Adam Borowski w Budapeszcie: "Rządy mogą się rozstać, my będziemy trwali razem"

Sobota dla Węgrów mija pod znakiem 65. rocznicy wybuchu rewolucji węgierskiej 1956. Tysiące osób zgromadziło się przy Nadbrzeżu Politechniki Műegyetem rkp., skąd wyruszy Marsz Pokoju. Z braćmi Węgrami maszerują Klubowicze „Gazety Polskiej”. "Widzę, jak nas przyjmują - biją brawa, widać tę solidarność." - powiedział Adam Borowski dla Niezalezna.pl, zapytany o relacje polsko-węgierskie podczas Marszu.

Adam Borowski podczas Wielkiego Wyjazdu na Węgry z KGP
fot. Aleksander Mimier / Niezalezna.pl

Atmosfera jest wspaniała. Myślałem, że prawdziwe emocje dopiero przed nami, bo my jesteśmy przed wyruszeniem w tym marszu. To, co się będzie działo, będzie z pewnością wielkie. Ja jestem w swoim żywiole, bo demonstracja takiej jedności, solidarności dla Węgrów jest czymś naprawdę ważnym, szczególnie teraz, kiedy jesteśmy na wspólnej linii ataku z Węgrami przez urzędników brukselskich

- podkreśla w rozmowie z Niezalezna.pl legenda podziemia antykomunistycznego.

Widzę, jak Węgrzy nas przyjmują - biją brawa, widać tę solidarność. Ja solidarność pamiętam z lat 80., ona była jedną z najpiękniejszych chwil w moim życiu, to był najpiękniejszy czas, a teraz możemy tę solidarność odwzajemnić do braci-Węgrów. Oni pierwsi byli w trudnej sytuacji, bo jako pierwsi byli atakowani i my stanęliśmy u ich boku. Myślę, że dzisiaj będą tu jeszcze Włosi. Są już z nami Litwini. Mamy być Europą państw - suwerennych, niepodległych państw. My budujemy tutaj oddolną solidarność ludzi, bo traktaty mogą być zawieszane, zrywane, na nowo budowane, a te więzi, które związują się między nami tutaj - są najtrwalsze. Rządy mogą się rozstać, a my będziemy razem trwali. Mam nadzieję, że wytrzymamy tą presję Europy, że nie ugniemy się przed mocą władzy. Mocarze są w Brukseli. Mają siłę, środki, możliwości. My mamy honor, ducha wolność i to obronimy

- podkreśla Adam Borowski.

To widać po twarzach, ci ludzie są tutaj radośni. Oni świętują, to jest ich święto - tak jak u nas 11 listopada. Jak ktoś przychodzi 11 listopada mącić, to tak sobie myślę - co on ma w głowie? Przecież to jest Dzień Niepodległości. Powinniśmy wtedy świętować, bez względu na to, jak się różnimy, jak sobie wyobrażamy ustrój polityczny czy gospodarczy. Możemy się różnić, ale to jest dzień naszej wspólnoty. To jest dzień suwerenności. Dzień, w którym po 123 latach odzyskaliśmy niepodległość. Tutaj też Węgrzy spodziewają się prowokacji. Jak można spodziewać się prowokacji w dniu wybuchu powstania węgierskiego? Jak można tego nie pamiętać? Jak można tego nie świętować? Węgrzy wtedy próbowali wybić się na niepodległość, zerwać więzy komunistyczne. Trzeba to cenić, Jest to jednocześnie pamięć o tych, którzy wtedy polegli. Mnóstwo Węgrów poległo. Wielu uciekło również na emigrację. Mam nadzieję, że Węgrzy tu zwyciężą. Mam nadzieję, że u nas również próby obalenia Zjednoczonej Prawicy, Prawa i Sprawiedliwości się nie udadzą

- dodaje uczestnik Wielkiego Wyjazdu na Węgry.

 

 

 


Źródło: niezalezna.pl

Aleksander Mimier,Grzegorz Wierzchołowski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo