Niezbywalne prawo do suwerenności

Marksa „Widmo socjalizmu krąży nad Europą” można zastąpić, trawestując, hasłem „Widmo eurorealizmu krąży nad Europą”. Wyrok polskiego Trybunału Konstytucyjnego, może niespodziewanie dla niektórych, uruchomił dwie lawiny na Starym Kontynencie. Z jednej strony były to potępienia w czambuł zgodne z „polityczną poprawnością”, a z drugiej wiele wypowiedzi jednak często zaskakujących dla postronnych obserwatorów – wypowiedzi znanych polityków, nierzadko wcale nie prawicowych i nie pałających sympatią do naszego kraju, którzy jednak publicznie zaczęli głosić, że instytucje UE bezprawnie poszerzają swoje kompetencje, a Polska tylko reaguje i to w absolutnie uzasadniony sposób.

Po jednej stronie barykady mieliśmy więc Komisję Europejską, a potem nawet Kolegium Komisarzy oraz olbrzymią część mediów w Europie Zachodniej i wielu dyżurnych krytyków, a po drugiej stronie artykuły z niemieckiej „Der Tagesspiegel” czy w mediach portugalskich, ale też wypowiedzi sześciu z ośmiu kandydatów na prezydenta... Francji. Wybory prezydenckie w Republice Francuskiej odbędą się wiosną, mamy na razie ośmiu kandydatów, zatem aż 75 proc. z nich poparło Polskę i jej Trybunał Konstytucyjny! Charakterystyczne, że zrobili to ludzie od lewicy po twardą prawicę. Na przykład francuski kandydat socjalistów na prezydenta Arnaud Montebourg podkreślił „wyższość francuskiego prawa nad decyzjami europejskimi” i dodał, że „zapewnienie przez Polskę suwerenności narodowej poprzez prawo jest ważną decyzją”. Z kolei kandydat centroprawicowy Xavier Bertrand, szef jednego z ważnych francuskich regionów, zaproponował „wprowadzenie do konstytucji francuskiej mechanizmu obrony nadrzędnych interesów Francji”.

Polska korzysta z prawa do suwerenności

W podobnym duchu występowali kandydaci prawicy, których jest paru, co skądinąd zwiększa szansę urzędującego prezydenta Emmanuela Macrona. W zasadzie jednomyślny z socjalistą Arnaudem Monteburgiem był znany telewizyjny komentator i publicysta Eric Zemmour. Przywódczyni Zgromadzenia Patriotycznego Marine Le Pen, którą znam z Parlamentu Europejskiego, stwierdziła w kontekście naszego kraju: „Polska korzysta ze swojego słusznego i niezbywalnego prawa do suwerenności”. Jej niegdyś bliski współpracownik i były działacz jej partii, a teraz konkurent Florian Philippot, który przewodzi ruchowi narodowemu Patrioci, powiedział: „Musimy postępować jak Polska i przedkładać prawo krajowe ponad prawo europejskie”.

Wspomniany już tu Eric Zemmour stwierdził, że: „czas przywrócić prawu francuskiemu prymat nad prawem europejskim i przeciwstawić się Komisji Europejskiej w jej próbach wpływania na porządek prawny innych krajów”. Dodał również: „Wspieram polski naród i rząd w ich utrzymywaniu autonomii oraz porządku prawnego”. Powiedział także bardzo dobitnie, że „(...) stawką jest suwerenność narodów europejskich”.

Portugalskie media pisały m.in., że wyrok Trybunału Konstytucyjnego Polski „ostrzega przed Unią dyktatury sędziów” (sic!). To cytat z wypowiedzi bardzo popularnego komentatora Joségo Manuela Fernandesa. Warto podkreślić, że Portugalia to kraj, który jeszcze niedawno, bo do końca czerwca 2021, sprawował półroczną prezydencję w Unii Europejskiej.

Niemiecka gazeta „Der Tagesspiegel” piórem Christopha von Marschalla postawiła bliską nam pewnie tezę, że to nie Polska, a Bruksela „rujnuje Unię”. Dziennik stwierdził też, że „Komisja Europejska, Parlament Europejski oraz TSUE mają wzbudzającą zastrzeżenia tendencję do udzielania sobie samym pełnomocnictw”. Cóż, nigdy nie myślałem, że po lekturze niemieckiej gazety piszącej w kontekście mojego kraju będę mógł powiedzieć: „Nic dodać, nic ująć”.

Inne państwa UE też uznały prymat swojego prawa

Charakterystyczne, że ślepi euroentuzjaści albo też nadgorliwi lub bezrefleksyjni, dogmatyczni przeciwnicy polskiego rządu w debacie publicznej nad Wisłą, Odrą, Bugiem i Wartą kompletnie pomijają fakt, że podobną wykładnię o wyższości prawa krajowego nad prawem Unii Europejskiej przyjęło w ostatnich latach wiele państw członkowskich UE. Wśród nich były na przykład Republika Federalna Niemiec (Trybunał Konstytucyjny w Karlsruhe), Republika Francuska (Rada Stanu będąca odpowiednikiem Trybunału) oraz Italia (Sąd Konstytucyjny Republiki Włoskiej), Hiszpania (Trybunał Konstytucyjny), Dania (Najwyższy Trybunał Królestwa Danii) i Czechy (Sąd Konstytucyjny). Wówczas nie budziło to specjalnych emocji, może poza orzeczeniem Federalnego Trybunału Konstytucyjnego w Niemczech w maju 2020, które zapadło w kontekście wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu odnośnie do decyzji Europejskiego Banku Centralnego o skupie obligacji sektora publicznego w krajach strefy euro. Skądinąd po przeszło roku, w czerwcu 2021, zareagowała na werdykt z Karlsruhe Komisja Europejska, która wystosowała w tej sprawie protest do Niemiec.

Przypomnijmy w tym kontekście komentarze niemieckich mediów sprzed blisko 1,5 roku o ówczesnym wyroku Trybunału Konstytucyjnego w Karlsruhe. Bardzo opiniotwórczy i w zasadzie euroentuzjastyczny „Die Welt” napisał o… „odważnym orzeczeniu sędziów Trybunału Konstytucyjnego”. Prestiżowy „Frankfurter Allgemeine Zeitung” stwierdził w tym samym duchu: „Trybunał Konstytucyjny nazywa wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej zwyczajnie niezrozumiałym i niezgodnym z prawem. Ponieważ przekracza on ramy traktatów, niekoniecznie musi to być zerwanie z Unią Europejską, jeśli Europejski Bank Centralny będzie zachowywać się zgodnie z Traktatem Europejskim, nic się nie zmieni”.

Opozycyjne podwójne standardy

Oczywiście wyroki trybunałów konstytucyjnych Niemiec, Francji czy Czech dotyczą różnych, dosyć konkretnych i szczegółowych spraw. Natomiast opinia polskiego Trybunału Konstytucyjnego odnosi się do generalnego stwierdzenia o wyższości prawa krajowego (państwowego) nad prawem Unii Europejskiej. Jednak to, co łączy te wszystkie wyroki, werdykty, opinie, to stwierdzenie faktu, że to nie prawo Unii Europejskiej, „aquis communautaire”, jest nadrzędne wobec prawa stanowionego w krajach członkowskich UE-27, tylko odwrotnie: prawo tych państw jest wyżej niż prawo stanowione w Brukseli, Strasburgu czy interpretowane w Luksemburgu (gdzie mieści się siedziba Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej).

I wreszcie na koniec uwaga o hipokryzji i obłudzie. Nie mam wielkiej pretensji do zagranicznych polityków i pseudoekspertów, którzy już nieraz udowodnili, że kompletnie nie rozumieją polskiej rzeczywistości ani nie znają podstawowych faktów. Natomiast krajowi domorośli eksperci, którzy rwą włosy z głowy na temat rzekomego polexitu, do którego rzekomo szeroko otwiera bramę ostatnie orzeczenie TK w Warszawie, zupełnie abstrahują – albo z braku wiedzy, albo manipulując (nie wiadomo, co gorsze) – od faktu, że już dwukrotnie polski Trybunał Konstytucyjny przyjmował orzeczenia w zasadzie tożsame z tym, które zostało przyjęte przed tygodniem przez Trybunał Konstytucyjny kierowany przez prof. Julię Przyłębską. Oto bowiem zarówno trybunał, któremu przewodniczył prof. Marek Safjan – tak, ten sam, który dzisiaj jest już drugą kadencję sędzią Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu – w roku 2005, jak i trybunał kierowany przez prof. Andrzeja Rzeplińskiego również orzekały wyższość prawa polskiego nad prawem unijnym. To wtedy jakoś nie budziło żadnych emocji. A teraz budzi olbrzymie. Widać, że opozycja w Polsce przyjmuje od Brukseli podwójne standardy…

 

Źródło:

#Gazeta Polska Codziennie

Ryszard Czarnecki
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo