Grand Press dla FSB

Polskie władze wprowadziły stan wyjątkowy na granicy polsko-białoruskiej. Mimo że sytuacja jest poważna i do prowokacji na granicy mogło dojść w każdym momencie, to nie wszystkim się spodobało takie postępowanie rządu.

Przeciwko działaniom postanowiła zaprotestować opozycja, która podkreśla, że tereny nadgraniczne odcięto od dziennikarzy, adwokatów, społeczników. Szczerze powiedziawszy, gdy czytam te lamenty, to żałuję, że nie mieszkam za granicą. Kraj bez podobnych do polskich dziennikarzy, adwokatów i społeczników jawi mi się jako raj na ziemi. Niestety, jednak muszę się męczyć z Onetem, „Gazetą Wyborczą”, Adamem Bodnarem i Bartoszem Kramkiem. Mówiąc jednak poważnie, w całej tej dyskusji opozycji umyka prosty fakt – już pokazała ona na granicy swoje możliwości. Przez kilkanaście dni adwokaci, dziennikarze i szczególnie zawodowi społecznicy grali w jednej orkiestrze z Aleksandrem Łukaszenką i jeszcze przekonywali nas, że dokładnie tak trzeba. Franek Sterczewski biegający z przekąskami i Bartosz Kramek przecinający druty kolczaste to nie wszyscy, którzy byli tam obecni, ale od kiedy to odpowiedzialność zbiorowa dziwi polityków opozycji? To oni brylowali w zamykaniu stadionów, zorganizowali akcję „Widelec” (nierozliczoną), a także blokowali na przykład Marsz Niepodległości. W każdym razie społeczeństwo jakoś przeżyje bez histerii w mediach i bez relacji z życia imigranta z kotkiem. Zresztą koledzy dziennikarze z antyrządowych mediów mają wspaniałą alternatywę. Mogą zacząć czerpać pełnymi garściami z materiałów z białoruskiego KGB. Zaraz, zaraz… Już to zaczęli robić. Oto wielkie chwile dziennikarstwa. Coś czuję, że posypią się Grand Pressy dla KGB i FSB.
 

 

Źródło:

Jacek Liziniewicz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo