy żadnych pieniędzy.

Jednak lata 20. XXI w. to nie lata 30. XX w. Teraz czasy są inne. Rosja i Niemcy są wprawdzie nadal tak zachłanne jak kiedyś, ale dużo słabsze. Tak naprawdę dla Rosji i Niemiec obecna ofensywa jest ostatnią w historii ich mocarstwowości. Raz rozpoczętego procesu cofania nie da się… cofnąć. Można tylko wykonywać nerwowe ruchy, ale skazane są one na niepowodzenie. A ich prawdopodobne niepowodzenie to szansa dla nas.

To nie jest czas dla Rosji

Fakt, że w ogóle mówi się o militarnym ataku Rosji na Ukrainę, świadczy tylko o porażce tej pierwszej. Rosjanie zdają sobie dobrze sprawę, że taki atak byłby prawdopodobnie końcem ich państwa w obecnym kształcie. Rosja nie potrafiła poradzić sobie z Ukrainą w 2014 r., kiedy wydawało się, że kraj znajduje się w rozsypce, niepewny swojej przyszłości. Okazało się, że nie tylko Ukraińcy potrafili się postawić, lecz także nienawiść między nimi a Rosjanami weszła na nieznane w historii poziomy.

Dziś nie tylko nie jest pewne, czy Rosjanie by wygrali, biorąc pod uwagę długość frontu, konieczność walki jako agresor na obcej ziemi i osłabione morale swoich żołnierzy. Nie jest nawet pewne, czy w wyniku inwazji nie rozpadnie się samo państwo Putina, obciążane dużo poważniejszymi sankcjami i kosztem działań wojennych i okupacji.

Rosja przegrała Ukrainę już w 1991 r. I nie uda się jej odzyskać. Jeśli imperium zaczęło upadać, to się nie odbuduje. Rosjanom nie udało się opanować Ukrainy nawet wtedy, kiedy była słaba, biedna, lekceważona na arenie międzynarodowej, a jej mieszkańcy wykazywali postawę prorosyjską i z nostalgią wspominali ZSRS. Dziś zaś Rosja po prostu dla Ukraińców przestała stanowić jakąkolwiek wartość cywilizacyjną. Putin zamienił ją w mafijną stację benzynową. Dlaczego więc Ukraińcy mieliby przyłączać się do Rosji? Taki wariant jest zupełnie nieatrakcyjny.

Podobnie jest z Białorusią. Nawet dla samych Białorusinów Alaksandr Łukaszenka stał się politycznym skansenem. A Rosjanie na niego stawiają. Nieuchronnie więc Białorusini oddalają się od Rosjan, trochę tylko wolniej niż Ukraińcy. Te tendencje będą tym mocniejsze, im bardziej Putin będzie chciał wchłonąć Białoruś. Rosjanie wycofali się już znad Dniepru i nigdy nie wrócą.

To nie jest czas dla Niemiec

Tak jak Rosja kojarzy się nam dzisiaj z wielką potęgą militarną, a naprawdę nie jest w stanie oderwać od Ukrainy chociażby całego Donbasu, tak i Niemcy, kojarząc się nam z potęgą polityczną, w istocie niewiele są w stanie zrobić. I tak jak w wypadku pomysłu rosyjskiej inwazji na Ukrainę, tak i pomysł „federalnej Europy” jest tylko desperackim ruchem wyjścia z sytuacji cofania się.

Już raz Francuzi odrzucili „konstytucję dla Europy”. A było to w czasach dużo lepszych dla UE, kiedy wszyscy jeszcze byli proeuropejscy. Teraz eurosceptycy urośli w siłę. Trudno wyobrazić sobie, aby Emmanuel Macron zgodził się na Europę federalną. A nawet jeśli się zgodzi, to w następnych wyborach zostanie zmieciony przez Marine Le Pen, a ta z „Europy federalnej” po prostu wyjdzie. I cały projekt UE się posypie.

A musimy pamiętać, że nie tylko we Francji eurosceptycyzm jest silny. Wyjście Francji, a także Włoch, Holandii, Austrii czy nawet Polski zapewne spowodowałoby efekt domina i zawalenie się integracji europejskiej. Niemcy nie mają argumentów, aby zachęcić Europejczyków do pogłębienia integracji. Wszyscy widzą, że „federalna Europa” miałaby służyć tylko wzmocnieniu pozycji Niemiec na świecie, oczywiście kosztem pozostałych. Tak jak to było ze wspólną walutą. Niemcy próbują wykorzystywać skrajne lewicowe ideologie typu gender i multi-kulti, ale poparcie dla nich jest słabe, a niechęć do nich olbrzymia.

Niemcy przegrali w momencie, kiedy odrzucili jedyną siłę ideową, na której mogli jednoczyć Europę, czyli chrześcijaństwo. Przecież to właśnie na chrześcijaństwie opierał się ojciec zarówno dzisiejszych Niemiec, jak i integracji europejskiej, czyli Konrad Adenauer. Po odrzuceniu jego dziedzictwa kończy się czas Niemiec.

To jest czas Międzymorza

W naszym regionie właśnie pojawia się olbrzymia przestrzeń do działania. Z jednej strony chodzi o tereny dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Ukraińcy nie chcą rosyjskich wpływów u siebie. Nie chce ich też coraz więcej Białorusinów. Niemcy czy Amerykanie wydają się średnio zainteresowani tymi krajami, a dla Chin, mimo wielu przyjaznych gestów, kraje te nie są priorytetem.

Zamiast nich nad Dnieprem mogłaby się zaangażować Warszawa. Wzorem Niemców, którzy w Gliwicach otworzyli kiedyś Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej, moglibyśmy we Lwowie i w Grodnie otworzyć Domy Współpracy Polsko-Ukraińskiej i Polsko-Białoruskiej. Moglibyśmy dać wybijającym się ukraińskim i białoruskim studentom z polskich uczelni granty na założenie propolskich organizacji społecznych w Mińsku i Kijowie. Wreszcie możemy Ukrainie i Białorusi zaproponować wsparcie finansowe w zamian za otwieranie rynków na nasze produkty.

Z drugiej strony pojawia się przestrzeń do działania na południe od naszych granic. Skoro uczestnictwo w strefie euro wiąże się z prowadzeniem polityki obliczonej na realizowanie interesów gospodarczych Niemiec, trzeba zaproponować Czechom, Węgrom, Rumunii, Bułgarii czy Chorwacji stworzenie własnego sojuszu walutowego, aby być może w przyszłości stworzyć własną, silniejszą walutę odporną na ataki finansistów w rodzaju Sorosa. Skoro fundusze unijne mają być uzależnione od widzimisię instytucji europejskich i spełniania oczekiwań ruchów LGBT, powinniśmy tworzyć własne fundusze w grupie szybko rozwijających się krajów Inicjatywy Trójmorza, którym pożycza się pieniądze nawet na lepszych warunkach niż całej UE.

Wreszcie, kraje naszego regionu, które tracą na Zielonym Ładzie, powinny odciąć się od europejskiej polityki klimatycznej i tworzyć własną, opartą na rozwoju technologii, a nie na obniżaniu wzrostu gospodarczego.

To jest czas dla nowych mocarstw

Okres przemian geopolitycznych, z jakim mamy do czynienia obecnie, jest doskonałym czasem dla nowych mocarstw i fatalnym dla starych. Bez względu na wynik rywalizacji USA–Chiny źle na nim wyjdą stare mocarstwa, Rosja i Niemcy. Tak jak źle na II wojnie światowej wyszły stare imperia, francuskie i brytyjskie (nawet mimo zwycięskiej wojny w przypadku tego drugiego).

Sytuację możemy wykorzystać właśnie my. Wstrząsy w Unii Europejskiej pomogłyby w integracji Trójmorza. Przecież jego mieszkańcy będą potrzebowali alternatywy dla coraz gorszej integracji europejskiej. Napięcie na linii Mińsk i Kijów kontra Moskwa możemy przekuć na własną korzyść, zajmując nad Dnieprem miejsce Rosjan w roli inwestorów i promotorów kultury. To dla nas najlepsza okazja od wieków na zbudowanie mocarstwa.

 

 


Źródło:

Bartosz Bartczak
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo